RSS
czwartek, 11 grudnia 2014

Pokonało mnie. Od przedwczoraj łóżko jest moim najlepszym przyjacielem – przesypiam całe dnie, z przerwami na psikanie, smarkanie i kaszel. :-(( Lekarka mnie osłuchała – na szczęście oskrzela i płuca czyste. Mimo to przepisała antybiotyk – bo pacjentka podwyższonego ryzyka. Więc od wczoraj karnie biorę.

Usiadłam na chwilę do komputera, żeby sprawdzić co w świecie słychać i poczytać maile. Widzę jakieś nowe komentarze na blogu, ale nawet nie mam siły odpowiedzieć, sorry.

Czytelnicy kochani, uciekam do wyrka, a Wy nie dajcie się żadnym wirusom, bakcylom i innym zdradliwym bestiom.

11:37, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 grudnia 2014

"Chcesz mieć nudne mieszkanie? Wprowadź kolor szary" – czytam na głównej stronie jednego z internetowych portali.

Zaraz. zaraz… coś tu nie gra.

Czytam jeszcze raz: "Chcesz mieć MODNE mieszkanie? Wprowadź kolor szary".

Jedno słowo, a jaka różnica. A za chwilę przyjdzie nowa moda i to pierwsze zdanie stanie się prawdziwe.

Moja Babcia – przedwojenna krawcowa – zawsze powtarzała, że moda wraca i odchodzi. Im dłużej żyję, tym bardziej przekonuję się, że miała rację. :-)

00:40, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 grudnia 2014

W obliczu tego, co zafundowała nam Magda, ślub chrześniaczki Adama zszedł na drugi plan.

A to też jutro.

Ola to fajna dziewczyna, niestety DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika. Na szczęście jej mama była na tyle rozsądna, by nie związać się z jej ojcem na stałe. A i tak namieszał w życiu córki, na przykład odbierając ją pijany z przedszkola. O regularnym płaceniu alimentów też nie pamiętał.

Życzę Oli wszystkiego najlepszego, tym bardziej, że niedługo zostanie mamą. :-)

23:54, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Moja siostrzenica wylatuje jutro do Ekwadoru – na długo, może nawet na zawsze. Magda ma 28 lat, zapewnioną tam pracę i chłopaka. I desperację, od której nikt nie może jej odwieść.

Wszystko miało swój początek jakieś trzy lata temu. Magda, która razem z rodziną, czyli z moją siostrą, szwagrem i siostrzeńcem mieszka na stałe w Niemczech, studiowała wtedy organizację turystyki i pracowała równocześnie w biurze podróży. Żeby napisać pracę dyplomową miała na jeden semestr wyjechać za granicę – by pisać o danym kraju i na miejscu zbierać materiały: w ramach studenckiej wymiany mieszkać u prywatnych ludzi i pracować w miejscowych biurach podróży. W sumie fajny pomysł. Ja – naiwna ciotka – myślałam, że ponieważ uczy się hiszpańskiego wyjedzie do Hiszpanii, ewentualnie na którąś z hiszpańskich wysp, np. Majorkę czy Minorkę. A Magda wystrzeliła – GALAPAGOS.

:-000

What???

No właśnie. Wtedy o Galapagos wiedziałam tyle, że to wyspy gdzieś w okolicach Ameryki Południowej i że żyją tam wielkie żółwie. Nawet nie wiedziałam, że to wyspowa część Ekwadoru.

Uff…

Magda tam rzeczywiście wyjechała. Początkowo mieszkała u sympatycznej rodziny rybaków, pracowała, zbierała materiały do pracy, a po trzech miesiącach przeniosła się do kontynentalnej części Ekwadoru, by tam kontynuować zbieranie materiałów. Tam poznała chłopaka, który zawrócił jej w głowie i zaczęła przebąkiwać o Ekwadorze jako docelowym miejscu do życia. Szok! Wiele godzin na skypie, mailowych i telefonicznych rozmów… Summa summarum Magda wróciła do domu, by skończyć studia, a chłopak – też student – przyjechał za nią, by spróbować żyć i studiować w Niemczech. Był w Europie chyba z pół roku, ale koszty utrzymania go pokonały, zima zresztą też. Ich związek rozpadł się po jakimś czasie i siostra już zacierała ręce, że niebezpieczeństwo zażegnane. Tymczasem Magda związała się z kolejnym chłopakiem stamtąd, po drodze były jakieś ich spotkania w Stanach, w Kaliforni… Sorry, ale nie nadążam… Nie znam szczegółów.

A finał?

Magda znalazła pracę w jakiejś instytucji rządowej w Ekwadorze zajmującej się promocją turystyki i postanowiła zamieszkać z Marcelem – tak ma na imię jej aktualny chłopak. No i jutro wylatuje.

Przeżywamy bardzo, bo to wszystko jakoś "nie po naszemu". My jesteśmy rodzinni, związani ze sobą emocjonalnie, jak jakąś niewidoczną nicią. Jeszcze Europa to pół biedy, ale druga półkula? Tam leci się 18 godzin!

Nasza mała Madzia! Co ją tam czeka? Jak sobie poradzi?

Magda przyjechała z moją siostrą i szwagrem pożegnać się z dziadkami i z nami przed swoim wojażem. Wtedy jeszcze nie było nam tak smutno jak teraz, bo miała wylatywać do Ekwadoru za miesiąc. Wydawało się, że to jeszcze kawał czasu. A to już jutro…

Nikt nie był w stanie wpłynąć na jej decyzję. To już dorosła kobieta.

My z Adamem podarowaliśmy jej taką broszkę-zawieszkę z bursztynem:

Może ją ze sobą zabierze i patrząc na nią wspomni nas.

Bardzo przeżywamy i jest nam bardzo smutno. O dziadkach nie wspomnę…

23:31, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 listopada 2014

Nie mam czasu na świat wirtualny, bo realny mnie absorbuje. Do końca tygodnia mamy gości i to głównie im poświęcamy czas i uwagę. Blogowanie zeszło na dalszy plan.

21:02, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2014

Czekałam na te wyniki bardzo, bardzo… Uff…, wróciły do normy. Dzisiaj mijają 4 tygodnie od podania pierwszej dawki Mitoksantronu.

21:20, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
czwartek, 30 października 2014

Szpitalnej torby na razie nie rozpakowałam, więc w razie czego jest gotowa. Na razie udaje mi się być w domu, bo nic gwałtownego się nie dzieje. Za jakiś tydzień kontrolne badania krwi i zobaczymy jakie będą. Mam nadzieję, że lepsze, bo stres jest konkretny.

Przez kilka dni byłam bardzo osłabiona, dużo spałam i pokładałam się w ciągu dnia. Teraz niby trochę lepiej. Może zaczęły działać antybiotyki, które dostałam  – na wybicie bakterii w moczu, a trochę profilaktycznie przy tak paskudnych wynikach krwi.

Rrrany, jak ja nie lubię tego typu tematów! Wolę pisać o kotach. :-)

20:50, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Kończąc temat kota, który okazał się kotką ogłaszam, że zostawiamy pierwotne imię Enter, zdrobniale Enterka. Kocica wydaje się zadowolona – wołana tym imieniem przybiega (no chyba, że jej się nie chce). ;-))

20:26, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2014

Jakiś czas temu opisywałam historię Tyldy. W notce jest takie zdanie: "Po zidentyfikowaniu płci nadaliśmy kociakom imiona: Tylda i Enter". Jakoś mało dokładnie tę płeć sprawdzaliśmy – dziś Adam miał okazję zajrzeć pod ogon Enterowi i… Enter okazała się dziewczynką! ;-))

Niezły numer. Enter (Enterka?) jest kotem podwórzowym, ale na jedzenie regularnie przychodzi, więc pewnie za jakiś czas obdarzy nas potomstwem. Ups…

No właśnie, co z imieniem? Adam mówi, że Enterka albo bez zmian, bo to podobnie jak Mercedes – też może być imię kobiece. Ja mówię Enta, bo to już nasza enta kotka. Znajomi zaproponowali Spacja. Jakieś inne pomysły?

21:33, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Znacie film pod takim tytułem? Bardzo stary, sprzed sześćdziesięciu lat, w reżyserii Alfreda Hitchcoocka. Pod koniec XX wieku był też jego remake z Christopherem Reevem w roli głównej. Pokrótce fabuła jest taka: unieruchomiony w domu główny bohater (powodem złamana noga, a w drugiej wersji paraliż) przez tytułowe okno na podwórze obserwuje życie sąsiadów i wpada na trop zbrodni. Szczegółów nie zdradzę, bo może ktoś zechce ten film obejrzeć. Myślę, że warto. Chyba bardziej polecam wersję klasyczną – moim zdaniem lepszą.

Uświadomiłam sobie niedawno, że ja też mam swoje okno na podwórze – takie, przez które obserwuję otaczający świat. Spokojnie, sąsiadów nie podglądam! Sensacji i zbrodni też tutaj nie ma.

Za moim oknem rośnie ściana liściastego lasu. Jeszcze niedawno była soczyście zielona, potem bajecznie kolorowa, a teraz to już nie ściana, raczej coraz rzadsza firanka. Za lasem są tory kolejowe. Latem, przez liście, pociągu prawie nie słychać. Dziś usłyszałam go wyraźnie i zobaczyłam rząd mknących oświetlonych wagonów. Czyli jesień o nas nie zapomniała.

I pozazdrościłam ludziom z pociągu – wolności. :-(

20:48, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »