RSS
środa, 16 sierpnia 2017

Zadzwonił mój telefon, wyświetlił się jakiś nieznany numer…

Pomyślałam, że pewnie jakieś garnki cudowne albo kołdry uzdrawiające chcą mi sprzedać. ;-) Odebrałam więc "z pewną taką nieśmiałością" (starsi wiedzą, skąd ten cytat), a tu… zaskoczenie pełne. Nie wierzyłam – Ethel do mnie zadzwoniła! :-))

Zastanawiała się, co się ze mną dzieje, że tak długo na blogu się nie pojawiam. Że może coś złego... Taaak, przy naszej chorobie może być bardzo różnie.

Nawet nie wiecie jak mnie ucieszył Jej telefon, że ktoś, kogo znam tylko z internetu pomyślał o tym, co się ze mną dzieje i chciał się tego dowiedzieć. :-))

Obiecałam Ethel, że napiszę choć kilka słów na blogu, by uspokoić tych, którzy ewentualnie jeszcze tutaj zaglądają.

Dlaczego nie pisałam tutaj? Przez śmierć Taty, przez zmęczenie blogowaniem, przez chęć zajęcia się czymś innym, przez poczucie spętania i bezsensu – przez to wszystko razem i z powodu jeszcze wielu innych niewyartykułowanych tutaj, a może nawet nieuświadomionych kwestii.

Nie pisałam prawie półtora roku i nie wiem, czy wrócę do systematycznego blogowania. Jak widzicie, kopa mi trzeba było solidnego, bym się tutaj znowu pojawiła. Ale o tym, by dalej pisać blog raz po raz myślę. Ten blog powstał 10 lat temu (!!!) z potrzeby uporządkowania moich myśli i emocji. To co zapisane łatwiej mi było oswoić i zrozumieć. Z czasem blog stał się niemal codziennym towarzyszem, pamiętnikiem zdarzeń dobrych i złych. Dzięki fajnym czytelnikom i komentatorom przedyskutowaliśmy tutaj wiele tematów – nieraz trudnych i irytujących, ale niekiedy po prostu ciekawych czy śmiesznych. I bardzo sobie te wszystkie interakcje cenię.

Co u mnie?

Zdrowotnie – generalnie bez zmian, a to w przypadku stwardnienia rozsianego już wielki sukces (chodzik, kule, a jeśli dalej – wózek). Jeszcze jestem leczona Mitoksantronem. Dostaję po 10 mg (pół dawki) co 3-4 miesiące. W sumie dostałam już 100 mg, a skumulowana dawka na całe życie to maksymalnie 140 mg. Czyli jeszcze troszeczkę przede mną.

Rodzinnie – nadal mąż Adam i Mama, która bardzo ciężko odchorowywała śmierć Taty. Ale jest już lepiej.

Zwierzęta – nadal trzy kocice: Tika, Taka i Tylda. Postarzały się, jak my wszyscy. Tylda ma już 4 lata, a nasze dwie seniorki po 14.

Praca – jestem na rencie, ale zdarza mi się nieraz telefon odebrać albo jakieś pismo napisać. Śmieję się, że pomagam mężowi jako… wolontariuszka. ;-))

To tyle o mnie na dziś. Ahoj!

21:11, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
wtorek, 29 marca 2016

01:15, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 lutego 2016

Pora na blogowanie nieprzyzwoita, ale co tam… Bardzo pełnoletnia już jestem, więc mogę, a co! ;-))

Myszkowałam po internecie i jakoś tak zeszło…

Znacie to? Zaiste niesamowite:

To ukraiński "X Factor" sprzed kilku lat, więc zapóźniona jestem strasznie. Aida jest super! I po dostępnych w internecie innych jej nagraniach widzę (a właściwie słyszę :-)) ), że ma szansę dobrze wykorzystać i rozwinąć swój talent. Szczerze jej tego życzę.

03:15, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 lutego 2016

Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim wpisem. To dla mnie dowód, że ktoś tutaj zagląda, mimo że "płodną" blogerką ostatnio nie byłam. Absolutnie nie kokietuję. Po prostu miło przekonać się, że dzięki blogowi ktoś z sieci interesuje się tobą i twoim życiem.

To dla mnie dowód na to, że istnieję - mimo, że nie ma mnie na Facebooku (a to podobno podstawa). ;-))

23:48, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 lutego 2016

Trafiłam w internecie na fajną galerię zdjęć: http://www.fproject.com.pl/.

Pierwsza myśl: pokażę Tacie, będą mu się podobać.

I po chwili uświadomiłam sobie, że… to już niemożliwe. :-((

00:48, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 listopada 2015

Wczoraj pochowaliśmy Tatę.

Przedtem załatwianie formalności, krzątanina, organizowanie. Po pogrzebie jeszcze stypa.

A potem wróciliśmy do domu – i do naszego życia. Z poczuciem, że już nic nie będzie takie samo.

15:44, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 listopada 2015

Ks. Jan Twardowski

O stale obecnych

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie spieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują miłości
ale pomagają znaleźć zagubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilkę
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę


00:00, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2015

Dziś o 7:15 odszedł z tego świata mój najukochańszy, wspaniały TATA.

Edgar Froeze z Tangerine Dream powiedział podobno, że ludzie nie umierają, tylko zmieniają swój kosmiczny adres.

I tego się trzymam.

23:10, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 listopada 2015

Przyznaję się do słabości i rozpaczy - i wiem, że to nie jest trendy. Bo dziś w modzie jest bycie zdrowym, perfekcyjnym i szczęśliwym.

Ale PRAWDZIWE życie takie nie jest!

01:44, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Nie pisałam długo.

Jakąś awersję mam do blogowania. Bo co tu pisać, jeśli tata walczy, żeby żyć, a równocześnie, żeby godnie umrzeć?

Nasza bezradność jest przerażająca!

A życie toczy się dalej: blogaski, twitty, instagram…

A gdzie jest człowiek?

01:28, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »