RSS
poniedziałek, 04 września 2017

Uff, byliśmy. Przegląd uzębienia wypadł nadspodziewanie dobrze. I u mnie, i u Adama tylko po jednej plombie do zrobienia było. Reszta zębów okay. Po tak długim czasie? Doprawdy zaskakujące.

A macie coś humorystycznego:

Dobrze, że wcześniej tego nie znałam, bo jeszcze bym zrejterowała. ;-))

17:57, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Trafiłam na to zdjęcie i nieodparcie skojarzyło mi się z tą piosenką:

 

00:11, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 września 2017

I nie wiem, czego bardziej się bać. ;-))

W starym dowodzie, który w październiku niestety straci ważność, zdjęcie mam nie najgorsze, a to zrobione do nowego to jakiś horror. Adama też nie lepsze. :-(( Przecież my nie jesteśmy w ogóle do siebie podobni!

Te nowe zasady robienia zdjęć do dowodów i paszportów są przerażające. Wyglądamy jak… wyciągnięci z policyjnej kartoteki.

No, ale dowody odebrać trzeba. A to już jutro, niestety. ;-(

I jeszcze dentystka - aż strach się bać. Dawno nie byłam. Jakaś plomba wypadła, jakieś dziury się porobiły, jakiś kamień narósł… Licho.

A takie zawsze miałam zadbane zęby! :-( Od czasu, kiedy mam problemy z chodzeniem, a do dentystki, której ufam kilka kilometrów i schodków jest, wygląda to… niefajnie. Zdecydowanie za rzadko się widzimy. Aż będę się bała jutro usta otworzyć. :-((

O rany!

23:43, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Książka z 2013 roku, ale przerażająco aktualna. Polecam.

23:13, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 września 2017

Zastanawiam się, czy te białe róże na pogrzebie Grzegorza Miecugowa to przypadek.

Nie sądzę.

01:28, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

I z tym się zgadzam.

01:19, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 sierpnia 2017

Właściwie miała na imię Cecylia, ale wszyscy nazywali ją Celinką.

22:45, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Uświadomiłam sobie, że "za wcześniejszego blogowania" ;-) otaczał mnie nieco inny świat. Prawda, że wiele zmieniło się wokół nas od tamtego czasu. Ot, taka refleksja mnie naszła. ;-))

Jeszcze trochę i zacznie się nowy rok szkolny. Przeglądałam ostatnio sporo artykułów na ten temat – takie zboczenie zawodowe. Chociaż w szkole nie popracowałam zbyt długo, to z pierwszego wykształcenia jestem… nauczycielką. :-) Czytałam między innymi, że to będzie bardzo krótki rok – z kalendarza szkolnego wynika, że dni nauki będzie 187, a dni wolnych od nauki aż… 178.

Przypomniał mi się rok, kiedy szłam do liceum – rok znaczący, bo 1980. Właściwie do ostatniego dnia nie było wiadomo, jak to będzie wyglądało. Czy odbędą się w szkołach inauguracje i czy będzie czym na nie dojechać? Bo przecież strajkowała zbiorowa komunikacja, strajkowały stocznie, kopalnie, fabryki… Wymieniać można długo.

Niepewność wielka. Moja – z perspektywy nastolatki i jej nastoletnich doświadczeń, a także rodziców – o wiele bardziej świadomych, co dzieje się w kraju i jakie mogą być tego konsekwencje. Decydujący był 31 sierpnia, kiedy podpisane zostało porozumienie w Gdańsku – jedno z tzw. porozumień sierpniowych.

Uff…

Dopiero wtedy mama przyniosła do mojego pokoju wyprasowaną wcześniej białą bluzkę i granatową spódniczkę, w których następnego dnia poszłam dumnie do nowej szkoły.

Dla rodziców musiały to być bardzo trudne dni: tata – urodzony 5 lat przed wojną, mama – dziecko wojny. Nigdy właściwie o tym nie rozmawialiśmy i to co piszę, to tylko moje wspomnienia. Z nieżyjącym tatą o tym już nie porozmawiam, ale właśnie obiecałam sobie spytać mamę o tamte dni. Ciekawe, jak ona je pamięta?

I jeszcze jedno:

W 1980 roku miałam 14 lat. Tyle samo, ile moja babcia w chwili, gdy Polska w 1918 roku odzyskała niepodległość. Sporo o swoim "zaborczym" dzieciństwie zdążyła mi opowiedzieć, choć nie wszystko byłam w stanie zrozumieć. Bądź co bądź urodziłam się dwa pokolenia później i w zupełnie innej rzeczywistości.

22:23, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2017

Dziękuję za wszystkie sygnały, że jeszcze tutaj zaglądacie. To dla mnie ogromny ładunek dobrej energii.

Siadając do tej notki chciałam się trochę pożalić, że dzisiaj zaliczyłam glebę - stłukłam sobie kolano i łokieć. I wiecie co? Zajrzałam na blog Ethel i przeczytałam o Iwce. Moje siniaki to przy jej diagnozie mały pikuś.

Ale są "moje" i "najmojsze", więc wydawały mi się BARDZO ważne. Teraz już tak nie myślę.

Iwki nie znam, tyle co z bloga Ethel, ale będę jej bardzo szczerze kibicowała i trzymała za nią kciuki.

23:25, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »