RSS
sobota, 02 września 2017

Zastanawiam się, czy te białe róże na pogrzebie Grzegorza Miecugowa to przypadek.

Nie sądzę.

01:28, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

I z tym się zgadzam.

01:19, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 sierpnia 2017

Właściwie miała na imię Cecylia, ale wszyscy nazywali ją Celinką.

22:45, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Uświadomiłam sobie, że "za wcześniejszego blogowania" ;-) otaczał mnie nieco inny świat. Prawda, że wiele zmieniło się wokół nas od tamtego czasu. Ot, taka refleksja mnie naszła. ;-))

Jeszcze trochę i zacznie się nowy rok szkolny. Przeglądałam ostatnio sporo artykułów na ten temat – takie zboczenie zawodowe. Chociaż w szkole nie popracowałam zbyt długo, to z pierwszego wykształcenia jestem… nauczycielką. :-) Czytałam między innymi, że to będzie bardzo krótki rok – z kalendarza szkolnego wynika, że dni nauki będzie 187, a dni wolnych od nauki aż… 178.

Przypomniał mi się rok, kiedy szłam do liceum – rok znaczący, bo 1980. Właściwie do ostatniego dnia nie było wiadomo, jak to będzie wyglądało. Czy odbędą się w szkołach inauguracje i czy będzie czym na nie dojechać? Bo przecież strajkowała zbiorowa komunikacja, strajkowały stocznie, kopalnie, fabryki… Wymieniać można długo.

Niepewność wielka. Moja – z perspektywy nastolatki i jej nastoletnich doświadczeń, a także rodziców – o wiele bardziej świadomych, co dzieje się w kraju i jakie mogą być tego konsekwencje. Decydujący był 31 sierpnia, kiedy podpisane zostało porozumienie w Gdańsku – jedno z tzw. porozumień sierpniowych.

Uff…

Dopiero wtedy mama przyniosła do mojego pokoju wyprasowaną wcześniej białą bluzkę i granatową spódniczkę, w których następnego dnia poszłam dumnie do nowej szkoły.

Dla rodziców musiały to być bardzo trudne dni: tata – urodzony 5 lat przed wojną, mama – dziecko wojny. Nigdy właściwie o tym nie rozmawialiśmy i to co piszę, to tylko moje wspomnienia. Z nieżyjącym tatą o tym już nie porozmawiam, ale właśnie obiecałam sobie spytać mamę o tamte dni. Ciekawe, jak ona je pamięta?

I jeszcze jedno:

W 1980 roku miałam 14 lat. Tyle samo, ile moja babcia w chwili, gdy Polska w 1918 roku odzyskała niepodległość. Sporo o swoim "zaborczym" dzieciństwie zdążyła mi opowiedzieć, choć nie wszystko byłam w stanie zrozumieć. Bądź co bądź urodziłam się dwa pokolenia później i w zupełnie innej rzeczywistości.

22:23, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2017

Dziękuję za wszystkie sygnały, że jeszcze tutaj zaglądacie. To dla mnie ogromny ładunek dobrej energii.

Siadając do tej notki chciałam się trochę pożalić, że dzisiaj zaliczyłam glebę - stłukłam sobie kolano i łokieć. I wiecie co? Zajrzałam na blog Ethel i przeczytałam o Iwce. Moje siniaki to przy jej diagnozie mały pikuś.

Ale są "moje" i "najmojsze", więc wydawały mi się BARDZO ważne. Teraz już tak nie myślę.

Iwki nie znam, tyle co z bloga Ethel, ale będę jej bardzo szczerze kibicowała i trzymała za nią kciuki.

23:25, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 sierpnia 2017

Zadzwonił mój telefon, wyświetlił się jakiś nieznany numer…

Pomyślałam, że pewnie jakieś garnki cudowne albo kołdry uzdrawiające chcą mi sprzedać. ;-) Odebrałam więc "z pewną taką nieśmiałością" (starsi wiedzą, skąd ten cytat), a tu… zaskoczenie pełne. Nie wierzyłam – Ethel do mnie zadzwoniła! :-))

Zastanawiała się, co się ze mną dzieje, że tak długo na blogu się nie pojawiam. Że może coś złego... Taaak, przy naszej chorobie może być bardzo różnie.

Nawet nie wiecie jak mnie ucieszył Jej telefon, że ktoś, kogo znam tylko z internetu pomyślał o tym, co się ze mną dzieje i chciał się tego dowiedzieć. :-))

Obiecałam Ethel, że napiszę choć kilka słów na blogu, by uspokoić tych, którzy ewentualnie jeszcze tutaj zaglądają.

Dlaczego nie pisałam tutaj? Przez śmierć Taty, przez zmęczenie blogowaniem, przez chęć zajęcia się czymś innym, przez poczucie spętania i bezsensu – przez to wszystko razem i z powodu jeszcze wielu innych niewyartykułowanych tutaj, a może nawet nieuświadomionych kwestii.

Nie pisałam prawie półtora roku i nie wiem, czy wrócę do systematycznego blogowania. Jak widzicie, kopa mi trzeba było solidnego, bym się tutaj znowu pojawiła. Ale o tym, by dalej pisać blog raz po raz myślę. Ten blog powstał 10 lat temu (!!!) z potrzeby uporządkowania moich myśli i emocji. To co zapisane łatwiej mi było oswoić i zrozumieć. Z czasem blog stał się niemal codziennym towarzyszem, pamiętnikiem zdarzeń dobrych i złych. Dzięki fajnym czytelnikom i komentatorom przedyskutowaliśmy tutaj wiele tematów – nieraz trudnych i irytujących, ale niekiedy po prostu ciekawych czy śmiesznych. I bardzo sobie te wszystkie interakcje cenię.

Co u mnie?

Zdrowotnie – generalnie bez zmian, a to w przypadku stwardnienia rozsianego już wielki sukces (chodzik, kule, a jeśli dalej – wózek). Jeszcze jestem leczona Mitoksantronem. Dostaję po 10 mg (pół dawki) co 3-4 miesiące. W sumie dostałam już 100 mg, a skumulowana dawka na całe życie to maksymalnie 140 mg. Czyli jeszcze troszeczkę przede mną.

Rodzinnie – nadal mąż Adam i Mama, która bardzo ciężko odchorowywała śmierć Taty. Ale jest już lepiej.

Zwierzęta – nadal trzy kocice: Tika, Taka i Tylda. Postarzały się, jak my wszyscy. Tylda ma już 4 lata, a nasze dwie seniorki po 14.

Praca – jestem na rencie, ale zdarza mi się nieraz telefon odebrać albo jakieś pismo napisać. Śmieję się, że pomagam mężowi jako… wolontariuszka. ;-))

To tyle o mnie na dziś. Ahoj!

21:11, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
wtorek, 29 marca 2016

01:15, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 lutego 2016

Pora na blogowanie nieprzyzwoita, ale co tam… Bardzo pełnoletnia już jestem, więc mogę, a co! ;-))

Myszkowałam po internecie i jakoś tak zeszło…

Znacie to? Zaiste niesamowite:

To ukraiński "X Factor" sprzed kilku lat, więc zapóźniona jestem strasznie. Aida jest super! I po dostępnych w internecie innych jej nagraniach widzę (a właściwie słyszę :-)) ), że ma szansę dobrze wykorzystać i rozwinąć swój talent. Szczerze jej tego życzę.

03:15, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 lutego 2016

Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim wpisem. To dla mnie dowód, że ktoś tutaj zagląda, mimo że "płodną" blogerką ostatnio nie byłam. Absolutnie nie kokietuję. Po prostu miło przekonać się, że dzięki blogowi ktoś z sieci interesuje się tobą i twoim życiem.

To dla mnie dowód na to, że istnieję - mimo, że nie ma mnie na Facebooku (a to podobno podstawa). ;-))

23:48, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 lutego 2016

Trafiłam w internecie na fajną galerię zdjęć: http://www.fproject.com.pl/.

Pierwsza myśl: pokażę Tacie, będą mu się podobać.

I po chwili uświadomiłam sobie, że… to już niemożliwe. :-((

00:48, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »