RSS
sobota, 31 października 2009

Od paru dni myślę o tym, jak trudno o obiektywizm, gdy próbuje się komuś doradzić.

Bo każda rada jest "przepuszczona" prze NAS. Nasze doświadczenia, odczucia, system wartości, nawet stan zdrowia czy stan rodzinny.

Radzimy więc to, co NAM się wydaje najsensowniejsze, ale to często nie jest to, czego oczekuje osoba, której doradzamy.

To, że jakieś rozwiązanie czy wybór są dobre dla NAS, nie gwarantuje, że będą tak samo dobre dla innych.

Ten, któremu coś radzimy, może zrozumieć nasze intencje opacznie czy wręcz podejrzewać nas o podcinanie skrzydeł. Ot, takie ryzyko! :-)

No cóż, dało mi do myślenia.

19:52, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 października 2009

Zaczęłam pisać notkę o ludziach "bezinteresownie" złośliwych, starających się "dopiec" innym i poddać w wątpliwość czyjeś intencje.

A potem pomyślałam, że tacy "mali ludzie" nie zasługują nawet na to, by im poświęcać wpis.

I ... tej notki już nie ma... Jedno "Usuń" załatwiło temat.

00:05, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
niedziela, 25 października 2009

Najpierw moi Rodzice, a teraz też ja i Adam złapaliśmy jakieś przeziębienie.

Nie grypę, ale przeziębienie właśnie - gardło, katar, kaszel. Bez poczucia ogólnego rozbicia i nie boli nas "cały człowiek". Dobrze, że to nie grypa. Przeziębienie jest dużo łatwiej "leczalne".

Pozdrawiam wszystkich czytelników jesiennym "Aaa...psik!" ;-))

23:43, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 października 2009

Znowu "burza mózgów".

Wejść w to przedsięwzięcie czy nie? A jeśli tak, to w jakim zakresie?

Znowu enigmatycznie piszę. Bo to dopiero się "rodzi".

Czy to szansa, czy pułapka? Na pewno wyzwanie.

Tylko dla nich pracować czy wejść w spółkę? Wtedy można współdecydować i współtworzyć.

Doprawdy, nie wiem, jak to się rozwinie. Były dwa spotkania, kilka na pewno jeszcze przed nami. Mamy o czym myśleć i o czym rozmawiać.

I jak ja mam prowadzić spokojny, oszczędzający tryb życia? Ot, pytanie retoryczne. ;-))

23:04, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »
środa, 21 października 2009

Już się trochę wygrzebałam z doła.

Chociaż dla odmiany baaardzo twarde lądowanie zaliczyłam. W kuchni, na kafelkach, bioderko i noga sine dosyć. ;-((

W ostatnią niedzielę byliśmy w gościnie - na roczku Natalii- córki mojej kuzynki.

Mieszkanko malutkie, gości sporo i taka się w tym wszystkim czułam niezgrabna, jak przysłowiowy słoń w sklepie z porcelaną.

Bo ja potrzebuję duuużo miejsca - chodzę "po marynarsku", czyli na szerokiej podstawie, rękoma też równowagę łapię, a i tak zawsze jest zagrożenie, że się zatoczę na kogoś lub na coś. Przy stole też muszę mieć wygodę, byle zydelek bez oparcia nie przejdzie, trochę przestrzeni na stole też wolę mieć,bo zamaszyste ruchy nieraz mi się zdarzają.

A tam ciasno, małe dzieci pod nogami, bawiące się z nimi babcie i ciotki też na czworakach... I dojdź tu człowieku na przykład do stołu! Taki slalom to wyzwanie.

Przy stole goście ściśnięci, jak śledzie w beczce. Czułam się ... klaustrofobicznie. Zdenerwowana byłam i rozdrażniona.

I chyba jeszcze to, że po raz kolejny widziałam jak inaczej, o ile wolniej, trudniej obsługuje mi się takie imprezy, niż mojej kuzynce na przykład. :-(

Ona to wszystko robiła tak łatwo, bez wysiłku, tak po prostu...

I smutno mi się zrobiło, bardzo. :-((( Stąd te moje niedzielne pesymistyczne myśli.

00:56, ju-sty-na
Link Komentarze (8) »
niedziela, 18 października 2009

Mało optymistyczne myśli mnie dopadły.

Jak to będzie dalej? W jakim tempie będzie się pogarszał mój stan zdrowia?

Tak bym chciała, żeby to nie była "równia pochyła", ale od 6-7 lat ... jest. :-( Mimo COPAXONU. Ale pewnie bez niego byłoby już dużo gorzej. Kto to wie?

Tyle jeszcze chciałabym zrobić, tyle mam jeszcze planów, marzeń...

Wiem, że nie ja jedna, więc czemu akurat mnie miałoby się to udać? Spytam przewrotnie - A dlaczego nie mnie?

Wiem, że jestem szczęściarą, bo SM dosyć wolno u mnie się rozwija.

Ale jestem też rozgoryczona, bo SM coraz bardziej mi utrudnia życie.

"Nauczyć się żyć z chorobą" - uczę się, uczę, codziennie, ale bywa, że jestem tym bardzo znużona. Tego chyba raz na zawsze nauczyć się nie sposób. Bywa, że ręce opadają i atakują pesymistyczne myśli. Tak jak teraz.

***

"...Niech przyjaciel zawsze będzie przy tobie,
Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza..."

***

To fragment irlandzkich życzeń dla przyjaciela, które dostałam wczoraj mailem od Iness.

Bardzo dziś te słowa są mi potrzebne. Dziękuję Iness! :-)

22:51, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Niedziela już, ale dopiero mam chwilę czasu, by popisać.

"Biznesowa" sobota nam się zrobiła. Adam i ja byliśmy umówieni z kimś Bardzo Ważnym na rozmowę, u nas w domu. Pierwotnie na przedpołudnie, potem z tego zrobiła się 13:30, by wreszcie sfinalizować się o godz. 15:30.

Bardzo Ważny od rana miał zadymę: księgowość, transport... Ale lojalnie już w piątek o tym mówił i tak na coraz póżniej przesuwał to nasze spotkanie. :-)

Czyli już w piątek wiedziałam, o której się u nas zjawi i po jakim "zadymiastym" dniu.

No i miałam "babski" problem - czym go ugościć?

I wiecie co, najprostsze metody są najlepsze. :-)

Pora była obiadowa, więc najnormalniej w świecie dostał domową zupę pomidorową z ryżem.:-))

Już wiele lat temu, podobny manewr świetnie mi się sprawdził - moim kolegom z drugiego końca Polski, którzy przyjechali do mnie w delegację w sprawach biznesowych, zaproponowałam domowy obiad, zamiast kolejnego posiłku w jakiejś restauracji. Byli po prostu ... rozanieleni, bo ile można jeść w restauracjach, choćby najlepszych.

O normalnej, domowej atmosferze nie wspominając. :-) Ludzie po prostu tego potrzebują, to przełamuje lody, rozluźnia atmosferę i pozwala łagodniej przejść nawet przez trudne rozmowy.

Tak było też teraz. Po obiedzie kawa, herbata, coś słodkiego, jakieś "zagryzacze" i ... 4 godziny konkretnych, wyczerpujących rozmów.

Prawdopodobnie bardzo dla nas ważnych, ale jestem już tak "zmarnowana", że nawet nie mam siły o tym myśleć. Muszę się z tym przespać. Bye!

01:38, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 października 2009

Komentarz Agregata pod moją wcześniejszą notką przypomniał mi usłyszaną dziś historię.

Syn znajomej został w tym roku studentem Szkoły Morskiej w Gdyni. A wychował się w głębi kraju, dobre 200 kilometrów od wybrzeża. Wczoraj dzwonił spanikowany do swojej mamy, że on wcześniej sztormu nie widział i że jest tak strasznie.

Prawdziwy "wilk morski", co? ;-)))

22:16, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Wiater nie duje i od razu humory lepsze. :-)

Właściwie każdy, z kim dziś rozmawiałam, zaczynał od tematu wczorajszej pogody i swojego wczorajszego samopoczucia.

Ludzie, ależ my jesteśmy od tych "Celsjuszów" i hektopaskali uzależnieni! ;-))

Ciekawe, ile w tym faktycznej meteoropatii, a ile autosugestii?

Na szczęście dziś już lepiej. Może też dlatego, że załatwiłam kilka zaległych, upierdliwych spraw. :-))

21:43, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 14 października 2009

...mam ochotę niebywałą.:-((

Dzisiejszy dzień był do ... niczego. Chyba przez pogodę. Zimno, wietrznie, szaro-buro. Cały dzień mnie "nosiło". Jak w górach w czasie halnego. :-(

Zirytowana, zaczepna, złośliwa... Taka dziś byłam. Czyli - "bez kija nie przystąp".

Wkurzały mnie byle duperelki, opieprzałam kogo się dało - i osobiście, i przez telefon. Nie mogłam się zebrać do żadnej konstruktywnej pracy.

Konsekwencja jest taka, że jest 23, a ja zawaliłam kilka spraw, którymi obiecałam dziś się zająć. Wrrr...!!! Na dodatek wiem, że nie będę miała na nie czasu wcześniej, niż jutro po południu.

Baaardzo tego nie lubię. Zazwyczaj się wywiązuję z obietnic. Tym razem "za diabła" nie mogłam się zmobilizować.

A może to jeszcze "poinfekcyjne"? Dziś znowu coś mnie "łamało".

Eee... Kończę, bo tylko marudzę. Idę spać!

Z nadzieją, że jutro będzie lepszy dzień. :-))

23:07, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2