RSS
piątek, 31 października 2008

Adam przywiózł Ją ze szpitala. Jemu łatwiej nosić bagaże, więc tak się podzieliliśmy, że ja w zamian posiedzę do 18 w pracy.

"Bidak" musi jeszcze jechać wieczorem 30 km za miasto, odebrać swoją Mamę i brata z "dyżuru" na działce. Taka pseudo-ochrona: od jesieni do wiosny działkowicze sami pilnują swoich ogródków działkowych przed złodziejami i wandalami. Nie mam dobrego zdania o tej formie ochrony. Gdyby naprawdę coś się działo, żaden dyżurujący (głównie emeryci) nie byłby w stanie skutecznie temu przeciwdziałać. Że o bezpieczeństwie własnym nie wspomnę. Za taki "dyżur" można zapłacić. Wtedy odpłatnie dyżurują inni. Chcieliśmy to tak załatwić, ale oczywiście Teściowa się nie zgodziła. Kolejny "uparciuch" w rodzinie!

Ostatnie godziny w pracy biorę dziś "na przeczekanie". Bardzo jestem już zmęczona.

I aż się boję powrotu do domu, bo moja Mama już się "odgrażała" przez telefon, co wszystko musi już dziś "koniecznie" i "bezwzględnie" zrobić.

Znowu wyjdę na największego "pyskola", bo będę Ją stopować.

"Zły policjant" - często przypada mi ta rola. :-))

16:46, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2008

Usiadłam do komputera. Przejrzałam maile, wiadomości "z kraju i ze świata", ulubione blogi. Powoli układamy się do snu. Mama ma chyba w szpitalu "zieloną noc". :-) Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji lekarzy, ale pewnie jutro Ją wypiszą. Tym bardziej, że oddział bardzo się zapełnił. Pacjenci leżą nawet na korytarzu.

Tata wykąpany, w czystej pościeli, śpi już smacznie. Adam i ja jeszcze "kusimy". Potrzebna nam taka chwila dla siebie. Żeby odreagować, zająć się "głupotkami", porozmawiać czy wypić kieliszek winka.

Jesteśmy małżeństwem już prawie 18 lat, a wciąż lubimy ze sobą być. Niekoniecznie musimy coś razem robić czy omawiać. Lubimy nawet razem pomilczeć. Każdy zajmuje się "czymś swoim", ale jesteśmy razem, czujemy swoją obecność.

My się chyba naprawdę kochamy! :-)

 

23:57, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 29 października 2008

...wypiszą Mamę ze szpitala. Oby, bo psychicznie już "siada".

Cóż, neurologia to ciężki oddział (coś o tym wiem :-( ). Jeśli nawet nie doskwierają własne dolegliwości, to "szarpią" neurologiczne przypadki innych.

Lekarze nie znaleźli na szczęście nic bardzo poważnego. Generalnie potwierdza się to, o czym już pisałam - przemęczenie i stres.

Czeka nas wszystkich kolosalna praca - przekonać Mamę, że powinna zwolnić, odpuścić pewne sprawy, prowadzić bardziej "lajcikowe życie" (sympatyczne określenie :-) - dziś usłyszane).

Trudne to będzie, bo to "kobieta czynu", silny charakter, uparta i potrafiąca bronić swoich racji. Ale będziemy "urabiać". Zgodnie z przysłowiem, że "kropla drąży skałę".

23:15, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Sytuacja zmienia się jak na wojnie. Od telefonu do telefonu.

Raz Mama płacze w słuchawkę, bo lekarz bezmyślnie palnął coś, czego nie powinien głośno powiedzieć, zanim nie będzie miał kompletu badań, a za pół godziny dzwoni, że już wszystko dobrze, bo inny lekarz Ją uspokoił. To oczywiste, że jest bardzo wyczulona na każde lekarskie słowo. Tym bardziej, że medycyna to nie Jej branża i wielu sformułowań nie rozumie. Ja też nie.

Kochani lekarze! Miejcie litość! Dla pacjentów i dla ich rodzin. Nie "chlapcie" językiem dla samego "chlapania"!

Przecież pacjent to nie tylko choroba, ale cały CZŁOWIEK!

17:18, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2008

Głównie dzięki pani Ani (tej do pomocy). Świetnie gotuje i lubi to robić (ja niekoniecznie).

Poza tym poprasowała całą górę ciuchów i wygarnęła kurze z najgłębszych zakamarków. No i przede wszystkim ... była. Tata nie siedział sam!

Dzięki temu udało mi się nawet pospać chwilę po południu. I od razu mam lepszy nastrój. :-)

Staram się oszczędzać i minimalizować nadplanowe obciążenia. Wiem aż za dobrze, czym to może grozić przy SM. I boję się, że przeszarżuję. To mówi rozum. Ale czas mamy ciężki i często dominują emocje.

Chyba zachowuję się trochę jak kwoka, osłaniająca swoje pisklęta. Chciałabym ochronić Mamę, Tatę, Adama. Staram się robić wszystko tak, aby jak najmniej odczuli "inność" obecnej sytuacji. No i nieźle dostaję "w kość"! :-(

Mam nadzieję, że najcięższy kryzys już za mną i teraz będzie już tylko lepiej.

23:26, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Ze wszystkich sił spinam się i mobilizuję, żeby podołać. Jestem bardzo zmęczona i obolała.

Dzień dzielę na kilka części, bo są momenty, że "już ani kroku". Kładę się na chwilę, odciążam kręgosłup, kilka ćwiczeń, rozciągnięcie mięśni ... i dalej. Stać trudno, chodzić trudno, plecy bolą okropnie. A jeszcze trzeba spójnie myśleć i działać.

Trzymajcie za mnie kciuki!

00:27, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 października 2008

Z panią do pomocy. Mieszka prawie po sąsiedzku, dokładna i sympatyczna. Dziś już "działała". Jutro gotuje dla nas obiad. Zobaczymy, co potrafi. No i najważniejsze - ja jestem spokojniejsza, bo wiem, że Tata nie jest sam przez tyle godzin.

Mamę badają na wszystkie strony. Chyba będzie nawet lepiej przebadana, niż ja. A mnie w tej kwestii pokonać nie jest łatwo. :-)

Trochę te badania jeszcze potrwają. Mama się oczywiście niecierpliwi. Ale myślę, że takie "przymusowe lenistwo" było Jej bardzo potrzebne. W szpitalu czas płynie wolno, więc nie ma wyjścia - musi odpoczywać.

23:28, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Już za nami. Tata śpi najedzony, wykąpany, "dopieszczony" naszą opieką.

Nie wyobrażam sobie, jakby to było, gdybyśmy nie mieszkali pod jednym dachem.

Zrządzenie losu, że zdążyliśmy zamieszkać razem, zanim zaczęły się kłopoty zdrowotne Mamy.

Opieka nad Tatą nie jest łatwa. Lewostronny paraliż po udarze mózgu, więc pomoc przy ubieraniu, rozbieraniu, myciu, zakładanie specjalnej uciskowej kolanówki na puchnącą nogę, podanie odpowiednich leków, posmarowanie odpowiednimi maściami, prześcielenie "skopanego" łóżka, podanie posiłków itd.

Nie jestem w stanie sama temu podołać. Na szczęście jest Adam. Wspólnymi siłami jakoś na razie dajemy radę. Ale jest trudno. I nerwowo. :-(

Rano mam spotkanie z panią, która miałaby wspomóc trochę Mamę i nas w sprawach domowych. Z polecenia. Miałaby przez 2-3 dni w tygodniu sprzątać, prać, prasować, pomagać przy Tacie itd. Przydałaby się nam taka pomoc. Oby to była "ta" osoba!

00:09, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 października 2008

Ufff... Jest już wynik rezonansu. Dobry. Badamy dalej.

Według mnie nie bez znaczenia jest u Mamy przemęczenie i stres. Człowiek nie jest cyborgiem, a Mama zdecydowanie za dużo na siebie bierze.

Ja też taka jestem - "Zosia Samosia". Też wkurzam się, jak mam komuś coś wytłumaczyć i zlecić. I wolę wszystko zrobić sama. No cóż - "córeczka mamusi". :-)

Ale SM "szkoli mnie" i nieraz muszę "podzlecać". :-(

Przyda się Mamie takie dokładne przebadanie, jakie Jej zaordynowali w szpitalu. Sama by się nie zmobilizowała.

A my? Zebraliśmy wszystkie siły i damy radę!

Tylko potem będziemy musieli odpocząć, żeby z tego nie wyszło "błędne koło".

 

13:28, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 października 2008

Będzie dobrze, mam nadzieję. Głównie obserwacja i badania, żebyśmy wiedzieli "na czym stoimy". Wstępna diagnoza - przemijające, krótkotrwałe niedotlenienie mózgu. Szukamy przyczyny.

Nie ukrywam, że się boję.

Nagle to się zdarzyło i, szczerze mówiąc, nie po raz pierwszy. Parę lat temu już coś takiego miało miejsce, ale delikatniej. Mama robiła jakieś badania, ale nigdy konsekwentnie i szczegółowo. Nigdy dotąd nie miała tak silnych objawów i ten "incydent" (zgrabny eufemizm!) nieźle nas wystraszył.

Adam i ja przejęliśmy obowiązki domowe i opiekę nad moim sparaliżowanym Tatą. No i pracować też trzeba. Sumując - łatwo nie jest.

Fajnie by było, gdyby doba miała przynajmniej 30 godzin, bo w 24 trudno to wszystko pomieścić.

00:42, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3