RSS
środa, 24 września 2014

Ależ mnie dopadło to przeziębienie! Końca nie widać, ślimaczy się już tydzień. Upierdliwe bardzo. Szpital ponownie odroczony – jestem umówiona na telefon w piątek, żeby powiedzieć, czy już się wychorowałam, a wtedy ustalą nowy termin.

Kaszel i katar mnie męczą, głowa ćmi, nawet pisać mi się nie chce. Najchętniej poleguję i podsypiam. Wracam do kurowania. Tutaj wrócę jak mi się polepszy. Trzymajcie się zdrowo!

20:05, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
sobota, 20 września 2014

No niestety, nie udało mi się zwalczyć pierwszych objawów infekcji i rozwinęła się. Typowo przeziębieniowo kaszlę, psikam, pociągam nosem i snuję się jak zombie. Udało mi się przesunąć o dwa dni – na środę – termin położenia się do szpitala. W poniedziałek na pewno nie mieliby ze mnie pożytku. Nie pisałam jeszcze, po co tam idę (tu ciężkie westchnienie i smutna mina).

Moja choroba krok po kroku postępuje, a mój stan się pogarsza. Że nie ma pomagającego wszystkim i skutecznego dla wszystkich chorych na stwardnienie rozsiane lekarstwa wiem aż za dobrze. Naiwna nie jestem, niejednego na mojej esemowej drodze już próbowałam i w moim przypadku spektakularne ozdrowienie nie nastąpiło.

Teraz lekarze  zaproponowali mi Mitoksantron. Długo się wahałam, bo mam świadomość, że to nie jest w pełni bezpieczny lek, że jego podawanie może mieć wiele skutków ubocznych, także długofalowych. Zdecydowałam się jednak spróbować i właśnie po to – na podanie pierwszej dawki – kładę się na trzy dni do szpitala.

Nie powiem, że się nie boję – boję się jak diabli! Ale stwierdziłam, że muszę spróbować, między innymi dlatego, że sytuacja domowo-rodzinna wymaga ode mnie jak największej sprawności, siły i energii. Poza tym znam kilka osób, którym Mitoksantron bardzo pomógł. Żeby nie ściemniać, znam też takie, którym nie pomógł albo wręcz zaszkodził, niestety. Jednym słowem –loteria. To nie była łatwa decyzja i czas pokaże czy słuszna.

Uff… udało mi się wreszcie jakoś ten temat opisać i przy okazji ułożyć go sobie w głowie. Jak za dawnych czasów – gdy zaczynałam pisać ten blog. Właśnie po to go stworzyłam – by pomagał mi oswajać i porządkować myśli i uczucia. Wszystkie – nie tylko te przykre, te radosne też. :-)

00:06, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 września 2014

Spodobał mi się ten obrazek i ukradłam go skądś z internetu. Nie mogłam się powstrzymać. Przepraszam ewentualnych właścicieli.

23:43, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »

Zaczęłam czuć się przeziębieniowo. Wdrożyłam już profilaktykę i mam nadzieję, że przejdzie bokiem. Nie dość, że przy SM każda infekcja jest potencjalnie groźna, bo może znarowić układ odpornościowy, to jeszcze za tydzień mam wyznaczony termin pobytu w szpitalu. Po co? Napiszę w innej notce, bo dziś nie mam weny.

Zaklinam swój organizm, żeby udało się zdusić przeziębieniową paskudę w zarodku.

21:56, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 września 2014

Obiecałam napisać, dlaczego krucho u mnie z wolnym czasem. Bo zapracowana jestem – niby na rencie nie powinno mnie to dotyczyć, ale dotyczy – i dobrze.

Kilka razy pisałam na blogu, że praca zawodowa jest dla mnie bardzo ważna. Prowadziłam działalność, zatrudniałam pracowników, kierowałam firmą i było mi z tym dobrze. Bo oprócz stresu, zmęczenia i odpowiedzialności za byt wielu rodzin była też satysfakcja i zadowolenie, że robi się to, co się lubi.

W pewnym momencie poczułam, że już nie daję rady – zdrowie zbyt podupadło i nie miałam siły angażować się tak intensywnie jak wcześniej w sprawy firmy. ZUS przyznał mi rentę, przeniosłam firmę do domu, potem ją zlikwidowałam. Ale niespokojny duch, który gdzieś tam we mnie siedzi nie pozwolił mi tak zupełnie odpuścić pracy. No i nie ukrywajmy – sytuacja finansowa też miała znaczenie. Kryzys zachwiał naszą kondycją, kilka złych decyzji finansowych też nie pomogło.

Krok po kroku wychodzimy z tego dołu i udaje nam się to zdecydowanie lepiej, gdy Adam (mój mąż) i ja jednoczymy siły. Wiele lat pracowaliśmy razem i całkiem nieźle nam to wychodziło. Gdy przez pewien czas każde z nas pracowało dla kogoś, ani mnie, ani Adamowi to nie pasowało.

Trzy lata temu (to już trzy lata!!!) Adam zdał pewien państwowy egzamin i uzyskał dosyć unikalną licencję – jest takich tylko kilkaset w skali kraju. Pozwoliło nam to zrezygnować z innych form zawodowej aktywności (etatu, zleceń, umów o dzieło itd.) i skupić się na jednym. Od jakiegoś czasu mój mąż ma biuro w domu, pracowniczkę, wielu współpracowników i mnie zawsze chętną do  pomocy. Jeśli tylko zdrowie i kondycja mi pozwalają, włączam się w pracę, bo tej jest niemało, a ludzi nigdy nie za dużo. Nawet kserowanie, kopertowanie czy odbieranie telefonów wymaga czasu i człowieka, który to zrobi.

Poza tym konieczność sensownego ubrania się, podmalowania, wypachnienia, zadbania o włosy, paznokcie i inne babskie niezbędności działa na mnie bardzo mobilizująco. Zwykle po kilku godzinach wymiękam, bo choróbsko daje się we znaki, ale… co użyję to moje.

No i mogę z satysfakcją powiedzieć, że zapracowana jestem. ;-))

22:54, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

To jest mufinka:

A mufinka nad spodniami? Domyślam się, że chodzi o brzuszek, oponkę, mięsień piwny czy jak tam jeszcze zwał. I podoba mi się to określenie. Jest sympatyczne :-))

21:24, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 września 2014

"Dobra żona tym się chlubi, że gotuje co mąż lubi"

Taki napis był wyhaftowany na zasłonce w kuchni u jakiejś ciotki mojej mamy, gdy była ona małą dziewczynką. Mama opowiadała niedawno, jak bardzo chciała mieć taką zasłonkę z wyszytym napisem i być właśnie taką dobrą żoną.

Hmmm…, ewidentnie jestem już z innego pokolenia. ;-)

22:38, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »

Chciałam trochę popisać na blogu, ale zadzwoniła koleżanka i przegadałyśmy małe 52 minuty. :-))

22:25, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 września 2014

Poświęciłam wieczór na przeglądanie starych notek na moich obu blogach. Wiele razy pomyślałam sobie, że to całkiem fajne i dobrze napisane, i aż wierzyć mi się nie chciało, że to ja osobiście "popełniłam".

No, no… człowiek jest zagadką, nawet dla samego siebie. ;-))

23:50, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Pod chwytliwym tytułem Wirtualna Polska donosi: Jan Mela krytykuje "Taniec z gwiazdami".

Poczytałam, obejrzałam zdjęcia i skomentowałam: Brawo Janek!

Dlaczego? Bo przekonują mnie jego argumenty. Myślę, że jest niegłupim młodym człowiekiem, który potrafi walczyć o to w co wierzy wszelkimi dostępnymi mu sposobami – na przykład poprzez udział w telewizyjnym show.

Nie widziałam Janka w akcji (czyli w tańcu) i szczerze powiedziawszy bardziej interesuje mnie to, co mówi o powodach swojego udziału w programie niż to, jakim będzie tancerzem. Wierzę, że deklarowane przez niego powody są prawdziwe i cenię go za to.

I jeszcze podobają mi się jego słowa: "walczę, żeby wypieprzyć całą tę litość". Tak trzymaj, Janek!

19:21, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2