RSS
piątek, 30 września 2011

Kolejna przepusteczka, ale wracam jeszcze na oddział. Nie wyrzucają to korzystam, a warto – naprawdę. Wiecie jaka wyćwiczona jestem, aż sama siebie podziwiam. Mam po pięć godzin zabiegów dziennie – trenuję "prawie" jak sportowcy przed olimpiadą. ;-))) Bywa, że nosem prawie po ziemi ciągnę, ale po odpoczynku przechodzi. Dwie babki, z którymi byłam w pokoju już skończyły pobyt, szkoda, fajnie się z nimi mieszkało. Ciekawe, jakie będą nowe współlokatorki?

Na weekend szykuje się ekstra pogoda, jutro fryzjerka i zakupy, i LABA!!! "Oddechnąć" zamierzam.

To tyle informacyjnie. Może zajrzę tutaj jeszcze przed końcem przepustki, ale tym razem nie obiecuję.

20:05, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011

Jutro miną trzy tygodnie mojego pobytu na rehabilitacji, ale tak naprawdę w pełni zaczęłam "współpracować" dopiero kilka dni temu. Przedtem była "szarpanina" - ja swoje, oni swoje. Dopiero po wyartykułowaniu moich problemów, oporów i strachów (z wielką pomocą Pani Psycholog, którą serdecznie pozdrawiam :-) ) jakoś ruszyło to z miejsca.

Uświadomiłam sobie, że ciągle odbija mi się czkawką ubiegłoroczny pobyt w Bornem Sulinowie. Pisałam wtedy, że rehabilitacja super, ale czterotygodniowy pobyt wśród wyłącznie chorujących na SM psychicznie bardzo mnie obciążył. Krótko po powrocie dopadła mnie najprawdziwsza depresja. Pokonałam ją i myślałam, że temat już nie istnieje. Tymczasem tak wbiło mi się do głowy, że cokolwiek bym nie robiła i tak będzie tylko gorzej, że nie potrafiłam cieszyć się z tego, co dzięki rehabilitacji się polepsza, ale w każdym ćwiczeniu "punktowałam" to co mi się nie udaje i z czym sobie nie radzę. Prowadząca mnie pani doktor podsumowała mnie krótko: "dziewczyna na NIE".

Wcale nie tak prosto było mi to zrozumieć. Sposób myślenia tak wszedł mi w krew, że wydawał mi się całkiem naturalny. Tymczasem przez takie myślenie idą do mózgu negatywne sygnały. Uff... Nie chcę rozwijać tego tematu, żeby nie zaplątać się zbytnio w mechanizmach psychologicznych, bo ja w sumie laik jestem i tylko zwykły "użytkownik" mózgu. ;-)

Co jeszcze? "Oswajam" przestrzeń i pokonuję strach przed chodzeniem. Od jakiegoś czasu boję się stać i chodzić. Wielokrotne upadki, połamanie się przy takiej okazji, potłuczenie, posiniaczenie - to wszystko spowodowało strach przed kolejnym "zaliczeniem gleby". Zaczęłam się bać przechodzących ludzi, że ktoś mnie potrąci, dotknie, dmuchnie na mnie i... wywrócę się. :-((

Tak więc - niezły poligon. ;-))

Kończę, bo już ktoś chce mnie "wysiudać" sprzed komputera. :-))

20:05, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 września 2011

Hu! Tyle sobie obiecywałam, Wam zresztą też (że popiszę na blogu), a tu już pora się zbierać. Życie rodzinne i domowe jest zdecydowanie czasochłonne i po prostu nie miałam czasu. Jak człeka na bieżąco nie ma w domu, to pewne sprawy trzeba odkopać, napędzić i dopilnować. Choćby opłaty, o porządkach czy praniu nie wspominając. Więc jęzor do pasa, ale mniej więcej wszystko załatwione. Nawet czyste ciuchy przygotowane do zabrania.

Fajny miałam ten weekend. W domu pojawiłam się po pełnych dwóch tygodniach zabiegów i mogłam w moim codziennym otoczeniu zweryfikować ich dotychczasowe efekty. Nooo… są! :-)) I to całkiem, całkiem! :-)) Z pewnym niedowierzaniem wchodzę po schodach – zdecydowanie sprawniej niż przed rehabilitacją, stoję na niemal złączonych nogach, a nie szeroko rozstawionych "po marynarsku", czy wycieram się po kąpieli na stojąco, a nie na siedząco (od chyba dwóch lat mi się to nie udawało). Pewnie jeszcze mnie trochę potrzymają, więc liczę na utrwalenie efektów. A może i na jakieś nowe.

Byle mnie strach nie blokował. Tak, tak – strach przed uwierzeniem, że może być lepiej. Głupie? Irracjonalne? Być może, ale właśnie to muszę pokonać. Nigdy nie sądziłam, że strach tak bardzo może paraliżować. Pewnie napiszę o tym więcej, bo to duży temat, ale jeszcze sporo muszę poukładać sobie w głowie. A poza tym ciemno się robi i już pora wracać na oddział. Macham rączką do czytaczy. Bye.

19:22, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 września 2011

No Zmorko, faktycznie masz moc! ;-)))

Dziękuję Wam wszystkim za słowa wsparcia. Już mi zdecydowanie lepiej. A do Ani: Ej, nie wierz, że efektów nie masz. Pamiętasz swoje początki na rehabilitacji? Jak mnie zwątpienie tutaj bierze, to sobie myślę o Tobie i Twojej walce. Mówi Ci to coś? :-)) I o Ethel też często myślę. Ale Ona jest właściwie poza konkurencją. My to przy niej małe pikusie jesteśmy. (Ethel, nie pęknij z dumy! ;-)) ).

No dobrze, "pokadziłam" trochę. Jutro wybieram się na weekendową przepustkę do domu. Zgłoszę się do Was sprzed własnego komputera. Bye, bye!

20:03, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 września 2011

Pobuczałam się dzisiaj. Na ćwiczeniach. Jutro już dwa tygodnie mojego pobytu tutaj, a wymiernych efektów - takich, które ja bym uznawała za wymierne - jakoś nie widać. :-( No i popłakałam się: z emocji, rozżalenia, znużenia, zmęczenia i wszystkiego razem. Czyli kryzys mnie dopadł i trochę zniechęcenie też. Pozbierałam się już, ale cały dzień jestem w melancholijnym i refleksyjnym nastroju. Trochę "z górki na pazurki". :-(( Bywa i tak.

Pani doktor powiedziała mi dziś, że człowiek psuje się szybko, a naprawia długo. I że to jest podstawowe, co trzeba zrozumieć przystępując do jakiejkolwiek rehabilitacji. Tu nie ma miejsca na niecierpliwość.

Wciąż o tym zapominam. Gorzej - nie chcę pamiętać! Zawsze lubiłam drogi na skróty, a to się tutaj nie sprawdza. :-((

Zamiast filozofować lepiej się wykąpię i pójdę spać. To chyba będzie najlepsze lekarstwo.

19:05, ju-sty-na
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 19 września 2011

Hej, hej! Witajcie! Rozpoczęłam kolejny tydzień rehabilitacji. Rozleniwiona weekendem wstałam dopiero!!! dwadzieścia po szóstej. ;-))

Jakoś nie potrafię pisać o każdym ćwiczeniu, które robię i o tym czy udaje, czy nie udaje mi się podnieść nogę, spiąć pośladki albo utrzymać pion. Traktuję to jak cząstki, które same w sobie jeszcze niewiele znaczą, bo są dopiero drogą do czegoś naprawdę istotnego. Tym na pewno różnię się od Anny Black, która wszystkie takie malutkie zwycięstwa i porażki bardzo emocjonalnie przeżywa i opisuje. Lepiej to czy gorzej? Po prostu inaczej. W efekcie: Ona pisze kilka notek dziennie, a ja jedną na kilka dni. :-)))

Donoszę niniejszym z pola bitwy: krzywdy mi tu nie robią, głowy nie urywają, jedzenie przyzwoite, towarzystwo też (choć frywolne i sprośne kawały się zdarzają ;-)) ).

Uściski dla wszystkich moich czytaczy!

19:09, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 września 2011

Dorwałam się do komputera. Korzystam z tego, że codzienni "okupanci" właśnie zawiązują sadełko po obiedzie. ;-))

W tym tygodniu nie poszłam na przepustkę. Muszę dać okazję znajomym, żeby mnie odwiedzili w szpitalu, bo w tygodniu raczej tylko gadamy przez telefon. W weekend mamy trochę więcej czasu - i oni, i ja też (nie mam zabiegów). Poza tym jutro mój mąż jedzie na dwa dni do Warszawy, więc w domu bym i tak za długo nie pobyła.

Po tygodniu intensywnych ćwiczeń i wstawania o szóstej rano (zabiegi od siódmej), z rozkoszą powylegiwałam się dziś do ósmej. Luzacki dzień. Umyłam i wysuszyłam włosy, a teraz potrząsam jak anielica rozpuszczonymi. Na co dzień wiążę je w kitkę, ale nie mam zabiegów, więc sobie pozwalam. A co!!! I ciuchy niedresowe dziś założyłam. :-) Jak weekend to weekend!

14:46, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 września 2011

Piszę do Was z internetowej kawiarenki w szpitalu. Trudno się dopchać do komputera. Niby są dwa, ale najczęściej oblężone przez "graczy". Zgłaszam się więc tylko krótko: żyję i mocno ćwiczę. Okazuje się, że mam mięśnie, których istnienia nawet bym u siebie nie podejrzewała. ;-))) Wczoraj minął tydzień mojego pobytu tutaj. No to walczymy dalej!!!

19:45, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 września 2011

Jestem na weekendowej przepustce ze szpitalnej rehabilitacji. Umyłam głowę, oporządziłam pazurki, napędziłam kilka spraw… Muszę podmienić trochę ciuchów, bo to jednak lato już nie jest i np. piżamka z krótkim rękawem niezbyt się sprawdziła. :-( I kolanówki mi się przydadzą, bo w łydki zimno, i jakiś cieplejszy sweter też.

Na początku narzekałam, że mam mało zabiegów, ale okazało się, że to był tylko delikatny rozruch. W piątek było już konkretnie - samej sali gimnastycznej prawie trzy godziny (z przerwami oczywiście). Dziś wyraźnie czuję, że mam mięśnie. ;-)) Na razie o efektach nie ma co mówić, bo to za krótko, ale myślę, że będą, może nawet całkiem, całkiem… Wygląda na to, że ci rehabilitanci znają swój fach. I zdecydowanie nie pracują na "odpieprz".

Jestem w trzyosobowym pokoju. Obie współlokatorki sympatyczne, starsze ode mnie, matki dorosłym dzieciom i już babcie wnukom.

Raczej nie we wszystkie weekendy będę szła na przepustki. Ten był szczególny. Pewnie gryzdnę coś tutaj w międzyczasie, bo w szpitalu jest internetowa kawiarenka. Jeszcze w niej nie byłam, ale może, może…

W sumie pewnie pobędę na rehabilitacji ze 4 tygodnie. Na razie zaliczyłam… pół. :-)))

21:38, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 września 2011

Myślałam, że jestem doskonała. ;-)))

No i nie jestem. Yyy… ;-(((

Dałam czadu. Adam stwierdził, że dobrze, że to ja, bo gdyby na niego trafiło… Uu… Siwy dym! Życia by nie miał. I… chyba ma rację. :-( Taka ze mnie paskuda, że pewnie dałabym mu popalić. :-((

W środę idę na rehabilitację, a we wtorek rano (czyli dziś, bo już po północy) miałam termin ginekologicznego USG. Cieszyłam się, że zdążę to załatwić, przygotowałam się, wydepilowałam (o czym w poprzednim odcinku ;-) ), kilka razy łyknęłam zalecony Espumisan (na "odgazowanie") i… sięgnęłam po skierowanie. Potem po szkło powiększające i… zdębiałam, bo to co wydawało się szóstką okazało się szóstką poprawioną na ÓSEMKĘ!!!, a do tego w nawiasie jest jak byk napisane CZWARTEK!!!

Jak to możliwe, że wcześniej tego nie zauważyłam? No cóż…

Staram się znaleźć pozytywne strony tej wtopy:

– gdyby coś znaleźli, to przez cały pobyt na rehabilitacji bym się denerwowała,

– rano mogę dłużej pospać, bo na badanie musiałabym wstać skoro świt,

– zebrałam się do depilacji, więc czuję się bardziej komfortowo i teraz niestraszne mi żadne zabiegi wodne ani masaże.

Ha!!!

00:49, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2