RSS
niedziela, 28 września 2008

Buszowałam po necie i przeglądałam blogi. Tak na zasadzie: podoba mi się tytuł - wchodzę.

Różne są. Najbardziej zazdroszczę tych beztroskich, energicznych, pisanych z werwą i elokwencją. Są takie "młodzieńcze" i "buńczuczne". Nie ma w nich zadumy, zamyślenia, wspominania.

"Świat należy do nas! Zawojujemy go! Zmienimy!"

Trochę szkoda, że ten etap już za mną.

Ale co tam! Ja też jeszcze potafię zaszaleć! :-) 

00:19, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 września 2008

Ponad dwie godziny spędziłam nad niszczarką dokumentów. Solidnie ją "nakarmiłam".

Czyli bywa, że niszczenie ma sens. I może przynieść zadowolenie.

Hmmm ... "głębokie" myśli przy sobocie. :-)

12:52, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 września 2008

... ale "wszechświat się broni" ( to z "Miliarda lat przed końcem świata" Strugackich).

Adam zadzwonił, że pękła mu linka sprzęgła w samochodzie i fajnie by było, żebym po niego przyjechała.

Gdzie to się stało? Na parkingu przed kwiaciarnią, do której podjechał kupić mi imieninowe kwiatki!

Wyszło na to, że kwiatki musiałam sama sobie przywieźć. Męża też zabrałam. :-))

Piątkowe popołudnie to nie jest dobry czas na organizowanie naprawy samochodu. Pewnie postoi na tym parkingu do poniedziałku.

I tak "złośliwość przedmiotu martwego" zweryfikowała nasze plany. Musieliśmy oboje posiedzieć w pracy do osiemnastej, obiadek był, ale w domu (w planach była restauracja). a do kina nie poszliśmy, bo nam się już nie chciało.

"Co się odwlecze, to nie uciecze" - tego się trzymam.

W zamian był dobry szampan i sympatyczna gościna z moimi rodzicami. A teraz - blog.

20:43, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Mam dzisiaj. A tak! :-)

Nie obchodzę ich jakoś szczególnie, ale troszeczkę mogę. :-)

Przyjęłam już sporo życzeń i uścisków. Postawiłam w pracy coś słodkiego i robię sobie "półleniwy" dzień.

W planach jeszcze dobry obiadek i wyjście do kina.

Prezent też dostałam - piękną skórzaną torbę, zdecydowanie za drogą, żebym sobie ot tak sama kupiła. Ale w prezencie - czemu nie?

Wszystkim Justynom, Justynkom, Justysiom, Justychom, Tinom, Tinkom, Juziom, czy jak tam jeszcze nas zwą - SERDECZNE ŻYCZENIA!

13:17, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 września 2008

Uwaga! Chwalę się! :-)

Przed chwilą zrobiłam pierwsze zakupy na Allegro!

To nawet nie jest trudne. Adam się śmieje, że będę miała nowe, drogie hobby.

Kupiłam wysoki fotel na kółkach, który ma mi ułatwić prasowanie. Na stojąco "wymiękam", a ciuchy jakoś same nie chcą się wyprasować. Wygodnickie! :-)

No to czekam na przesyłkę.

02:04, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
wtorek, 23 września 2008

Kto jest najważniejszy w naszym domu? Oczywiście kocice!

Tika i Taka zupełnie pozbadły moich rodziców. :-) To one są najśliczniejsze, najkochańsze i najmądrzejsze.

Kocicom taka pozycja w domowej hierarchii oczywiście odpowiada. Księżniczki!!! Chyba będę zazdrosna! :-)

Od kilku dni Mama mówiła, że trzeba umyć okna, bo na szybach jest pełno kocich nosków. Faktycznie.

Okna umyte, ślady "kocięcej" działalności zlikwidowane i dziś ... mnie zatkało.

Mama radośnie i z szerokim uśmiechem oznajmiła: "No, już są noski!"

Autentycznie się z tego ucieszyła. :-) Zaniemówiłam!

23:54, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Chodzi mi ten temat po głowie już od dłuższego czasu.

A to poczytam Tutaj o miejscach w Poznaniu, nieprzystosowanych dla niepełnosprawnych i mniej sprawnych, a to Tutaj o problemach takich osób na dworcu PKP w Kołobrzegu, a to sama czegoś doświadczę ...

Często mówi się, że jeśli człowiek potrafi poprosić o pomoc, świadczy to o jego dojrzałości i o tym, że posiadł sztukę życia.

Hmmm ... A mnie kusi, żeby do tego tematu podejść zupełnie inaczej.

Ja nie chcę prosić!

Chyba nic w tym niezwykłego, że chcę być jak najbardziej samodzielna i niezależna. Dopóki mogę, chcę swoje sprawy załatwiać sama. Urzędowe, zawodowe, prywatne - wszystkie! Nie chcę, żeby SM już zabrał mi i to!

Pewnie prędzej czy później będę musiała poprosić o pomoc, ale niech nie zmusza mnie do tego coś tak banalnego jak ... SCHODY!

SCHODY, SCHODY, SCHODY ... synonim niedostępności i nieprzystosowania otaczającego nas świata.

Nie tylko schody oczywiście, ale także zajęte miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych, wąskie przejścia i drzwi czy brak sensownie urządzonych toalet.

Na jednym z forów pisałam kiedyś o moim czterystutysięcznym mieście: "Szukałam notariusza, do którego można bez problemu dostać się z osobą na wózku. Wynik - Jest JEDNA taka kancelaria!!! Dodam, że trzeba by wjechać od podwórza. Wiem, że notariusze dojeżdżają do klientów (najczęściej odpłatnie!), ale taką akcję musi zorganizować ktoś sprawny. Do kancelarii trzeba wcześniej dostarczyć wszystkie dokumenty."

No cóż, chyba mamy podwójnie "pod górkę".

02:08, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 września 2008

Przygnębia mnie to zimno i słota. Nosa nie chce się wyściubić spod kołdry, że o wyjściu z domu nie wspomnę. No, ale musiałam. :-(

Bolą mnie i rwą stawy, zwłaszcza kolana. "Prochy" nie pomogły.

W pracy co chwilę "pełna mobilizacja" - uśmiech na twarz, "sprężysty" i energiczny chód, a w głowie telepie się myśl-zaklęcie "Żeby się nie potknąć, żeby się nie wywrócić, żeby nie było obciachu!"

Kurczę, jak to męczy!

12:44, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2008

U mnie dzisiaj "Dzień Porządkowy". Robię porządek w różnych kwitach, rachunkach i dokumentach.

Wcale nie jest łatwo nad tym panować. Trzymać w nieskończoność nie ma sensu, bo po co na przykład komuś instrukcja obsługi dawno popsutego magnetofonu albo roczne PITy sprzed kilkunastu lat. Wyrzucić za szybko też niedobrze, bo czasem ...

I tak obrasta człowiek tą "cywilizacją"!

A ludzie pierwotni tego wszystkiego nie mieli i też żyli!

Ale jednak wolę walczyć z papierzyskami niż z "grubym zwierzem". :-)

18:14, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 września 2008
Myślę, że dobrze jest od czasu do czasu wypłakać się czy wyżalić. To oczyszcza.

Nie tylko ja tak myślę. Wyczytałam, że na przykład Ethel też.

Bywa, że łzy i żale nie wystarczą. Niektóre emocje bardzo trudno rozładować.

Mam jeszcze jeden sposób, który u mnie sprawdził się w wielu sytuacjach - wsiadam do samochodu i jadę przed siebie.

Muzyka na full, miasto zostaje za mną, mogę głębiej oddychać, w głowie robi się jakby luźniej, myśli się "prostują".

Po diagnozie długo nie mogłam sobie poradzić. Kotłowało się to we mnie przez kilka miesięcy. Nieznośne emocje!

Trochę kilometrów wtedy "nastukałam". Jedna przejażdżka nie wystarczyła.

Jechałam i płakałam. I krzyczałam - jak Japończycy z wielkich korporacji. Widziałam kiedyś taki "trening emocjonalny" w telewizji.

I pomogło! Uwolniło moje myśli na tyle, że miałam siłę zastanowić się, co dalej.
14:58, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3