RSS
wtorek, 30 sierpnia 2011

No, z tym pisaniem tutaj. Bo się migam. ;-)

Jakoś nie miałam ostatnio głowy do blogowania. Nic złego na szczęście się nie dzieje, ale spraw dużo. Normalne życie. Żoną i córką przecież jestem. I właścicielką dwóch kotów. ;-))

Dwóch??? Zaraz, zaraz… Muszę dobrze policzyć, czy czasem nie trzech. ;-))

Ale to już zupełnie inna historia. Umawiam się z ewentualnymi czytelnikami, że opowiem ją jutro.

Dobrej nocy! :-)

23:35, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 sierpnia 2011

To tabletki, które już dawno przepisał mi neurolog. Tak dawno, że zdążyły się przeterminować, a ja ani jednej nie wzięłam. Bo ja generalnie za medykamentami nie przepadam. Wolę inną kuchnię. ;-))

Jednak ostatnio nasiliły mi się kłopoty z neurogennym pęcherzem (Ditropan jest właśnie na to), więc wykupiłam świeże lekarstewko i postanowiłam spróbować. Wzięłam w piątek 1 tabletkę, w sobotę następną (można do 4 dziennie) i… REWELACJA! Przynajmniej 2 razy rzadziej pędzi mnie do WC. Myślę, że na stałe tego stosować nie będę, żeby organizm się za bardzo nie przyzwyczaił, ale na jakieś wyjścia jak najbardziej. Może przestanę być najczęściej odwiedzającą WC osobą w towarzystwie? ;-)))

00:54, ju-sty-na
Link Komentarze (13) »

Fajny dzień za mną. Taki normalny, rodzinny. Wspólne śniadanie, wspólny obiad… Wielopokoleniowy dom naprawdę ma zalety. Wady też. Często niezbędne są kompromisy, ale dla mnie w generalnym rozrachunku przeważają dobre strony wspólnego zamieszkania. Może dlatego, że ja "rodzinna" jestem, a nie mamy dzieci. Może też dlatego, że zdążyłam przez kilkanaście lat prowadzić całkowicie samodzielne gospodarstwo, więc wiem jak to jest i już o tym nie marzę.

Ale autonomia musi być! Rodzice mają swoje sprawy, my swoje i nikt się do tego nie wtrąca. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, lecz nie wszystkie sprawy są wspólne. Bądź co bądź tworzymy DWIE "podstawowe komórki społeczne". :-)) Na dodatek reprezentujące różne pokolenia. A to ma wielkie znaczenie.

00:34, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 sierpnia 2011

… mnie tutaj nie było. Jak ten czas leci! A, bo zarobiona jestem. A potem najczęściej jest już taka nieprzyzwoita godzina, że aż wstyd notki pisać.

Miałam sporo pracy, bo obiecałam komuś pobawić się w "wywiadownię gospodarczą" i poszperać w internecie na temat pewnej spółki, giełdowej na dodatek, więc informacji znalazłam sporo. Musiałam się przez nie przekopać i opracować to jakoś z sensem. Nooo…, niezłe ptaszki! Jestem pod wrażeniem. Przez chwilę czułam się jak "Detektyw Rutkowski" albo inny "Columbo" ;-))

Bo ja "kobieta wielu talentów" jestem. :-)))

Teraz dla odmiany bawię się w krawcową. Przede mną bardzo precyzyjna robótka – zszywanie koronki w staniku. Jeśli tego nie zrobię, po praniu stanik będzie nadawał się do wyrzucenia, bo koronka "wysiepie się" do końca i nie będzie czego z czym zszyć. Dla moich nie do końca sprawnych rączek to trochę wyzwanie jest, ale spróbuję.

Co jeszcze?

Odniosłam pewien sukces. Po kilku miesiącach intensywnej walki na pisma wygrałam dofinansowanie do kupionego prawie rok temu wózka inwalidzkiego. Gdybym się nie "przyssała" do tematu, byłabym "lżejsza" o niemałe pieniądze. Próbowano mnie załatwić odmownie naginając obowiązujące prawo i preparując dokumenty. Już tylko krok dzielił mnie od drogi sądowej. Cieszę się, że udało się bez tego, ale niesmak mam wielki.

Mam wrażenie, że coraz częściej sprawy niby oczywiste przestają takimi być, gdy zaczyna się je załatwiać. Piętrzą się trudności, jakieś "schody" i najlepiej, żeby w danej instytucji mieć  jakiegoś znajomego – wtedy w miarę sprawnie temat uda się załatwić. Tak już kiedyś było. Czyżbyśmy wracali do tych "radosnych" czasów???

Na koniec coś luźniejszego. Mój wujek właśnie jedzie rowerem do domu z kartonem pełnym szklanych półmisków i talerzy, które dałam dla mojej młodszej kuzynki. To "świeża" małżonka i mama, więc chętnie "łyka" wszystko, a u mnie trochę przez lata się nazbierało.

Rozumiecie? ROWEREM!!! Chyba zadzwonię do nich z pytaniem, w jakim stanie to dowiózł. ;-))

21:48, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 sierpnia 2011

Wszystko przez to, że wczoraj po południu mnie zmogło i "zaległam" prawie na dwie godzinki. A potem oczywiście spać mi się nie chciało. Kusiłam po nocy, coś tam czytałam, pisałam komentarze na Waszych blogach i… liczyłam barany. Dziś wstałam około południa, stanęłam przed lustrem i zaczęłam się zastanawiać, czy użyć kremu na dzień czy na noc. :-)))

14:04, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 sierpnia 2011

Jestem zziębnięta i rozżalona, zgęziała i marudna… Właśnie opatuliłam się polarem.

Ja chcę ciepła i słońca! TUP! (czyli: tupnięcie nóżką ;-)) )

Niektórych letnich ciuchów w ogóle jeszcze w tym roku nie nosiłam. Ja się tak nie bawię! Jak się nie polepszy, to… to… to chyba do Australii na Gwiazdkę pojadę. O! ;-))) Zawsze jest jakieś wyjście. :-)) Albo przynajmniej pomysł na rozwiązanie problemu.

20:04, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
środa, 10 sierpnia 2011

Zadałam sobie dziś dużo pracy, żeby nie mieć czasu na myślenie. Jestem zadowolona, bo udało mi się zrobić prawie wszystko.

22:32, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 sierpnia 2011

Nie zrobiłam tego, co zaplanowałam. Nie mogłam się zmobilizować. Nie mogę uwolnić się od myślenia o Ani. Wiem, że się nie podda, że będzie walczyć, bo to dzielna kobitka jest, ale… echhh… Cholerka!!!

23:02, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Nie przepadam za moją imienniczką Justyną Steczkowską, ale z tą Jej wypowiedzią się zgadzam i dedykuję ją… wszystkim:

Jeśli mówisz nieustannie o cierpieniu, nadajesz temu cierpieniu jeszcze większą siłę. Im więcej optymizmu i wiary w cud, tym szybciej z tego wyjdziesz…

Mąż Steczkowskiej zmaga się z nowotworem. Trzymam za Niego kciuki.

19:33, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Jużem lepsiejsza. ;- ))

Dziś mieszam w papierach i w szafach. Aha, a po południu znowu mała uroczystość – Tata ma imieniny. Prezent od nas już dostał – Atlas ptaków. Fajny – z wyrażnymi zdjęciami i dobrymi opisami, a przy tym nieduży. Do naszego ogrodu przylatuje różne ptactwo, a Tata namiętnie je obserwuje. Chyba poręczniej będzie mu zajrzeć po informacje do książki niż do internetu. Chocaż muszę przyznać, że jak na swój wiek i przyzwyczajenia, w internecie radzi sobie całkiem nieźle – obsługuje maile, Facebooka, naszą-klasę, czyta gazety, wiadomości… Na domiar wszystkiego w dwóch językach – po polsku i po niemiecku.

Na kilka dni zrezygnowałam z picia kawy. Muszę jednak zadbać trochę o żołądek. Obok mnie stoi "niegazowana" i herbatka. Buuu… Ja chcę kawy!!! ;-(((

13:31, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2