RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

To nowa "ksywka" jednej z naszej kocic. Bo jak coś chce, to się drze. ;-)) Nie miauczy, nie przymila się, tylko głośno udowadnia, że TO jej się należy.

A jak już dostaje to, o co się upominała, potrafi z siebie zrobić nawet ... metr kota. ;-)))

01:12, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 sierpnia 2009

...Tego.

Usłyszałam u green_emili i od dwóch dni "katuję". Polecam zwłaszcza w słuchawkach.

Taaak... To do mnie trafia.

I jestem zaskoczona, bo to utwór z 2002 roku. Klimatem lata siedemdziesiąte-osiemdziesiąte poprzedniego już wieku.

23:37, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 sierpnia 2009

Kolejki i czekanie - nieodłączny element kontaktu ze służbą zdrowia.

Nie tylko państwową zresztą, np. zdarzyło mi się zapisywać na prywatną wizytę do profesora w marcu, a termin był dopiero na sierpień. :-0

Wczoraj było tak:

Płynne załatwianie spraw w szpitalu zostało zastopowane nagłą, a niespodziewaną nieobecnością "Bardzo Ważnej Osoby" (BWO). Bum!!!

Nieobecność trwała ze dwie godziny i pod drzwiami zdążyło się zgromadzić siedem osób "Bardzo Zainteresowanych Spotkaniem z BWO" - chorych na SM.

Ludzie różnej płci i wieku, w różnym stanie. Wszyscy sympatyczni, gadatliwi i z poczuciem humoru.

Wcześniej w większości się nie znaliśmy, może niektórzy z widzenia. Bardzo fajnie nam się rozmawiało. Tematów wspólnych było mnóstwo, od poważnych do śmiesznych. Czas upłynął jakoś tak niepostrzeżenie.

Załatwiwszy w końcu swoją sprawę, żegnaliśmy się już z resztą towarzystwa jak z dobrymi znajomymi.

I myślę, że to spotkanie i możliwość rozmowy były dla nas bardzo ważne. Że nas psychicznie podbudowały i wzmocniły.

Mnie na pewno - poznałam kolejne osoby, które żyją z SM i dzień po dniu udowadniają, że można. Raz lepiej, raz gorzej; raz na wesoło, raz smutno. Jak wszyscy.

Ciekawe, czy to przypadek, że wyszłam wczoraj ze szpitala uśmiechnięta i wyjątkowo energicznym krokiem?

19:58, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 26 sierpnia 2009

Fascynuje mnie różnorodność - świata i ludzi.

Cenię zwłaszcza tych, którzy rozumieją i godzą się z tym, że życie ma różne barwy, że nie jest tylko białe lub tylko czarne, że "fortuna kołem się toczy" i że "raz na wozie, raz pod wozem".

I boję się tych, którzy są skrajni - w swoich poglądach i wypowiedziach. Tych, którym wydaje się, że mają monopol na rację. Uważam, że tacy ludzie nie szanują innych i są zapatrzonymi w swoją nieomylność narcyzami.

Oni wiedzą lepiej, nie doradzają, tylko mają gotową receptę na każdą okazję i dla każdego.

Ehhh... Ciężko z takimi ludźmi. Pewnie każdy z nas zna takiego "eksponata". :-))

Najczęściej to charakter, ale bywa, że ... wpływ niektórych leków. Na przykład tych, które mają pomóc pokonać własną depresję.

Skąd wiem? Nie mam dużego doświadczenia z tego typu lekami, ale co nieco zdarzyło mi się łykać.

Niekiedy trzeba, nie ma wyjścia. Gdyby na przykład nie "zmulano" ludzi po ciężkich wypadkach czy gwałtownych incydentach zdrowotnych, ich psychika mogłaby tego nie wytrzymać.

Ale boję się leków, które na człowieka działają w ten sposób ,że "ścinają" barwy życia.

To, co jeszcze niedawno było problemem, nagle staje się takie proste i oczywiste. Co więcej, zapominamy, że było dla nas problemem i wręcz ... wypieramy się siebie. I jeszcze dziwimy się, że inni tego nie rozumieją.

Żebym była dobrze zrozumiana.

Absolutnie nie podważam sensu stosowania leków przeciwdepresyjnych, psychotropowych, psychiatrycznych, czy jak tam jeszcze je zwą. Przeciwnie - uważam, że mogą bardzo pomóc.

Dzielę się tylko swoją obserwacją, że niekiedy nas "odczłowieczają", że to nie my myślimy, tylko leki.

A na to się nie godzę.

15:12, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009

- Pierwszy raz widzę, żeby żona tak się martwiła o zdrowie pierwszej żony swojego męża! - stwierdził Adam.

Chodziło mu o moją Mamę, czyli jego Teściową.

Sytuacja, którą "przerabialiśmy" wczoraj była ... co najmniej dziwna.

Pisałam już kiedyś, jaką "połataną" mam rodzinę - Tutaj.

Mama mojej siostry kilka tygodni temu miała operowane biodro i wszczepioną endoprotezę. No i stało się - usiadła tak nieszczęśliwe, że coś tam w tym biodrze zwichnęła i do krzyczącej z bólu wołali pogotowie. Pełna narkoza i jakieś tam nastawianie, udało się bez ponownego cięcia - tym to się skończyło.

A moja siostra w Getyndze - 800 km od swojej Mamy, spanikowana, przerażona, tylko z fragmentarycznymi wiadomościami, przekazanymi jej przez Martę (to córka jej Mamy z drugiego małżeństwa, czyli - młodsza siostra). Zapłakana "wisiała" na naszym telefonie. Rodzice "uruchamiali" znajomych, by jakoś pomóc opanować tę sytuację. Cała rodzina żyła wczoraj tą sprawą.

Nie pierwszy to raz, kiedy te pogmatwane koligacje wpływają na życie nas wszystkich. Chcemy, czy nie chcemy, żyjemy sprawami tej dużej RODZINY. Spotykamy się na chrztach, ślubach, pogrzebach, rocznicach... Wiemy, co się u kogo dzieje...

Mój szwagier ma na przykład zdjęcie z obiema teściowymi, co jego kuzynka prześmiewczo podsumowała: "Takiemu szczęściarzowi jak Ty, to się nawet byk ocieli". ;-)) A dzieciaki mojej siostry mają czworo dziadków ze strony mamy.

Dotykają nas sprawy i układy przedziwne. Na szczęście wszyscy "bohaterowie" są osobami "na poziomie" i "za łby" się nie biorą. Wręcz przeciwnie - szanują się, potrafią się nawzajem wspierać, a nawet sobie pomagać.

Pamiętacie serial "Dynastia"? Życie potrafi zafundować nawet bardziej skomplikowane układy. ;-)))

22:28, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Rozochocona całkiem niezłym samopoczuciem w weekend, od rana "ruszyłam z kopyta".

Telefony, pisma, co nieco zaległych spraw... Super mi to wszystko szło.

Na koniec zostawiłam kilka spraw wyjazdowych. Pierwsza - jako tako; druga - uuu... licho, ledwie doszłam; trzecia - przezornie wzięłam laskę z samochodu, bo już mi nogi odmawiały posłuszeństwa. :-((

Dowlokłam się do domu i "padłam".

Coraz częściej tak robię - w ciągu dnia kładę się spać na godzinkę lub dwie. Jak dzieci w przedszkolu. ;-))

Łatwiej mi się funkcjonuje z taką przerwą na "leżakowanie". Dzięki temu mam więcej siły w drugiej części dnia.

Gdzie te czasy, że "na pełnych obrotach" byłam od świtu do nocy? Buuu... Trochę mi tego brakuje. :-(

21:20, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 sierpnia 2009

To było w sierpniu 2001 roku. Byłam na spotkaniu przedstawicieli firmy, dla której wówczas pracowałam. Takie weekendowe "szkolenie" w ośrodku wczasowym nad jeziorem, gdzieś pod Koninem. Ostatniego dnia leżałam na tamtej plaży z twarzą wtuloną w ramiona, z zamkniętymi oczami i myślałam, jak to się dalej wszystko ułoży.

Powiedziałam im na tym spotkaniu, że od października odchodzę. Po trzech latach podjęłam taką decyzję. Odważną, bo moja firma dopiero raczkowała i jej przyszłość była bardzo niepewna.

Przez te 8 lat, które minęły od tamtej niedzieli, zdarzyło się w moim życiu bardzo wiele - dobrego i złego - jak to w życiu.

I wszystko ułożyło się inaczej, niż wówczas myślałam. Nie spełniły się żadne scenariusze - ani czarne, ani optymistycznie różowe.

Większości okoliczności i zdarzeń nie sposób było wtedy przewidzieć. Życie zrealizowało swój własny scenariusz.

Ale to nie było ślepe poddanie się losowi, bo tę zasadniczą decyzję ja podjęłam.

Mimo tylu niewiadomych i tylu obaw.

Bo czułam, że tego właśnie chcę.

21:43, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 sierpnia 2009

Polepszyło mi się.

To nie była migrena, bo takowych na szczęście nie miewam.

Ten ból głowy to była najprawdopodobniej zapowiedź ... miesiączki. Zauważam u siebie taką prawidłowość.

I jeszcze jedną - pierwsze godziny miesiączki to u mnie zdecydowanie lepsze samopoczucie neurologiczne. Prawdopodobnie to gra hormonów. Jestem wtedy silniejsza i sprawniejsza. Tylko kilka godzin, ale ... "lepszy rydz niż nic". :-)

21:09, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Od półtora dnia męczy mnie taki upierdliwy, ciukająco-rwący ból głowy, że już mnie to wkurzać zaczyna.

Nie bardzo poddaje się nawet to cholerstwo przeciwbólowym. :-((

Snuję się jak zombie i czekam na lepsze czasy.

12:22, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Dzisiaj w domu czekały na mnie takie kwiatki:

26 różyczek na 26 rocznicę poznania się. :-))

25 herbacianych i jedna czerwona. Śmialiśmy się z Adamem, że to "dyscyplina dodatkowa".

Kto by pomyślał, że tak rozwinie się nasza "obozowa" znajomość. Gdyby ktoś nam wtedy powiedział, że będziemy małżeństwem, chyba byśmy zabili go śmiechem.

22:28, ju-sty-na
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3