RSS
niedziela, 31 sierpnia 2008

Już za nami. To był fajny dzień. Leniwy, odpoczynkowy, jeszcze wakacyjny. Tak ciepły i słoneczny, że posiłki, z obiadem włącznie, jedliśmy na tarasie.

Miło mieć własny "kawałek ziemi"! Doceniamy to coraz bardziej. Jak tu cicho. Nie ma miejskiego rozgardiaszu i szumu, choć to środek miasta.

A teraz przed nami "kolorowa" jesień. :-)

23:36, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 sierpnia 2008

Kucharka ze mnie żadna, ale coś tam nieraz zdarza mi się upichcić. Podobno nawet smacznie.

Pisałam dziś przepis na potrawkę, która zamarzyła się Soni - córce Ethel - i aż żal go tutaj nie wkleić. Może komuś się przyda:

 

Potrzebny jest rosół. Mięsko odgrzewa się osobno, w jego małej ilości. Resztę zagotować.

Wrzucić do wywaru sparzone wrzątkiem rodzynki (ja daję dużo, ok. szklanki) i niech się trochę gotuje (5-10 min).

2 łyżki mąki i 1 łyżka kartoflanki - zalać to zimną wodą i wymieszać w kubku. To wlewać POWOLI do wrzącego rosołu z rodzynkami, najlepiej przez sitko, ciągle mieszając. Uwaga na grudki! Wlać tyle, żeby było odpowiednio gęste.

Wyłączyć gaz (lub odstawić z elektrycznej płyty).

W kubku 1 żółtko jajka - do niego dodawać po łyżce wywaru i mieszać. Wlać to do wywaru, wciąż mieszając.

Ok. pół kubka śmietany - do niej dolewać po łyżce wywaru i mieszać. Tą mieszaniną zaciągnąć potrawkę. MIESZAĆ!

Dodać 1 łyżeczkę cukru i sok z ok. pół cytryny. Wymieszać. Dosmakować.

SMACZNEGO!

 

Aż mnie samej zachciało się tej potrawki! A mam rosołek, więc ... :-)))

11:59, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 sierpnia 2008

Umyłam głowę i ułożyłam włosy, "ogarnęłam" siebie i dom, przygotowałam "sznytki" na drugie śniadanie i przyjechałam do pracy.

A wszystko SAMA! Bez pomocy i absorbowania innych. I oby jak najdłużej!

Dla niektórych to NIC, a dla mnie bardzo dużo.

Teraz siedzę przed komputerem i "wcinam" soczyste, twarde jabłko. SAMA je obrałam i pokroiłam.

Jestem szczęściarą!

Otaczają mnie kochający i życzliwi ludzie. Chętni do pomocy, gdy trzeba, ale szanujący moją potrzebę samodzielności i niezależności.

Naprawdę - jestem szczęściarą!

Nie ze wszystkim już sobie radzę. Nieraz choroba i niemoc są silniejsze ode mnie.

Ale i tak - jestem szczęściarą!

14:51, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 sierpnia 2008

A właściwie z fizjoterapeutką - bardzo sympatyczną Agatą. Pamiętacie, jak o nie walczyłam? Tutaj i Tutaj.

To było chyba najlepsze, co mi dało sanatorium. No, ale "niektórzy" mieli inne zdanie. :-(

Agata ćwiczyła ze mną codziennie po pół godziny i nauczyła mne wielu ćwiczeń, które mogę robić sama w domu. Tu: "Modlitwa o systematyczność i przezwyciężenie wrodzonego lenistwa". :-)

Niby to wiedziałam, ale uświadomiła mi na nowo, że ruch jest bardzo ważny. Trzeba ćwiczyć, bo to wzmacnia mięśnie i całego człowieka. Najważniejsze przy SM - ćwiczyć tak, żeby mięśni nie zmęczyć nadmiernie. Agata mówiła "nie znużyć". Ćwiczyłyśmy małymi seriami, potem odpoczynek, ćwiczenia innych grup mięśni i znów ...

Ćwiczenia oddechowe, izometryczne, oporowe. Nieraz krzyczałam "Auuua...", a Agata robiła swoje. Między innymi po to potrzebny jest fizjoterapeuta. Niektóre ćwiczenia trudno samemu zrobić, bo bolą, a masochizm raczej normą nie jest.

I jeszcze jedno sobie uświadomiłam - skoro nie mogę przy gimnastyce zbytnio się męczyć, to znaczy, źe muszę uważać "na kilogramy". Nie mogę się "zapuścić", bo tego potem nie spalę! A noszenie zbędnych kilogramów jeszcze nikomu nie pomogło.

12:03, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »

To nie ja trafiłam na ten blog Tutaj, ale ten blog trafił na mnie. :-)

Znalazłam jego adres w zakładce Statystyki, czyli autor, autorka lub autorzy odwiedzili mój blog. Dziękuję!

Super! Jak miło powspominać!

10:07, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 sierpnia 2008

Przeczytałam wpis Ethel: Tutaj. Smutny.

Też byłam dziś w szpitalu na neurologii. Co miesiąc odbieram kolejne opakowanie zastrzyków COPAXONE i muszę zreferować, czy miałam jakieś nowe dolegliwości, jak znoszę lek itd.

Te wizyty w szpitalu bardzo mnie "szarpią" psychicznie. Nie tylko neurologia, ale szpital w ogóle. W takich miejscach chyba łatwiej pojąć, co tak naprawdę jest ważne w życiu.

Ale ze mnie "mądrala"! :-) Tak, tak, życie już mnie co nieco nauczyło!

Żeby jednak nie popaść w samozachwyt, staram się też pamiętać, że "człowiek głupi się rodzi i głupi umiera".

 

20:42, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 sierpnia 2008

Pisałam już o tym Tutaj, ale mam nowe doświadczenia, więc dopisuję.

Znajomy podpowiedział mi, żebym skorzystała z szatni dla niepełnosprawnych i to był "strzał w dziesiątkę". Luzik, większe szafki, dużo miejsca, osobne WC i prysznic, a nawet suszarka do włosów. Nie tak, jak w ciasnej, dusznej i niewygodnej szatni ogólnej. Mogłam się swobodnie przebrać. Nikt nie stał mi nad głową (dosłownie), nie popychał mnie i nie "przestawiał". Wszystkie przeciwności z poprzedniego wpisu zniknęły! Zmęczona oczywiście byłam, ale na pewno nie tak, jak wcześniej.

Zmieniam zdanie i ogłaszam: Basen to super sprawa! Polecam!

Żeby nie głosić tylko peanów, dla równowagi "łyżka dziegciu":

Niepełnosprawni to chyba "trzecia płeć"!? :-) Podział szatni był taki: Dla Kobiet, Dla Mężczyzn i Dla Niepełnosprawnych.

 

20:26, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

O rrrany! Ale mam kryzys!

Staram się nie brać na siebie od razu wszystkich spraw, ale po trzech tygodniach trochę się nazbierało.

Nigdy na tak długi czas nie puszczałam firmy "samopas". Maksymalnie na dwa tygodnie.

Jestem zmęczona, śpiąca, obolała, a jeden pracownik na urlopie, drugi właśnie dziś wziął "urlop na żądanie" i ktoś musi te luki zapełnić. Padło oczywiście na Adama i na mnie.

Do moich wczorajszych postanowień ma się to nijak. No cóż: "Life is brutal and full of zasadzkas!!!"

Ja chcę do Ciechocinka! :-)

18:24, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Trzy tygodnie zabiegów, gimnastyki i spacerów, a dziś gwałtowny powrót do mojego "typowego" dnia. Od siedzenia w papierach i przy komputerze już boli mnie "cały człowiek".

Postanowiłam nie stracić tego, co zyskałam dzięki sanatorium. To wymaga samodyscypliny i konsekwencji, ale spróbuję. Trzymajcie za mnie kciuki.

22:11, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 sierpnia 2008

No i koniec trzytygodniowego "lenistwa". Dziś wróciłam z sanatorium.

Jutro do pracy, więc tylko się zgłaszam. Obszerniejsze relacje i podsumowania będą, ale nie dziś.

22:55, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3