RSS
wtorek, 14 sierpnia 2007

Dzisiaj się przeprowadziliśmy do naszego nowego domu! Na napisanie czegokolwiek więcej nie mam siły. No może jeszcze jedno - IDĘ SPAĆ!!!

21:23, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 sierpnia 2007

Nasze mieszkanie zapełnia się paczkami. O rany, ile tego się nazbierało! Znajduję rzeczy, o których dawno zapomniałam i takie, których bezskutecznie szukałam. Przeprowadzka to dobra okazja na wyrzucenie tego, do czego nigdy się już nie wróci.

Nie z wszystkim łatwo się rozstać, np. moje lalki i książki. Trzymałam je dla naszego dziecka, ale go nie mamy. Miało urodzić się 15 lat temu, właśnie w sierpniu. Potem przez długi czas myśleliśmy o adopcji, ale przez moje chorowanie odsuwało się to "na póżniej". A teraz? Diagnoza jest pewna, więc:

1. Na adopcję raczej nie mamy szans.

2. Byłoby to egoistyczne i lekkomyślne - dziecko to nie zabawka.

A lalki i książki? Pewnie zabiorę je do naszego nowego domu. Przecież będziemy tam mieli więcej miejsca!

19:59, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 sierpnia 2007

Dziś trochę o mojej aktualnej kondycji. Od trzech lat mam narastające problemy z chodzeniem. Przedtem były zmiany czuciowe, dwukrotne zapalenie nerwu pozagałkowego (prawe, a potem lewe oko), podwójne widzenie, zawroty i uporczywe bóle głowy, niedowład rąk, problemy z utrzymaniem moczu. Wiedziałam, jakie są podejrzenia, ale badania, z rezonansami włącznie, wciąż były niejednoznaczne. Pierwszy rezonans - w 1994 roku - wyszedł zupełnie czysty. Jeszcze cztery lata temu chodziłam po górach, ale już wtedy czułam, że z nogami zaczyna dziać się coś niedobrego. Szybko się męczyłam, nogi były coraz słabsze, zaczęły się przeprosty i drżenie kolan, problemy z utrzymaniem równowagi. Przestawałam sobie radzić w butach na obcasach i zaczęłam gubić laczki. Potykałam się o własne nogi i często przewracałam. Wreszcie jesienią ubiegłego roku przewróciłam się na prostej drodze, potłukłam porządnie i połamałam palce. Tego było już za dużo! Podjęłam kolejną próbę jednoznacznego ustalenia diagnozy i, jak już wcześniej pisałam, od stycznia tego roku mam wreszcie czarno na białym napisane, że to stwardnienie rozsiane.

Gdyby SM rozłożył mnie od razu konkretnym, ciężkim rzutem, zapewne na diagnozę nie czekałabym 19 lat. Na szczęście choroba była dla mnie dotychczas łaskawa i dała mi dużo czasu na oswajanie z nią i przystosowanie do ograniczeń, które mi funduje. Szybko się męczę, jestem "krótkodystansowa", mam osłabiony wzrok, zmiany czuciowo-ruchowe w rękach, zawroty głowy, chodzę niekiedy z laską, bo pewniej się czuję (zwłaszcza zimą), ale nadal pracuję, prowadzę samochód i staram się prowadzić w miarę normalne życie.

CO DALEJ? Czas pokaże, ale na zapas staram się nie martwić, bo to nic nie daje, a zaszkodzić może.

13:37, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2007

Już trzeci miesiąc wokół tego kręci się nasze życie. KUPUJEMY DOM! Kto to przeżył, ten wie, że na spokojnie i bez emocji zrobić tego się nie da. Już za parę dni wyprowadzamy się z dotychczasowego mieszkania. Od tygodnia się pakujemy. Kartonów i paczek przybywa, a w szafach wciąż pełno. "Odkrycia archeologiczne" są na porządku dziennym. Nasze dwie kotki coraz bardziej się niepokoją, bo kochane "szefostwo" burzy ich uporządkowany świat. A przecież chodzi o to, by wszystkim (im też) żyło się lepiej.

Na parterze zamieszkają moi rodzice. Tata jest sparaliżowany po udarze mózgu i mieszkanie na 4 piętrze wieżowca staje się dla niego coraz bardziej uciążliwe. Dla mamy też, bo dźwiganie ciężkich siatek z zakupami nie należy do zajęć najprzyjemniejszych. A winda jest jedna i coraz częściej się psuje!

My - czyli ja z mężem - zamieszkamy na piętrze. Na razie wystarczą nam schody, ale może za jakiś czas trzeba będzie pomyśleć o windzie. To zależy od "humorzastego" SM-u!

Do tego TIKA i TAKA, czyli nasze kotki - dachowce, do tej pory chowane w mieszkaniu w bloku. Oj, chyba będzie o czym pisać!

A w podwórzu - nasze firmy. Nie od razu, bo nie sposób byłoby nad tym wszystkim równocześnie zapanować, ale za jakiś czas przymierzymy się do kolejnej rewolucji.

O, jak to ładnie wszystko się pisze! Ale my to musimy przeżyć "w realu"!

DAMY RADĘ! Nie mamy innego wyjścia.

19:50, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 sierpnia 2007

Nie mam dziś dobrego nastroju. Wczoraj dowiedziałam się, że D. - znajoma, o której wiem, że choruje na SM, jest po dosyć ciężkim rzucie. Nie powiem, żeby mnie nie ruszyło! A przed chwilą przeczytałam, że E., której bloga poczytuję ostatnimi czasy, w poniedziałek wybiera się do szpitala, bo gorzej się czuje. C'est la vie! Trudno tryskać optymizmem, gdy się wie, że choruje się na to samo, nieprzewidywalne paskudztwo.

 

19:06, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 sierpnia 2007

To tytuł nowego kwartalnika, którego tematem wiodącym jest SM. Chciałabym, źeby "PI" się rozwijał, bo odpowiada mi jego formuła, poziom i tematyka. Nie wszyscy, którzy chorują na SM, podchodzą do tematu tak jak ja. Ja chcę wiedzieć jak najwięcej, by na tej wiedzy zbudować swoją własną, akceptującą pewne teorie, terapie, sposoby radzenia sobie z rzeczywistością, a odrzucającą inne, w które nie wierzę lub których nie mogę uznać za dobre dla mnie. Po prostu - lubię wiedzieć, z czym się zmagam. Chciałam napisać "walczę", ale to nie jest dobre słowo. W walce jest zwycięzca i przegrany, a JA i SM musimy WSPÓŁEGZYSTOWAĆ. I tak siłujemy się ze sobą ze zmiennym szczęściem - raz górą jest SM, a innym razem JUSTYNA.

18:30, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 sierpnia 2007

Minęło sporo dni od ostatniego wpisu. Spraw mnóstwo. Nie miałam nawet czasu tutaj zaglądać. Pisanie z sensem wymaga jednak trochę skupienia i spokojnej głowy. O przyczynach "totalnej zadymy" już wkrótce.

22:03, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »