RSS
piątek, 31 lipca 2009

Schudłam kilka kilogramów. I to nie jest porażka. :-)

Wręcz przeciwnie, jestem z tego zadowolona, bo w ubiegłym roku, dla odmiany, ważyłam o kilka kilo za dużo.

To była prosta konsekwencja ... zamieszkania z rodzicami i regularnych, domowych posiłków. Mój organizm tak był tym zdziwiony, że przez kilka miesięcy obrastałam w tłuszczyk - średnio kilogram na miesiąc.

"Najwięcej" mnie było chyba latem ubiegłego roku. Potem się zreflektowałam, że to nie jest dobra droga, bo te kilogramy trzeba nosić, a przy kłopotach z chodzeniem jest to dodatkowe utrudnienie.

Nie wchodziłam w część ciuchów, więc je wydałam.

A w tym roku okazało się, że spora część ubiegłorocznych ciuchowych nabytków jest na mnie za duża.

Stare wydane, nowe za duże - fajny pretekst do wymiany garderoby. :-))

Nie jestem jakoś szczególnie "nawiedzona" w sprawach mody. Szczególnie odkąd mam kłopoty z chodzeniem i "buszowanie" po sklepach tylko mnie męczy, a nie cieszy.

Kilkakrotnie "ratowałam się" już zakupami w internecie. To dla mnie dużo wygodniejsze.

Ale takie zakupy są bardziej ryzykowne, bo ciuch może nie pasować.

I to jest właśnie tytułowa porażka. Zamówiłam co nieco w sprzedaży wysyłkowej. Dziś przyszła paczka i ... większość ciuchów okazała się za duża. :-(( Buuu...

Niby mój rozmiar, ale wszystko jakieś takie obszerne. Przecież nie schudłam aż tak bardzo! Podobno powinno się kupować w sklepach internetowych odzież o rozmiar mniejszą niż normalnie nosimy. Czyżby to była prawda? Moje dzisiejsze zakupy by to potwierdzały.

Wychodzi na to, że mogę zacząć się szczycić, że noszę odzież w rozmiarze 38, bo 40 jest na mnie za duża. ;-)))

22:59, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
środa, 29 lipca 2009

Jakoś trudno mi to jednoznacznie zdefiniować.

Dowiedziałam się, że jedna z moich najlepszych licealnych koleżanek po 25 latach wraca do naszego miasta.

Studiowała w Poznaniu, potem tam mieszkała, pracowała, wyszła za mąż, rozwiodła się...

Napisała mi w mailu, że niedługo się przeprowadzi i podejmie pracę. Tą wiadomością podzieliłam się z drugą, równie dobrą licealną koleżanką. No i powiem szczerze - jakoś tak nijako mi się zrobiło, jak dowiedziałam się od niej, że Gośka już tutaj mieszka i pracuje, i że prosiła ją, by mi tego nie mówiła, bo na pewno chciałabym od razu się spotkać, a ona taka zajęta przeprowadzką.

A czy ja się nigdy nie przeprowadzałam? A czy ja nie wiem, że to zadyma? Źe wtedy nie ma się czasu na znajomych i na spotkania?

Może jestem przewrażliwiona, ale mam wrażenie, że ma to raczej związek z moją chorobą. Gośka od niedawna wie, że mam SM. I myślę, że nie bardzo umie sobie z tą wiedzą poradzić.

Nasze kontakty w ostatnich latach były sporadyczne, ale kiedyś byłyśmy naprawdę dobrymi przyjaciółkami.

Czas pokaże, jak to się rozwinie, ale wydaje mi się, że przez moją chorobę stracę przyjaciółkę. Po raz pierwszy. I jest mi smutno.

00:05, ju-sty-na
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 27 lipca 2009

Weekend zakończyliśmy "procentowo". Jakoś trzeba było "zdjąć z siebie" wszystkie obciążenia i stresy.

Żadnego wielkiego pijaństwa. Tyle co na rozlużnienie i "rozwiązanie języków". Szwagier właściwie nie pije, ale siostra, Adam i ja coś tam łyknęliśmy. Bardzo sympatycznie nam się rozmawiało. :-)) A jak elokwentnie. ;-))

Może kamikadze ze mnie, ale postanowiłam się jeszcze wykąpać. Pod prysznicem raczej się nie utopię. ;-) Bye!!!

00:33, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 lipca 2009

Urodziny Taty obeszliśmy wczoraj hucznie i smacznie. :-))

Impreza w gronie kilkunastoosobowym baaardzo udana.

A dziś dojadanie smakowitych pozostałości i odpoczywanie po "baletach".

A tak bardziej serio - męczą mnie takie wielogodzinne nasiadówy. Sztywnieję i drętwieję, a po sutych posiłkach największym moim marzeniem jest drzemka, a nie bawienie gości elokwentną rozmową.

Ale co tam - zaliczone, odespane, było fajnie.

19:32, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009

Udało nam się zrobić Tacie fajny prezent. Na swoje 75 urodziny dostał ... dąb. I to nie małą sadzonkę, ale pięcioletnie, dwumetrowe już drzewo.

Dąb został uroczyście posadzony i ... ochrzczony - kieliszkiem wódki, żeby dobrze rósł. :-)

Ochrzczony został jeszcze w innym znaczeniu - nadaliśmy mu imię ROMAN, na cześć mojego Taty.

Tata lubi takie "akcje" i bardzo Mu się ten prezent spodobał. Na pewno niebanalny.

00:40, ju-sty-na
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 lipca 2009

Właśnie wróciła do nas woda.

Z tej radości zaraz idę się taplać. ;-))

00:48, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lipca 2009

Na tydzień przyjechała moja siostra z mężem. Głównie na 75 urodziny Taty. Huczne obchody w piątek.

A poza tym w naszej okolicy jest właśnie awaria i ... nie ma wody. :-(( Przynajmniej do rana. Buuu... Chyba czeka nas przymusowy Dzień Dziecka. ;-))

23:48, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 lipca 2009

Chyba dziś ustanowiłam.

Rozmawiałam z koleżanką przez telefon ... prawie dwie godziny!!!

A tak jakoś nam zeszło. ;-)))

15:11, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Nie da się ot tak, w jeden-dwa dni, przejść ze stanu kilkumiesięcznego mega-stresu do pełnego relaksu i niczym nie zmąconego wypoczynku.

Tak to czuję. Mimo najszczerszych chęci i sprzyjających okoliczności, jeszcze nie potrafię "wyluzować".

Na razie jestem na etapie spania na umór i totalnej niemożności podjęcia jakichkolwiek spójnych działań. Zaczynam coś robić, porzucam w połowie, zaczynam coś innego. Bez planu i pomysłu.

Bezkarnie trwonię czas, obijam się i lenię. Sorry - muszę.

Tak samo ma Adam.

Oj, poszarpały nam psychikę te nasze "akcje"!

00:38, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 lipca 2009

Właśnie zauważyłam, że 17 lipca 2007 napisałam pierwszą notkę na moim blogu.

Dwa lata - kawał czasu. Tyle się zdarzyło - i dobrego, i niedobrego też. Ale generalnie bilans tych lat nie jest zły.

W dawnych przedinternetowych i przedblogowych czasach pisywało się pamiętniki. Właśnie tak: "pisywało się". Przynajmniej u mnie tak to wyglądało, bo nigdy nie byłam w tym systematyczna i wytrwała. Kilka tych rozpoczętych i przez chwilę pisanych pamiętników nawet mam. Muszę kiedyś do nich zajrzeć.

Z blogiem jest jakoś inaczej. Chyba to, że ktoś go czyta, że pojawiają się komentarze mobilizuje, by pisać dalej.

Blog to moja przestrzeń i moje miejsce. Niby wirtualne, ale jakoś bardziej MOJE niż papierowe pamiętniki.

23:39, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2