RSS
czwartek, 31 lipca 2008

Przyszedł kot, wskoczył mi na kolana, "poudeptywał", pomarudził, a teraz śpi.

Niezbyt mi wygodnie. Kicia śpi oparta trochę o mnie, a trochę o biurko. Nie ułatwia to siedzenia przed komputerem. Do tego kocie futro na gołych kolanach - jak termofor. Przy tych upałach - niekoniecznie.:-(

TAKA przez sen wierci się, przeciąga i ziewa. Prześmiesznie to wygląda. :-)

Dobry przykład robi swoje. Też idę spać!

01:10, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 lipca 2008

Trafiłam na blog Żaby: Tutaj.

Super-zdjęcia półrocznej Zosi. Widać, że to ona jest w tej chwili najważniejsza. Doczytałam, że nie mieszkają w Polsce.

Irlandia - Ziemia obiecana.

Oby im się poszczęściło! Piszę bez ironii. Podziwiam i zazdroszczę energii, entuzjazmu, wiary.

01:14, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 lipca 2008

Postanowiliśmy wykorzystać upał i wykąpać nasze koty.

Nie wszyscy o tym wiedzą, ale koty można kąpać. Niektóre nawet to lubią. Nasze niezbyt, ale w panikę nie wpadają. Oczywiście głównym łaziennym był Adam. Ten to ma spokój i cierpliwość!!!

Wykąpane kocice wyglądały żałośnie. Ale słoneczko szybko wysuszyło im futerka. Ich sierść aż nabrała kolorów!

Z "ludzkiego" punktu widzenia są czyściutkie i pachnące. Ale nie wiem, jak to wygląda z "kociego" punktu widzenia. Może to "obciach" i dla lepszego samopoczucia pójdą szybko się pobrudzić?

23:39, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Ale mi się w poprzednim wpisie zebrało na żalenie! Spieszę donieść, że już mi lepiej.

Wprawdzie upał nie odpuszcza, ale na szczęście dziś NIC NIE MUSZĘ, co najwyżej MOGĘ. Chyba to jedynie słuszne podejście do życia przy tej temperaturze.

Dobrze, że są niedziele.

18:53, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Wpadłam w smutno-refleksyjny nastrój. Taki "Wszystko na NIE".

Nie mam już siły codziennie zmagać się z chorobą, ze słabością, ze swoją psychiką, z otoczeniem.

Po prostu - z moim życiem!

Wiem, że kiedy zelżeje upał, kiedy prześpię się, kiedy odpuści choć kilka z moich dolegliwości, np. deprymująca słabość pęcherza czy pulsowanie w gorących, obrzmiałych dłoniach i stopach BĘDZIE LEPIEJ!

Znów złapię "wiatr w żagle" i popłynę. Niestety ... do następnej mielizny.

01:25, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 lipca 2008

Jak dobrze mieć dom!

Pewnie, że dobrze, ale nieraz trzeba zająć się sprawami, o których w ogóle się nie myślało, mieszkając w bloku.

Na przykład kanalizacja - klou naszego weekendu. Wiedzieliśmy, że coś tam trzeba przerobić, żeby dobrze działało. Ale, że to taka zadyma? O rany, tego nie wiedziałam!

Po doświadczeniach wczorajszo-dzisiejszych przyznaję rację autorowi myśli: "Szambo to nie jest perfumeria". :-)))

13:10, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 lipca 2008

Tak wspomina swój rodzinny dom Magdalena Zawadzka. Ale najwięcej mówi o życiu z Gustawem Holoubkiem: Tutaj.

Właśnie taki związek próbujemy budować z Adamem. Oby nam się udało!

11:21, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
Na początku współmieszkania z kotami wiedzieliśmy o nich tylko tyle, że ... miauczą. :-)

Tika i Taka od kilku lat uczą nas "kociego świata". Niby już coś wiemy, ale nasze kocice wciąż potrafią nas zaskoczyć.

Bardzo długo twierdziliśmy, że sypialnia jest dla nas, a nie dla kotów i zamykaliśmy im drzwi przed noskami. Efekt - "koncertowe" miauczenie, drapanie w drzwi, wieszanie się na klamce. I tak codziennie mniej więcej od piątej rano.

Wreszcie się poddaliśmy.

Jakiś czas budziło nas nad ranem kocie udeptywanie (kociarze wiedzą, o co chodzi). Też irytujące, ale zdecydowanie mniej hałaśliwe.

W końcu osiągnęliśmy kompromis. :-)

Kocice znalazły sobie miejsca do spania (głównie komoda i parapet, z rzadka nasze łóżko) i przestały nas budzić o nieprzyzwoitych porach. Chyba nauczyły się naszego rytmu życia i trochę do niego dostosowały.

Dowód? Dziś musiałam nietypowo wcześnie wstać. Kocice dalej spokojnie spały, żadnych jazgotów czy żebrania o jedzenie. "Zwlekły się" dopiero, gdy zaczęłam krzątać się po kuchni. Potowarzyszyły mi, a potem, jak to koty, poszły "swoimi drogami". :-)

Chyba nam ufają i czują się bezpiecznie.

10:04, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Skype to dla wielu "oczywista oczywistość". Tymczasem okazał się fantastycznym prezentem urodzinowym dla mojego Taty.

Zainstalowaliśmy to co trzeba, podłączyliśmy kamerki i umówiliśmy się z rodziną mojej siostry (Niemcy - Getynga), że pod jakimś pretekstem posadzimy Tatę przed komputerem, a oni zadzwonią.

To dopiero była niespodzianka, jak odśpiewali "Sto lat...". Nie tylko było ich słychać, ale i widać!

Wzruszenie wielkie! Tacie aż zabrakło słów.

A gdy mówiłam mu Dobranoc, oznajmił: "No, to zaczyna się dla nas nowa epoka".

:-) 

00:43, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 lipca 2008

Trafiłam w sieci na artykuł: Tutaj.

Nie zgadzam się z jego tytułem, bo na pewno nie o dobry smak tu chodzi.

"Czuję się upokorzony" mówi Daniel i to jest według mnie najistotniejsze.

Rozumiem Daniela. I w mojej SMowej historii były sytuacje, gdy "zaklinałam" rękę, aby nie zawiodła, żebym mogła się podpisać czy wypełnić jakieś druczki.

Nieraz ręka jest tak słaba i sztywna, że wypada z niej długopis. Innym razem tak drży i skacze, że litery wyglądają jak pijane. Na pociechę - nieraz jest "prawie" dobrze.

To bardzo deprymujące i trudne psychicznie. Obym nigdy nie musiała się tłumaczyć, jak Daniel.

00:31, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5