RSS
czwartek, 04 czerwca 2015

Adam właśnie wraca z południa Polski. Jedzie autobusem i będzie w domu po trzeciej nad ranem. Nie zabrał kluczy, więc będę musiała go wpuścić. Mam nadzieję, że jego telefon mnie obudzi, bo sen mam twardy. W rodzinie śmieją się nawet ze mnie, że gdyby za spanie płacili, to byłabym bardzo bogatą kobietą. ;-))

Na koniec nieobecności Adama koty zafundowały mi maleńki hardcore: 1) kupa tuż obok kuwety (wrrrrr…!) i 2) nowa zabawka – nieżywy ptaszek przyniesiony w pysku na piętro i traktowany tak, że pióra leciały (wrrrrr…!!!). MORDERCZYNIE!!! A konkretnie jedna morderczyni –Tylda, ta najmłodsza. Jej się jeszcze chce, bo stare ciotki Tika i Taka ograniczają się tylko do patrzenia i "gardłowania". Bądź co bądź mają już po 12 lat i głupoty im nie w głowie, a właściwie nie w łepkach. :-))

Martwi nas ostatnio Tika. Schudła i ma problemy z tylnymi łapkami – coraz trudniej jej się chodzi i coraz rzadziej zagląda na piętro. Adam był z nią u weterynarza – z wyników wyszło, że główny problem to nerki, ale póki co paniki nie ma. No cóż – seniorka, musimy o nią dbać. Przecież to członek naszej rodziny. :-)

Dla odmiany Taka bardzo ożyła przy Tyldzie. Zanim ta dołączyła do naszego stada, Taka była rozmemłaną, nieruchawą, leniwą, grubą kocicą. Staraliśmy się ją odchudzić, ale "próżne nadzieje, próżny trud…". ;-(( Po pojawieniu się Tyldy (jesienią będzie już dwa lata), Taka po początkowej awersji i ignorowaniu, zaakceptowała młodą i zaczęła jej towarzyszyć w "szczeniackim" rozrabianiu. :-)) I tak jest do dzisiaj.  Z wielkim zyskiem dla Taki – chudziutka wprawdzie nie jest, ale stała się szybka, zwinna i sprężysta – tłuszczyk zamienił się w mięśnie. :-)) Co rano odstawiają nam po domu "Wielką Pardubicką" i aż się wierzyć nie chce, że Taka była kiedyś kanapowym, leniwym kotem.

No i Tylda – szalona, beztroska kocica, łobuziak straszny, ale absolutnie nie złośliwy. Dużo by pisać: kochamy tą małą małpę, chociaż nieraz nieźle zadymia. :-)

Na koniec macie zdjęcie tego kociego stada – tylko dupki widać, bo to przy michach. ;-))

TAKA – TIKA – TYLDA

Idę trochę pospać, bo po trzeciej pobudka – Pan Mąż wraca. :-))

23:28, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
środa, 03 czerwca 2015

... do życia w nowej rzeczywistości.

Stan zdrowia taty trochę się ustabilizował, ale generalnie fajerwerków nie ma. Nadal jest chorym leżącym, nieraz w takiej kondycji, że udaje się go posadzić na godzinę, dwie na wózku. Psychicznie bywa różnie – niekiedy całkiem fajnie, jest w pełni kontaktowy i zainteresowany tym co wokół, a nieraz bierny i pogrążony w swoim, niezbyt realnym świecie. Smutne to bardzo i z trudem przychodzi mi pisanie o tym.

Rozpoznaliśmy już wszelkie formy pomocy dla rodzin w takiej sytuacji, gdy jest w domu chory leżący. Nie z wszystkiego udaje nam się już korzystać, bo na przykład na NFZ-owską długoterminową opiekę pielęgniarską nadal czekamy w kolejce – już dwa miesiące. Do niedawna nie wiedziałam, że można się ubiegać o taką pomoc – ubezpieczonemu przysługuje 4 razy w tygodniu godzinna wizyta pielęgniarsko-opiekuńcza. No, ale są limity i terminy, więc czekamy. A póki co posiłkujemy się płatną oczywiście pomocą pani Irenki, która pracuje jako opiekunka medyczna w pobliskim DPS-ie i na kilka godzin w tygodniu przychodzi do nas pomóc przy tacie.

A w tym wszystkim trzeba dalej żyć, pracować, funkcjonować… A więc uczymy się tego. Żyć pomimo. Kolejny raz – bo tak było już wielokrotnie: gdy poroniłam, gdy tata miał udar, gdy zdiagnozowano u mnie SM, gdy zachorował i zmarł mój teść…

To nie jest łatwe i bezbolesne, problemy czają się w każdym kącie. Możemy siąść i płakać albo wziąć to wszystko "na klatę". Wybieram to drugie. I moja rodzina też.

00:06, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »