RSS
wtorek, 28 czerwca 2011

Kurka, jak ja nie lubię zgłębiać spraw urzędowych! :-((

A właśnie takie mam - związane z Urzędem Skarbowym. Jak się pewnie domyślacie, to nie nam chcą coś dać, ale chcą, żebyśmy to my ich "zasilli". Buuu… Trochę fajnych zakupów nam odjechało. :-(((

23:34, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Aaa, idę spać! Zmuliło mnie to "komputerowanie". Poza tym obok mnie na fotelu leży zwinięta w kłębek kota i daje mi dobry przykład, jak racjonalnie rozegrać dzień. :-)) No to cześć!

13:56, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Wrrr… Wymarzyłam sobie szare, eleganckie spodnie. No bo czasem trzeba, nie zawsze można w teksasach, a z "lepszych" mam tylko czarne. Latem niezbyt to pasuje, mimo że zbyt grube nie są.

Kupuję wysyłkowo. Dzisiaj przyszły już trzecie i wciąż nie to. A to materiał do d…y, a to za szerokie, a to za wąskie, za długie, za krótkie… Yyy… Znowu odeślę. Marudna jestem, bo chciałabym, żeby dobrze leżały i były wygodne do siedzenia. Czy to się wyklucza? Chyba nie…

Znalazłam kolejny fason do testowania. Zaraz zamówię.

13:39, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Pamiętajcie: Nie zaczyna się zdania od "więc"!!!

Więc… ;-)

Przez dwa dni byłam w domu sama z Tatą, bo Mama i Adam pojechali do stolicy załatwiać coś ważnego.

Ufff… Umęczyłam się trochę. To jednak duży dom i duże odległości. I to łażenie po schodach w te i z powrotem… Obiecuję sobie, że jeśli jeszcze kiedykolwiek w życiu będę się przeprowadzać, to tam, gdzie nie ma schodów (ciekawe, czy będą klamki? ;-)) ).

Tata jest "nieco" rozpuszczony przez Mamę, bo "taki biedny, taki chory", ale starał się być jak najbardziej "samoobsługowy". I daliśmy radę! :-)

10:44, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

Autor – Adam:

Jak można inaczej nazwać niedomytą kobietę?

Kobieta LEPKICH obyczajów. :-)))

13:21, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 czerwca 2011

Żeby być ma bieżąco w sprawach esemowych, od czasu do czasu robię sobie tematyczną "internetówkę". Zaglądam na fora, blogi, YouTube, nieraz przypadkowe strony – różnie.

Dzisiaj wprost powalił mnie wpis caaay na Twitterze. Podsumowanie tego, co zastała w szpitalu: "Ksiądz jest, papieru toaletowego nie ma." :-)))

Bywają jednak sprawy zupełnie niezabawne. Przyznam, że z przerażeniem obserwuję walkę z "gadem", którą toczy Piotrek. Wydawało się, że sprawy idą w dobrym kierunku, a tu… Echhh… Przy okazji mam okazję obserwować, jak takie "niewygodne", niepasujące do świetlanego obrazu "jedynie słusznej" metody leczenia SM sprawy są "zamiatane pod dywan" na jednym z internetowych forów. Smutne to.

Wciąż jednak szukam, chociaż deklaruję racjonalizm i realizm. Śledzę nowe publikacje naukowe, czytam o nowych pomysłach… Większość odrzucam, ale jest kilka, którym się przyglądam. No bo jest to chyba oczywiste, że wolałabym żyć lepiej, a nie gorzej.

23:40, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Dostałam w prezencie od koleżanki:

To z wycieczki do Egiptu – symbol bóstwa Chepri, czczonego pod postacią skarabeusza. Symbolika tego amuletu to odrodzenie, zmartwychwstanie, ponowne stawanie się i rozwijanie. Pasuje – tego mi trzeba i o to codziennie zabiegam. :-)

15:07, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

No, jestem. Wypoczęta, wyspana, "zakawowana"… Fajna dziś pogoda u nas – bez upału, rześko po nocnym deszczu, ale dosyć ciepło.

Zaliczyłam wszystko, co planowałam na poprzednie dni. "Barona cygańskiego" w bydgoskiej Operze Nova szczerze polecam. Piękna, bogata inscenizacja.

Muszę się pochwalić bardzo trafionym zakupem – czerwonym żakietem:

To oczywiście nie ja, tylko modelka. ;-))

Bardzo twarzowy, z rękawami 3/4, w sam raz na lato. Wczoraj "na wizytowo" świetnie wyglądał z czarną spódnicą i dodatkami, ale do dżinsów też pasuje – taka sportowa elegancja.

14:01, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 15 czerwca 2011

Czekałam długo, z nadzieją, że coś tam zdrowotnie się polepszy, że będę silniejsza, że może będzie mi się lepiej chodziło… Ale dostrzegłam, że za tym idzie moje wycofanie, że zaczynam sama się usprawiedliwiać: "Poczekam, aż będzie lepiej i wtedy to zrobię/tam pójdę/tam zadzwonię…" To nie jest dobra droga, bo idealne warunki mogą nigdy się nie zdarzyć. Dlatego już nie czekam. Czy to znaczy, że się poddałam, że już nie wierzę? Nadal mam nadzieję, ale jestem realistką i nie mam pewności. Szkoda czasu na czekanie i odkładanie spraw na później. Robię więc tyle, ile daję radę, żeby potem nie żałować, że czegoś zaniechałam, bo w głowie mi się jakieś obiekcje kotłowały i czekałam na idealne okoliczności.

Dlatego jutro fryzjer, a w piątek "Baron cygański" i przy okazji spotkanie ze znajomymi. A że kulawo? No cóż: "Jestem, jaka jestem!" ;-))

Bo wiecie:

"Takiej drugiej nocy nie będziesz już miał
Takiej łaski bogów nie będziesz już miał
Takiego nieba pełnego gwiazd nie będziesz już miał
Takiej drugiej chwili nie będziesz już miał
…"

To z piosenki śpiewanej przez Grzegorza Turnaua. I pewnie niektórych zaskoczę: słowa – Jarosław Iwaszkiewicz.

23:20, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 czerwca 2011

Rano obudził mnie łomot na parterze. Coś się kotłowało i przerażliwie darło.

– No tak – pomyślałam – kocice się tłuką.

To im się często zdarza. Najpierw się nawzajem czule liżą, po chwili którejś coś się przestaje podobać, więc łapami piorą się po pyskach, by na koniec zamienić się w kłąb prychającego futra.

– Zaraz, zaraz… – pomyślałam. – Skoro mamy dwa koty, a jeden leży obok mnie, to z kim wojuje ten drugi??? Uuu…

Takunia też już nie spała. Podobnie jak mnie, obudziły ją odgłosy z parteru. Zerwała się na równe łapy i patrzyła na mnie wyczekująco, jakby pytała: "Szefowa, co robimy?".

Adama już nie było, więc musiałyśmy sobie radzić bez wsparcia osobnika męskiego. Tace starczyło odwagi do szczytu schodów, ja zaś zeszłam na dół. W sumie podejrzewałam, jak się sprawy mają, ale oczywiście musiałam to sprawdzić.

Nad ranem, gdy robi się jasno, nasze kocice zaczynają marudzić, że chcą już wyjść na dwór. Miauczą więc mojej Mamie nad uchem, a ta zwykle wstaje i je wypuszcza. Teraz, kiedy jest ciepło, zostawia uchylony balkon, żeby te paskudy jej nie budziły. Drzwi są otwarte właściwie cały czas i zdarzyło się już, że do domu weszły obce koty. Mieliśmy kilka takich "wtargnięć", zwykle w ciągu dnia, więc intruz został przez nas szybko okrzyczany i wyrzucony. Ale tym razem "wykidajłą" była Tika. Nasza kocica głośno i zdecydowanie pozbyła się ze swojego terenu niezidentyfikowanego "najeźdźcy". Nawet nie wiemy, który z okolicznych mruczków się do nas zapuścił. Prawdopodobnie Szary albo Klon. One są umaszczone podobnie jak Taka, a Mama widziała bitwę i też myślała, że to nasze dwie kociamby wojują.

Tika była z siebie baaardzo dumna. :-)) Cały dzień patrzyła na Takę z wyższością, nawet z pewną pogardą, jakby mówiła do niej: "Co ty, k…a, wiesz o pilnowaniu!?" ;-)))

23:29, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2