RSS
niedziela, 28 czerwca 2009

Z tą myślą-marzeniem się obudziłam.

Tak bym chciała jechać pociągiem całą noc, wysiąść rano na "magicznym" dworcu w Zakopanem i po raz kolejny pośmiać się z miejsca, gdzie kończą się kolejowe tory.

Poczuć to rześkie, ostre powietrze i ciężar plecaka.

A potem iść przed siebie. Zostawić za sobą codzienność, stresy i problemy.

Być w górach, poczuć to fantastyczne zmęczenie, gdzieś w drodze na szczyt. Zatrzymać się na "popas" - kanapki, gorąca herbata z termosu, kawałek czekolady...

W słońcu i w deszczu, o świcie i o zmierzchu - góry zawsze są piękne.

Uciec tam! Echhh... Pociekły mi łzy.

To se ne vrati! Ale było, często, w pewnym czasie nawet bardzo często. Jakby na zapas, by się utrwaliło, by mogło żyć w mojej głowie. Piękne chwile.

Chcę tam wrócić. Nie na jazgotliwe Krupówki, ale w góry właśnie. Choćby to była tylko Droga pod Reglami.

09:44, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
środa, 24 czerwca 2009

Czyżby jeszcze za mało "atrakcji" w naszym życiu?

Od niedzieli moja Mama jest w szpitalu. Powtórka z jesieni - kolejny incydent niedotlenienia mózgu.

Przyczyna? Ponownie nadmierne obciążenie pracą, stresy plus solidne zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego.

Ufff... I tym razem się udało - wyjdzie z tego właściwie bez szwanku.

Wszyscy wkoło krzyczą, że jeśli nie zmieni sposobu funkcjonowania i nie zacznie się oszczędzać, to następnym razem może takiego szczęścia nie mieć. A Mama nie chce/nie potrafi/nie umie/??? tego przyjąć do wiadomości i zaakceptować.

Będzie w szpitalu prawdopodobnie do piątku. Na razie pracują nad nią lekarze i psycholog. Potem my, ale łatwe to nie będzie, bo to silny i uparty charakter.

Może spróbujecie mi podpowiedzieć, jak dotrzeć skutecznie do takiej "pancernej mamuśki"?

21:22, ju-sty-na
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 czerwca 2009

Cokolwiek bym w tych dniach napisała, byłoby tylko tematem zastępczym. O tym, co mnie obecnie tak naprawdę absorbuje, jeszcze nie chcę pisać.

Finalizuje się równocześnie kilka bardzo poważnych spraw - zawodowych i prywatnych. Kumulacja tych spraw tak dała mi popalić, że aby się ratować, sięgnęłam po antydepresanty. I dobrze zrobiłam - już czuję się lepiej i mogę zdecydowanie lepiej funkcjonować w tym trudnym czasie.

Stan niepewności i poczucie zawieszenia. I czekanie - to mnie chyba najbardziej dobija. Jeszcze trochę. Może ze dwa, może trzy tygodnie i będę Wam mogła wszystko spokojnie opowiedzieć.

Na "urlopie" wytrzymałam tydzień. I już zatęskniłam za blogowaniem. Czyżby nowy rodzaj nałogu? ;-)

00:20, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 czerwca 2009

Porzucam blog. Na dwa, może trzy tygodnie.

Będę pilnować spraw ważnych i bardzo ważnych.

Mój wirtualny "dom" zostawiam pod Waszą opieką. Pilnujcie go dobrze. :-)

15:17, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
wtorek, 09 czerwca 2009

Nie dałam rady. Musiałam sięgnąć po antydepresanty. Tyle się dzieje równocześnie trudnych i ważnych spraw, że zaczęło mnie to przerastać.

Na szczęście mam sensownego lekarza i myślę, że dobrze mnie przez ten trudny czas przeprowadzi.

Skutecznie mnie ratował już kilkakrotnie, między innymi po diagnozie.

Pierwszy krok zawsze należał do mnie. Potrafię spojrzeć na siebie oczami widza. I dopuścić do siebie myśl, że sobie sama ze swoją psychiką nie poradzę. Że potrzebuję fachowej pomocy.

Nie jestem przy tym pacjentką ślepo wszystko akceptującą i poddającą się wszelkim terapiom. Raczej zadziorna jestem, wątpiąca i nieufna.

Może gdybym tak bardzo nie dążyła do tego, by mimo choroby moje życie było jak najpełniejsze, nie miałabym tylu stresów i trudnych sytuacji.

Owszem, nie musiałabym się tak "boksować", ale ... to by było niezgodne z moim charakterem.

Lubię "akcyjność", ale z drugiej strony "co za dużo, to niezdrowo".

Moja poszarpana i rozedrgana psychika z tym nadmiarem emocji już sobie nie mogła poradzić.

23:34, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 czerwca 2009

Staram się nie wartościować, że kiedyś było dobrze, a teraz jest źle.

Bo to nie tak. Kiedyś bywało dobrze, ale i źle bywało. Teraz jest tak samo.

Ale popłakałam się - do fajnych wspomnień.

Robimy trochę przemeblowania w domu i na przykład toaletkę, na której przez jakiś czas stał komputer, zastępujemy wreszcie biurkiem.

Właśnie ta sosnowa toaletka stała się przyczyną moich łez. Bo ona jest w naszym "gospodarstwie" już ... kilkanaście lat. Pamiętam, gdzie i w jakich okolicznościach ją kupowaliśmy. Pamiętam jej "żywot" w naszym starym mieszkaniu.

Chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się poczuć, że na mebel można patrzeć przez pryzmat jego historii i wspomnień, które się z nim wiążą.

Kurczę, chyba się starzeję! ;-)

00:42, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Słowotwórstwo kwitnie. :-))

To przed chwilą wymyślone określenie na przypadłość człowieka mieszającego alkohole.

Nie chodzi tu o robienie drinków, tylko o takiego, który pije np. wódkę, potem wino itd.

"Popaść w mieszacizm" - jakież to "wysublimowane". ;-)))

00:15, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 czerwca 2009

Marudzę nieraz, że muszę coś załatwiać w szpitalu albo w przychodni. Bo nie po drodze, bo daleko, bo niewygodnie, bo czekać trzeba...

A właściwie to jestem szczęściarą, bo mieszkam w dużym mieście i szpitale, przychodnie, specjalistów, rehabilitację - wszystko mam na miejscu.

Dzisiaj zgadałam się z ludźmi, którzy przyjeżdżają z miejsc oddalonych o 200-250 km, by załatwić to samo co ja. I aż głupio mi się zrobiło, że narzekam.

17:23, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Nie wiem, jakim cudem wyświetlacz w moim samochodzie zaczął pokazywać rok 2012. Dzień i miesiąc dobre, tylko rok dziwaczny.

Pewnie coś "po babskiemu" powciskałam, mniejsza z tym.

Wciąż zapominam to zmienić i za każdym razem, kiedy patrzę na datę, zastanawiam się, co będzie za 3 lata - w jakim będę wówczas stanie.

Mogę mówić i pisać o różnościach, ale o tym nie sposób nie myśleć. Ta myśl wyskakuje co rusz z najgłębszych zakamarków mózgu. Nawet w sytuacjach pozornie z tematem nie związanych.

I tyle. Po prostu. Taka moja uroda. :-)

15:37, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Nie lubię tego stanu u siebie, ale dzisiaj właśnie tak mam.

Duperele wyprowadzają mnie z równowagi, ludzie mnie denerwują, nic mi się nie podoba, wszystkiego się czepiam, jestem złośliwa i ironiczna... Krótko mówiąc "bez kija nie przystąp".

Kaganiec by się przydał, albo zaklejenie taśmą pyskatej gębusi. ;-)) Aaa... jeszcze mogę "spopielić" wzrokiem, albo porazić jakąś "błyskawicą" z oczu. To może też jakieś ciemne okularki?

Wrrr...

A powody? Zwykle drobiazgi. Dzisiaj też. Plus dziwna pogoda - zimno, wietrznie i "przekropnie". Plus jakieś tam zawirowania hormonalne (baby tak mają, niestety ;-)). Plus kilka dosyć zagmatwanych spraw, które właśnie "obrabiam".

Summa summarum "Diabeł jest wypuszczony" (określenie mojego Taty).

Już mi przechodzi. Niedługo będę "do rany przyłóż". Ale na razie lepiej, żeby nikt się nie pojawił w "polu rażenia". ;-)))

14:49, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2