RSS
piątek, 27 maja 2011

To nie był przyjemny tydzień - nerwowy, stresowy, dołujący. Jeszcze go do końca nie przetrawiłam, to i nie piszę. Ciekawe, kiedyś blog był mi potrzebny, żeby się wygadać, bo to mi ułatwiało poukładanie sobie w głowie różnych spraw. Teraz jest inaczej - wolę najpierw w miarę jasno widzieć problem, a dopiero potem o nim pisać.

Szykuję się na spokojny weekend - chciałabym, żeby taki był.

17:55, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 maja 2011

... więc wypada wrócić do blogowania. :-)

Ale mi się nie chce, bo pogoda taka ładna, ptaszki ćwierkają, kwiatki rosną, słoneczko świeci… Rewelacja!

Donoszę, że żyję. Islandzki wulkan ani inne spektakularne kataklizmy mnie nie dosięgły.

Nie mam weny do pisania, więc na siłę nie będę bajdurzyć. Pozdrawiam "czytaczy" i uciekam.

Ale ostrzegam: Ja tu wrócę!!! ;-)))

12:53, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 maja 2011

W czwartek byłam mocno nierozważna. Był ciepły dzień, więc pootwierałam w domu wszystkie możliwe okna i balkony – od przeciągów głowę urywało. Potem na dodatek przy takim otwartym oknie usnęłam. Na efekty nie musiałam długo czekać – powiększony, bolesny węzeł chłonny i opuchnięty policzek. Nawet się trochę bałam, czy to nie jakieś sensacje z nerwem trójdzielnym. Moja lekarka "domowa" była osiągalna dopiero w niedzielę, ale na szczęście do tego czasu wydobrzałam – rozeszło się "po kościach" i summa summarum nawet jej nie odwiedziłam. Ale patrzcie ludziski – jak to łatwo biedy sobie napytać!

00:38, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Adam przyszedł "z parteru", czyli od moich Rodziców i przekazał mi "superpewną" informację, którą właśnie podawali w telewizji:

– Mówili, że w przyszłą sobotę o 18 będzie koniec świata.

Moja reakcja: – Fajnie, to makulaturę o 9 zdążą zabrać. ;-)))

00:15, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 maja 2011

To jak – będzie już ciepło? Mam nadzieję, że tak, bo "kwiatowe" zakupy poczynione i w donicach i skrzynkach dumnie rozpierają się surfinie i pelargonie. Ostatnie przymrozki niestety "załatwiły" większość sadzonek nasturcji pieczołowicie hodowanych przez mojego Tatę. Zresztą młode listki na małym dąbku i lipce  też. :-( Mam nadzieję, że przyroda chociaż to naprawi. Z ziarenek słonecznika, którymi Rodzice "tuczyli" zimą ptaki w karmniku, wyrośnie cała "słonecznikowa armia", tylko musimy je poprzesadzać tam, gdzie ich kosiarka nie dopadnie, bo na razie rosną po prostu na trawniku. :-)

Nie jestem zbyt czynną ogrodniczką i nie pasjonuje mnie to jakoś szczególnie, ale na "zielonym" lubię oko zawiesić, a ten czas – maj-czerwiec – jest chyba najfajniejszy.

23:37, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 maja 2011

Chciałam jeszcze nawiązać do tego wpisu. Sporo wokół mnie dzieje się ostatnio dużych spraw, które wymagają otwartego umysłu, perspektywicznego myślenia i podejmowania nieraz trudnych decyzji. Nie chcę pisać, o co chodzi, bo to nie "na internet". Może tylko tyle, że to kwestie znaczące dla nas w perspektywie nawet -dziestu lat, więc bez przesady "życiowe". Ponieważ są to sprawy tak istotne, starałam się myśleć przede wszystkim o nich i skupiałam na nich całą swoją energię. Budziłam się z tym i zasypiałam, a wszystko inne wyrzucałam, jako małe i nieważne w obecnej sytuacji.

I to wcale nie okazało się dobrym sposobem. Dopadło mnie "zmęczenie materiału". Ciągłe "boksowanie" mózgu rzeczami superważnymi spowodowało jego… przepełnienie. Pogubiłam się, staciłam trzeźwość spojrzenia i niezbędny dystans. Chyba apogeum był poprzedni przespano-przepłakany weekend.

Postanowiłam choć na chwilę odciąć się od ważnych spraw i zająć drobiazgami. W mijającym tygodniu nic DUŻEGO nie zrobiłam, ale psychicznie odpoczęłam – bardzo. Chyba kolejny raz udało mi się osiągnąć równowagę.

20:23, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

To futrzaste zwierzę właśnie śpi u mnie na kolanach. "Aktywnie" pomaga mi przeglądać internet. ;-))

19:24, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 11 maja 2011

Mam taką energię i chęć do działania, że aż nie dowierzam. Co robię? Likwiduję "osad", którym obrasta człowiek. Czyli co? Niszczenie zbędnych papierów, dokumentów, kwitów, PIT-ów itp. A zaczęło się od tego, że nie mogłam znaleźć wolnego segregatora. Jeszcze nie skończyłam, a już mam… pięć. Niszczarka ma co robić, bo większości nie można "ot tak" wyrzucić. Przy okazji znalazłam kilka nieważnych kart kredytowych i z taką pasją ciachałam je nożyczkami, aż mnie cała łapa boli. Aua!

Jeśli siły mnie nie opuszczą – następne w kolejce do selekcji są ciuchy. Oj, będzie się działo! ;-)) Może wreszcie będę miała luzy w szafach.

17:44, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 maja 2011

Gatki, kwiatki… Duperelki.

Ale nie tylko wielkimi rzeczami żyje człowiek i chyba dobrze jest od czasu do czasu zrelaksować swój mózg. "Ciężar gatunkowy" tych spraw pozwala odpocząć i oderwać się od tych naprawdę ważnych. A to sprzyja zdrowiu psychicznemu, bo w ciągłym napięciu i stresie żyć się nie da. Wiele razy jesteśmy w sytuacji, gdy coś bardzo ważnego – dobrego lub złego – dzieje się w naszym życiu: klasówka, matura, egzamin, wyjazd, przeprowadzka, ślub, rozwód, wypadek, choroba, śmierć… Wymieniać można bez końca.

Taki "oddech" jest mózgowi niezbędny, by potem ze zdwojoną energią mógł zająć się priorytetowymi w danym momencie kwestiami. Na dłuższą metę mózgu oszukać się nie da. Jeśli nie pozwolimy mu zająć się choć przez chwilę sprawami mniejszej wagi, jeśli nie damy mu odpocząć, to prędzej czy póżniej nasz organizm zacznie wołać o uwagę. A woła różnie, np. kłopotami ze snem, sensacjami trawiennymi czy kołataniem serca.

Jeszcze nigdy nie udało mi się oszukać mojego organizmu. A próbowałam wiele razy. Myślę, że sedno tkwi właśnie w tej równowadze.

Diagnoza stwardnienia rozsianego pozbawiła mnie na pewien czas chęci zajmowania się czymkolwiek innym niż choroba. Bo przecież ona była "najważniejsza". Tylko o SM myślałam, czytałam, pisałam. Chciałam rozmawiać z innymi chorymi i organizować w moim mieście esemowe stowarzyszenie, chciałam działać, pomagać, dzielić się wiedzą i doświadczeniem. Chciałam? Nie! Tak naprawdę tego nie chciałam, ale chyba myślałam, że w ten sposób jakoś "zaczaruję" chorobę, "odsunę" ją od siebie. Paradoksalne? Może.

Na szczęście życie szybko pokazało, że są jeszcze inne sprawy na tym świecie i że mój SM to nie "słońce" wokół którego krążą planety. Gdybym była typem działacza czy społecznika, pewnie coś z tych moich ówczesnych zamierzeń by powstało, ale ponieważ nie mam takiego charakteru, to z chęcią, a nawet z ulgą, porzuciłam "szczytne" plany i ponownie stałam się SOBĄ. A potem powoli zaczęłam dopuszczać do swojej świadomości "małe rzeczy", duperelki właśnie. I to był przełom.

Równowaga – sprawy małe i duże. Tak, to zdecydowanie ułatwia mi życie.

15:56, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Lubię stabilną pogodę. U nas taka już od wczoraj, żadnych gwałtownych zmian i frontów atmosferycznych, ciepło, słonecznie, fajnie… Zaczęłam dziś jak Anglik – od pogody. ;-)) – ale to, co za oknem bardzo wpływa na moje fizyczne i psychiczne samopoczucie. Sporo ludzi tak ma, a esemowcy to już chyba "notorycznie".

Kurier przyniósł paczkę z zamówionymi wysyłkowo ciuchami. Odpowiada mi taka forma zakupów. Mogę przymierzyć w spokoju i jeszcze raz przemyśleć. No i podjąć ostateczną decyzję – zostawiam czy odsyłam. Dzisiaj przyszły m.in. figi, które zamówiłam w hurtowej ilości 8 sztuk. Jak szaleć, to szaleć! Bawełniane, bo innych nie lubię. Ewentualnie uznaję jeszcze takie z dodatkiem stretchu. Musiałam uzupełnić "stan posiadania", bo kilka par mi się ostatnio "zeszmaciło". Kupiłam kolorowe, w tym dwie pary RÓŻOWYCH!!! i to takich, aż zęby bolą (na zdjęciu wyglądały…, hmmm… "łagodniej"). Co powie mój mąż, jak mnie w nich zobaczy? Myślę, że zaniemówi z wrażenia. ;-)))

Wkurzyłam się i wyrzuciłam doniczkę z kalanchoe. Stało na oknie od północy i wybitnie mu to nie pasowało. Wyrosło na pół metra, cienkie i rachityczne. Yyy… Teraz szukam pomysłu, co tam postawić. To jest okno w łazience, więc kaktus chyba odpada. ;-)) Aua!

13:27, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2