RSS
poniedziałek, 31 maja 2010

No i nic nie napisałam o uroczystościach w Bornem. Trochę mi się nie chciało, trochę czasu nie miałam... Ale wyszło dobrze, nawet bardzo dobrze. Kto był - ten wie, kto nie był - może żałować.

Przy okazji: agaugu - sorry, że tylko tak przelotnie się poznałyśmy, ale sama widziałaś, że czasu nie zbywało. :-)

Od soboty jestem już w domu. Adaptuję się do życia pozasanatoryjnego. ;-)

Na razie licho to wychodzi, bo okropnie boli mnie gardło. A z Black się nie spotykałam. ;-) U niej to samo! Przy okazji: Aniu - zdrówka!

20:50, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 maja 2010

Czwarty tydzień zabiegów, rehabilitacji i ... jestem już zmęczona. Bo to monotonne i nużące. Borne Sulinowo nie jest atrakcyjną miejscowością i niewiele jest tutaj do zwiedzania. Zwłaszcza, gdy ma się kłopoty z chodzeniem. :-((

Gdyby jeszcze była prawdziwie majowa pogoda, ale niestety...

Samo sanatorium jest super i absolutnie nie zmieniam zdania na jego temat, ale ewidentnie miałam problemy z zagospodarowaniem pozostałego czasu.

Poza tym ... już widzę, że nie osiągnę tego, co chciałam. Miałam nadzieję, że regularna rehabilitacja pozwoli mi pochodzić jeszcze trochę bez laski czy kuli. :-(

Niestety - mimo, że dobrze mi się ćwiczy i całkiem nieźle mi to wychodzi, to jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że mam za duże problemy z równowagą, za słabe kolana (przeprosty) , niestabilne biodra i słabe mięśnie podtrzymujące kręgosłup. :-(( Buuu....

No i co ja mam z tym zrobić? :-(( Przyjdzie polubić!

Przekonałam się też, że kijki Nordic Walking, z którymi bez większych problemów chodziłam ze dwa lata temu, już nie dają mi poczucia bezpieczeństwa – za bardzo mnie „buja”. Nie powiem - trochę mnie to rozżaliło. Wierzyłam, że jeszcze sobie z nimi poradzę.

Ale dosyć kwękania!

W najbliższą środę w sanatorium wielka uroczystość – nadanie imienia ośrodkowi. Patronem będzie Papież Jan Paweł II. Moim zdaniem to dobry wybór – uniwersalny.

Będzie wielka feta, wielu gości, piknik i inne atrakcje. Wszyscy wkoło wręcz „na głowach stają”, żeby wszystko się udało. Po imprezie postaram się napisać, jak było.

16:09, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 maja 2010

Donoszę, że w kriokomorze jeszcze nie zamarzłam. ;-))

Hu, hu, ha... Hu, hu, ha...

Zimno jest, nie powiem, ale na razie znoszę to nie najgorzej. Co to da? Mam nadzieję, że coś pozytywnego, ale na razie jakichś wielkich efektów nie widzę. :-((

A ja z tych niecierpliwych jestem, więc...

Dzisiaj trochę kryzysowy dzień, bo za mną już 3 tygodnie zabiegów i efekty wciąż wydają mi się niezadowalające. :-((

Taaak... Cierpliwość zdecydowanie nie należy do moich mocnych stron!

Przede mną ostatni weekend w Bornem. Postaram się go sensownie zagospodarować. Pogoda wreszcie sprzyja.

No chyba, że moja psychika wpadnie w jakiś dół. :-( Szczerze powiedziawszy, nie wykluczam, bo „okoliczności przyrody” są takie, a nie inne.

Jak trudno tutaj być optymistą!

20:28, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 maja 2010

Aż wierzyć mi się nie chce, że minęły już dwa tygodnie mojego pobytu w Bornem.

O pogodzie pisać nie będę, bo to ... jakaś pomyłka jest. :-)) Takie coś w maju? Żenada!!!

Już się zaaklimatyzowałam. Regularne ćwiczenia i zabiegi męczą mnie zdecydowanie mniej niż na początku. To potwierdza, że regularne, a nie "akcyjne", dbanie o swoją kondycję ma sens. Marzę o tym, by samozaparcia i konsekwencji starczyło mi również na później - gdy wrócę do domu.

Myślę, że jest szansa, bo wysiłek fizyczny (nie przesadny!) zdecydowanie mi służy.

Czuję się silniejsza i mniej sztywna. Jakichś spektakularnych osiągnięć nie odnotowałam, ale..., ale... przede mną jeszcze dwa tygodnie rehabilitacji, a pewien cel sobie wytyczyłam i postaram się go osiągnąć.

Dziś zaczęliśmy nowe zabiegi - kriokomorę, czyli ... "wchodzenie do lodówki". :-))

Dla niewtajemniczonych: W Bornem jest to 2-minutowy pobyt w specjalnej komorze, w temperaturze minus 120 stopni Celsjusza. Brrr... Lepiej sobie tego w pełni nie uświadamiać. Wtedy stres jest zdecydowanie mniejszy. ;-))

Jestem ciekawa, jak to na mnie podziała. Kiedyś już próbowałam, ale tylko raz - z ciekawości. A teraz to ma być aż 10 wejść. Na razie jest okey.

Współkuracjusze generalnie bardzo sympatyczni. Życie towarzyskie kwitnie. ;-) W sobotę na przykład był grill i "balety" (na wózkach też).

To tyle informacji z "poligonu" w Bornem Sulinowie. ;-)) Pozdrawiam moich "czytaczy".

19:57, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 maja 2010

Pewnie myślicie, że Borne rozleniwiło mnie tak, że aż nie chce mi się notek pisać. A to wszystko dlatego, że ... nie miałam czasu. Tak, tak ... w sanatorium w Bornem nie da się leniuchować.

Począwszy od porannego rozruchu o 7.30, przez całkiem sporo różnych zabiegów i ćwiczeń, z basenem włącznie, przed obiadem, aż do spotkań grupowych lub indywidualnych z terapeutami (psychoterapeuta, socjoterapeuta, muzykoterapeuta, neurologopeda itd.) jeszcze po południu. Nudzić się nie da.

W międzyczasie jeszcze trzeba odpocząć, trochę się położyć czy pospać - chorujący na SM wiedzą o co chodzi - żeby się nie przeforsować.

I tak nam mija dzień za dniem. Pierwszy tydzień był trudny, bo organizm musiał się przystosować do takiego rytmu i "rozruszać" trochę.

Nie wszystko jest stuprocentowo idealnie, bo to chyba wręcz niemożliwe, ale generalnie powiem tak: jestem pod ogromnym wrażeniem tego sanatorium i myślę, że każdy, kto choruje na SM powinien tutaj przynajmniej raz przyjechać. I to niezależnie od stanu, w jakim aktualnie się znajduje.

Są tu ludzie, po których nawet nie widać, że chorują na SM, ale i tacy, którzy są naprawdę niesamodzielni. Tym świetnie pomaga personel. Dyskretnie, niepostrzeżenie, nie robiąc jakiegoś ambarasu. Można powiedzieć - naturalnie. Ale nie gdzieś na uboczu i w tajemnicy, tylko tak ... normalnie. A bardziej samodzielni mają okazję zobaczyć, na czym polega opieka nad niepełnosprawnymi ruchowo - całodobowa, bo tutaj nie ma pokoi "jedynek". Są tylko "dwójki" i "trójki", rozdzielane według wieku pacjentów, a nie ich stanu. "Nadczłowiekiem" nie jestem, więc na początku był to dla mnie oczywiście przede wszystkim stres i strach, ale w tej chwili traktuję to głównie jako naukę, choć trochę trwało, zanim "oswoiłam" temat.

Takich "przedszkolaków" jak ja, którzy przyjechali tutaj po raz pierwszy, jest zaledwie kilkunastu. Większość przyjechała do Bornego po raz kolejny. Rekordzista chyba po raz szósty. To chyba najlepszy dowód, że warto.

Pędzę na gimnastykę.

11:08, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 maja 2010

Hurra, hurra! Bezprzewodowy internet śmiga tutaj, aż miło. :-))

No, jestem od wczoraj w sanatorium w Bornem. Pierwsze wrażenia bardzo dobre. Tu przynajmniej konkretnie wiadomo, z czym się wszyscy zmagają. Mamy SM i próbujemy zrobić wszystko tak, żeby jak najłatwiej było z nim żyć. Myślę, że pobyt tutaj to jedna z lepszych rzeczy, która mogła mi się trafić. Czuję, że to będą owocne cztery tygodnie.

15:49, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 maja 2010

No, udało mi się uporać właściwie ze wszystkim. Wspomogli mnie Adam i moja Mama. I tak jakoś, wspólnymi siłami...

Jutro z samego rana - kierunek Borne Sulinowo!

Biorę laptopa, ale nie wiem, czy uda mi się tam podpiąć do jakiejś sieci. W ostateczności będzie mi służył za maszynę do pisania. ;-)

Pewnie się odezwę na blogu, ale zadanie główne - 4 tygodnie intensywnej rehabilitacji.

Pozdrawiam Was, czytacze moi! :-))

22:35, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
sobota, 01 maja 2010

No, zdążyłam ze wszystkimi sprawami zawodowymi. Dziś rano robiłam ostatnie ruchy. Teraz zostaje mi już tylko przygotowanie do wyjazdu. Do sanatorium w Bornem Sulinowie jadę 3 maja, czyli w poniedziałek. Aha, jeszcze kilka przelewów bankowych muszę wprowadzić, ale to drobiazg.

Dobra passa trwa. Czuję się nadal naprawdę dobrze. To nie tak, że nagle ozdrowiałam. Nadal mam kłopoty z chodzeniem. Dla bezpieczeństwa kupiłam nawet czterokołowy chodzik (taki z ławeczką, że można usiąść i odpocząć), który zamierzam zabrać do Bornego. Chcę tam jak najwięcej chodzić i ćwiczyć, a taki chodzik daje mi zdecydowanie większe poczucie bezpieczeństwa. Już go wypróbowałam - jest okey.

A teraz ... kawusia. :-))

11:56, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »