RSS
niedziela, 19 kwietnia 2015

Długo mnie tutaj nie było. Pukaliście, pisaliście, niepokoiliście się – za co Wam bardzo dziękuję – ale to był naprawdę trudny czas i blogowanie było chyba ostatnią rzeczą, o której myślałam.

Moje sprawy, czyli kolejny pobyt w szpitalu i druga dawka Mitoksantronu to był w tym wszystkim mały pikuś. Podali, trochę odchorowałam, ale do wytrzymania, kontrolne wyniki krwi znośne, więc tym razem bez komplikacji. Kolejne podanie na początku lipca.

Gorzej z rodzicami.

Tydzień przed moim szpitalem mama złapała jakiegoś wirusa w przychodni i bardzo ciężko to przechorowała. Pomógł dopiero drugi antybiotyk. Baliśmy się, że ja też się zainfekuję i Mitoksantron znowu się odroczy. Na szczęście nie poległam.

A kilka dni po moim powrocie ze szpitala zaczęły się naprawdę duże kłopoty zdrowotne taty. Drastycznie nisko spadło mu ciśnienie – miał 75 na 35. Pogotowie przyjechało do razu z lekarzem i na noszach zabrali go do szpitala. Stwierdzono niewydolność nerek i w konsekwencji odwodnienie. Do tego przyplątały się niedomagania serca, a w płucach zgromadził się płyn. W efekcie tata zaliczył dwa szpitale, punkcję opłucnej (ściągnięto mu prawie litr płynu), a po dwóch tygodniach wypisano go do domu jako pacjenta leżącego. Tata jest lewostronnie sparaliżowany po udarze mózgu, który miał 15 lat temu, a teraz dodatkowo prawa strona ciała zrobiła się taka słaba, że nie może się nią posiłkować i jest bardzo niesamodzielny. Od dwóch tygodni tata jest już w domu i ćwiczy z nim rehabilitant. Widać, że tacie wraca siła, więc mamy nadzieję na poprawę, ale póki co łatwo nie jest. Bardzo powoli to idzie, bo i stan zdrowia, i wiek nie sprzyjają – tata ma już prawie 81 lat.

Jesteśmy zmęczeni, wszyscy, a najbardziej mama – sama też nie potęga i nie okaz zdrowia.

Tyle mojego sprawozdania z pola walki. Ciąg dalszy nastąpi – mam nadzieję, że radosny i optymistyczny. Pozdrawiam wszystkich, którzy tutaj zaglądają.

01:55, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »