RSS
wtorek, 31 marca 2009

Mam kuzyna. Przystojnego, wysokiego, postawnego trzydziestopięcioletniego mężczyznę. Chorego na schizofrenię i ubezwłasnowolnionego.

Nie mieszkamy w tym samym mieście. Kontaktujemy się okazjonalnie.

Jego ojciec - alkoholik nie żyje od kilku lat. Paweł mieszka ze swoją mamą - coraz starszą i coraz bardziej schorowaną.

Dziś płakała przez telefon, że z Pawłem znowu gorzej...

Co się z nim stanie, gdyby Jej zabrakło? Przestraszyłam się tych myśli...

00:18, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 marca 2009

W domu szpital.

Tata od ponad tygodnia leczy zapalenie oskrzeli. Poważne. Dobrze, że nie zeszło na płuca. Właściwie sam to sobie zafundował, bo koniecznie "musiał" posiedzieć na marcowym słoneczku. A że wiał wiatr i było zaledwie kilka stopni ciepła, a Tata tylko "z grubsza" ubrany - na efekty nie trzeba było długo czekać.

Kilka dni temu dołączyła do niego Mama. Też "artystka". W bluzce z krótkim rękawem i laczuszkach kilka razy "wyskoczyła" na podwórze. "Tylko na chwilkę" - tak nam tłumaczy. Efekt - kaszel, katar i zawalone zatoki.

Ręce opadają!

Ja też byłam podziębiona, ale już czuję się lepiej i jutro wybieram się do pracy. Też chyba jestem sama sobie winna, bo "tylko na chwilkę" zeszłam po kąpieli do piwnicy. No cooo..., też mi się rozsądek "wyłączył". :-(

Adam dla odmiany jest alergikiem i od kilku dni walczy z pyłkami. :-((

Sumując - wiosna na razie nam nie służy. A tak zaklinaliśmy - Byle do wiosny! :-))

20:04, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009

Nie pojechałam dziś do pracy. Od wczoraj czuję się podziębiona i nie chcę "kusić licha". Mam nadzieję, że uda się to zdusić z zarodku.

Kiedyś bym się tak asekuracyjnie nie zachowywała, ale zdarzyło mi się już kilka razy "przedobrzyć" i do niczego fajnego to nie doprowadziło.

Dla SMowców wszelkie infekcje są potencjalnie bardzo niebezpieczne, bo zwiększają ryzyko rzutu, a przynajmniej pogorszenia stanu.

Układ odpornościowy, immunologia - tylko sygnalizuję tematy, bo nie jestem fachowcem. I dobrze, bo wtedy pewnie dopiero bym się stresowała. :-)

A tak - lekarstewka, luzik, laba i lenistwo, czyli: Dzień sponsoruje literka L. :-)))

16:45, ju-sty-na
Link Komentarze (6) »
wtorek, 24 marca 2009

Ale świrująco-wesołkowaty nastrój mnie naszedł. :-)

A teraz, żeby pokazać, jaką jestem "świetną panią domu", zajmę się domowymi roślinami. Czyli poobcinam "suszki".

Jakoś tak przez kilka dni zapomniałam, że kwiatki trzeba podlewać. Efekty dość żałosne. :-((

Jak nie koty coś namieszają, to ja! Uchhh... :-)

21:44, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Jedno słowo, a tak różnie można do niego podejść.

PAAADAM! - i ciężkie westchnienie, bo już nie mam siły ruszyć ręką ani nogą. Ledwie doczłapałam się do domu, zmęczona niemiłosiernie, a teraz dodatkowo przymulona późnym obiadem.

Ale zanuciłam sobie tak: PADAM PADAM, PADAM PADAM PADAM, PADAM PADAAAAAM... - w rytm piosenki z "Różowej Pantery". Nie pamiętacie? Zajrzyjcie na przykład tutaj.

I od razu zrobiło mi się jakoś weselej i lepiej. :-))

20:39, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009

Przypomniał nam się pewien bardzo dziwny Sylwester. W Górach Stołowych.

W dniu wyjazdu zdawałyśmy z koleżanką egzamin na prawo jazdy. Zdałyśmy, a zresztą takie to były czasy, że mało kto oblewał. :-)

Potem całonocna jazda pociągiem. Kuszetki. Sześć osób - trzy pary. Nad ranem jakaś przesiadka prawie w szczerym polu, bo remont torów. Kudowa - wczesne rano, żadnych autobusów do Karłowa, a tam nasza baza.

Łapanie jakiegoś transportu "na stopa" i szaleńcza jazda zdezelowanym samochodem (chyba dużym fiatem) zaśnieżoną "Drogą Stu Zakrętów".

Wreszcie Karłów! Pokoje na piętrze. Oprócz naszej szóstki, grupa studentów polonistyki z Wrocławia. Twierdzili, że od prof. Miodka. :-) Duża kuchnia, koedukacyjna łazienka.

A na parterze - siano! Bo to była wielka stodoła! :-))

Fajnych kilka dni w bajkowej scenerii: Szczeliniec, Błędne Skały, Skalne Grzyby, Fort Karola...

Szalony Sylwester wspólnie z Wrocławiakami.

Z ciekawostek:

- koleżanka przywiozła w plecaku komplet kieliszków do szampana - szklanych!!!

- zaliczyliśmy całonocne polowanie na mysz - uwieńczone połowicznym sukcesem. Mysz została złapana, ale koledze zrobiło się żal i ... puścił ją wolno. :-))

- Adam i Hania (jedna z koleżanek) poszli na Wielki Szczeliniec oglądać zimowy wschód słońca. Reszta, ja też, wolała w tym czasie smacznie spać. :-)

Powrót też był niezwykły. Okazało się, że tego dnia (chyba to była niedziela) nie kursuje żaden autobus. Musieliśmy jakoś dotrzeć do Kudowy na pociąg. I dotarliśmy - kilkanaście kilometrów pieszo z plecakami. Częściowo już po ciemku.

Jeszcze jedno pamiętne. To był Sylwester 1989/1990. Wyjechaliśmy z domu jeszcze w PRL-u, a wróciliśmy już w RP. :-)

01:05, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
sobota, 21 marca 2009

Spokojny, domowy wieczór, prawie bez TV.

Trochę przy komputerze, trochę muzyczki i sporo rozmawiania z Adamem.

Lubimy ze sobą rozmawiać i mamy o czym. :-)

23:34, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Zwykle jestem dość opanowana, jeśli chodzi o "zaspokojenie potrzeb" :-) kulinarnych.

Ale dziś miałam taką dziką ochotę na ... dobrą pizzę, że kiedy ją postawili przede mną, to rzuciłam się na nią jak ... narkoman na głodzie. I jeszcze cała miska sałat z sosem vinegret... Mmm... Rewelacja!

Niezbyt to "wyszukane" dania, ale właśnie TEGO potrzebowałam.

Aaa..., bo mieliśmy dziś okazję do "pozadomowego" obiadku. Równo 8 lat temu postawiliśmy pierwsze poważne urządzenie w naszej firmie. Był więc powód, by choć trochę poświętować. :-)

19:40, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

..., że tylko taki "poetycko-zadumany" jest mój muzyczny gust.

też lubię. Nawet bardzo.

Gorąca kobitka! :-)

00:19, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009
 
1 , 2 , 3 , 4