RSS
czwartek, 30 grudnia 2010

Jak spędzę? Domowo. Znajomi mieli przyjść, ale przemówili się na Nowy Rok, bo też chcą w domu pobyć. Poza tym mają bardzo wrażliwego psa - ciężko odchorowuje, jak większość psów, sylwestrowe wystrzały - i nie chcą go bez dozoru zostawiać. Naszym kocicom strzały i fajerwerki nawet nie zakłócają snu. Są tym zaciekawione, a nie przestraszone. Tak samo jak burzą z piorunami. Śmiejemy się nawet, że chyba jedyne, czego się boją, to odkurzacz. :-))

Podsumowań roku nie robię - przynajmniej "publicznych", bo w duchu jakieś tam przemyślenia mam. Planów na Nowy Rok też ogłaszać nie będę, choć co nieco mi po głowie chodzi. W ogóle bardziej skryta i tajemnicza ostatnio się robię. Może nie chcę zapeszać? Albo strzępić języka (właściwie klawiatury ;-)) ) po próżnicy?

Tym, którzy będą balować – Szampańskiej zabawy!

Wszystkim – Udanego Nowego Roku!

 

23:19, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Chciałam napisać więcej o sanatorium, ale jakoś tak… zeszło. To tylko króciutko:

Sanatorium nazywało się "Polex-Ruch" i było bardzo sympatyczne. Obsługa miła, jedzenie smaczne, cała baza zabiegowa na miejscu. Byłam z koleżanką, więc nudno nie było. ;-)) Jedyny mankament (dla mnie) - ilość śniegu na ulicach i chodnikach. Cóż, moją mobilność to mocno ograniczało. :-(( Kiedyś, gdy jeszcze nie miałam kłopotów z chodzeniem, nawet bym tego nie zauważyła. Ot, podziwiałabym piękną, białą zimę.

22:51, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 grudnia 2010

"Święta się spędziły, stwory wykarmiłam..." - to fragment legendarnego listu pewnej ciotki z rodziny Adama. Do dziś jest cytowany i wciąż rozśmiesza. Ale przyznacie, że podsumowanie przednie. ;-)))

Przez to, że z Ciechocinka wróciłam dzień przed Wigilią, na wiele spraw nie miałam czasu. Jeszcze nie do końca się rozpakowałam, dopiero dziś zrobiłam świąteczny manicure, gdzieniegdzie trochę kurzu zalega albo ciuchów nie zgarniętych. I co? I nic! Zupełnie nam to nie przeszkodziło sympatycznie spędzić świąt. Najważniejsze, że nastroje były dobre.

Oczywiście, gdyby nie moja Mama, karpie, zamiast na stole, byłyby jeszcze w stawie. Ale to już zupełnie inna historia. ;-))

15:44, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 grudnia 2010

Melduję się. Już jestem w domu. Wyjazd udany. Więcej napiszę, jak znajdę trochę czasu, bo na razie priorytet jest jeden: ŚWIĘTA!!! Wszystkim zaglądającym na mój blog składam gorące i szczere życzenia:

Życzę Wam dużo zdrowia i pogody ducha.


23:56, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 grudnia 2010

Jadę jutro, dopiero na święta wracam. Raczej nie będę stamtąd pisać. "Sprzętu" nie biorę, poza tym tam nie ma bezprzewodowego internetu, a nie chce mi się kombinować z komórką. Czyli - znowu robię sobie wolne. ;-)) Tym razem to nie jest żadne specjalistyczne sanatorium, ot zwyczajne, w Ciechocinku. Z koleżanką jadę, więc nudzić się raczej nie będę. :-)

22:48, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 grudnia 2010

Jakie piękne słońce za oknem! I jak fantastycznie przez szyby grzeje! I jak ładnie od śniegu się odbija!

Nasze kocice dają się na to "nabrać". ;-))) Wymiaukują sobie wyjście z domu i pędzą do tego słońca jak ćmy do światła. Mija kilka minut i rozlega się żałosne, ponaglające «miau, miau… wpuśćcie nas!». Wpadają do domu jak rakiety, z zimnymi uszami, łapami i nastroszonymi futrami. Tarabanią się na jakieś kocyki, poduchy albo na parapet tuż nad kaloryferem. Zmęczone survivalem zasypiają. :-)

14:14, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
piątek, 03 grudnia 2010

Właściwie nie chciałam w szczegółach pisać, ale KARRA zasugerowała mi to w komentarzu i pomyślałam, że może faktycznie warto, że może pomóc "przerabiającym" właśnie ten temat. Napiszę, jak to przebiegało w moim przypadku. Dla niezorientowanych - wózek ma mi ułatwić funkcjonowanie - używam go głównie na dalsze spacery i zakupy i nie zamierzam na nim usiąść "na stałe". Przeciwnie - wciąż staram się uwolnić od "podpórek": laski, kuli, chodzika.

Oj, to będzie długi wpis!

Poprosiłam neurologa o wypisanie zlecenia na wózek inwalidzki (ręczny). Na tym druczku lekarz podaje m.in. kod przedmiotu ortopedycznego, o który się wnioskuje. I tu pierwszy "kruczek": standardowo na wózek (kod 9194.01) przysługuje refundacja z NFZ w kwocie 800 złotych raz na 5 lat. I tyle! Tymczasem, jeżeli jest się osobą czynną zawodowo (wystarczy być w wieku produkcyjnym), można wnioskować o tzw. wózek lekki/aktywny. Refundacja wynosi wówczas 1500 złotych raz na 5 lat. Lekarz musi wpisać kod 9194.02. Znajoma mi podpowiedziała i NFZ bez problemów  to uznał.

Zlecenie od lekarza składa się w regionalnym oddziale NFZ, żeby je potwierdzili. Kiedyś robili to od ręki, ale teraz to trwa nawet 3-4 miesiące, bo standardowo - pieniędzy nie mają. ;-))  Ale od razu nadają numer sprawie i po jakimś czasie warto do NFZ napisać, żeby ich "pogonić", zwykle pomaga. Ja pisałam po dwóch miesiącach i potem już poszło błyskawicznie. Tu kolejny "kruczek": przed wysłaniem takiego pisma warto już mieć wybrany, a nawet zamówiony wózek, bo jeśli chcemy taki "na miarę" to też trwa, a NFZ określa do kiedy zlecenie jest ważne (u mnie to było 4 tygodnie od daty potwierdzenia). Oczywiście, można iść do sklepu i kupić wózek "z półki", ale myślę, że warto trochę się "pobawić" w dopasowanie go do swoich potrzeb i wymagań, bo NFZ dopiero za kolejne 5 lat "dorzuci" się do ewentualnego następnego.

Dużo informacji na temat wózków można znaleźć w internecie. Producenci mają zwykle swoje strony i oczywiście ICH wózki są NAJLEPSZE. ;-))) Ale fakt, że sporo informacji technicznych czy pdfy instrukcji można tam znaleźć. Trochę jest też na różnych forach dyskusyjnych, ludzie sobie doradzają. Gdy już mniej więcej wiedziałam czego potrzebuję, zadzwoniłam do firmy, na której wózek się zdecydowałam, żeby ich przedstawiciel/sprzedawca mnie "dopieścił". ;-)) Przyjechał do mnie do domu z wózkami, które chciałam obejrzeć, zdecydowałam się na konkretny model, wspólnie ustaliliśmy wyposażenie, facet mnie zmierzył, żeby dopasować parametry… i już. To spotkanie było bardzo pomocne, bo np. odwiodło mnie od pomysłu kupienia wózka aktywnego. Okazało się, że to nie jest to, czego potrzebuję, że wystarczy mi tzw. wózek lekki - sporo tańszy, a dla mnie poręczniejszy. Po około miesiącu od złożenia zamówienia wózek był gotowy. Sprzedawca sam go przywiózł, zadbał o wszystkie papierki, formalności i podpowiedział, że pozostałą wartość zakupu (do 150% wartości refundacji z NFZ) może mi zrefundować MOPS. Papiery złożyłam do nich w październiku. Odpowiedzieli pozytywnie, ale datę zwrotu określili na koniec pierwszego kwartału 2011, bo oczywiście nie mają pieniędzy. ;-))

A teraz o wózku:

Ważne, żeby miał odpowiednich rozmiarów siedzisko, dopasowane do naszego wzrostu i tuszy. Za duże jest niewygodne. Znaczenie ma też wysokość oparcia - przy niższym łatwiej o wózkową "samoobsługę", więc jeśli stan zdrowia pozwala - wybierzmy takie. Jeśli ma nas często pchać ktoś bardzo wysoki - można wybrać wyciągane rączki. Poduszka na siedzenie - polecam, bo to wygoda - ale ona ma swoją grubość/wysokość i trzeba to wziąć pod uwagę przy pomiarach. Ściągane koła na tzw. szybkozłączkach - wystarczy nacisnąć w odpowiednim miejscu i pociągnąć - to bardzo przydatne przy przewożeniu wózka w samochodzie, ale takie rozkładanie i składanie jest dosyć "upierdliwe". Kilka razy bawiliśmy się w to, ale teraz stosujemy inną metodę - "sklapujemy" wózek (nie jest na tzw. sztywnej ramie) i demontujemy tylną półkę w samochodzie. Na stojąco, w bagażniku spokojnie się mieści (w Citroenie C3). Żeby nie uszkodzić tylnej szyby dodatkowo kładziemy jedną część tylnego siedzenia. Wąs przeciwwywrotny - mam, zabezpiecza przed wywrotką do tyłu. Co jeszcze? Stojak do przewożenia laski czy kuli - bardzo przydatne, jeśli wymiennie jeździmy albo chodzimy. To chyba tyle. Jeśli o czymś nie napisałam - pytajcie.

22:42, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 grudnia 2010

Zaćma - to niby tylko zabieg, a nie operacja. Ale mój Tata jest "pacjentem podwyższonego ryzyka" - 11 lat po udarze mózgu, częściowo sparaliżowanym, na co dzień przyjmującym "tony" rozmaitych leków… Do tego bardzo niecierpliwym. Nerwy więc były duże. Ale wszystko się udało. Tata jest już w domu, w szpitalu spędził zaledwie dwie doby. Do domu "wyrywał" tak, że nawet nie pozwolił zdjąć sobie piżamy, tylko kazał się na to ubrać. Pierwsze, co zrobił po powrocie, to położył się we WŁASNYM łóżku i zasnął "snem sprawiedliwego". :-))

20:05, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
środa, 01 grudnia 2010

Chcecie się pośmiać? Zajrzyjcie tutaj. :-)))

23:12, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Posłuchajcie reportażu o Wojtku Urbanie - warto.

10:16, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »