RSS
czwartek, 31 grudnia 2009

Dostałam od koleżanki fajne życzenia. "Kradnę" je i przesyłam Wam wszystkim:

 

•´,•*´¨)¸.•*¨)¸.•*´¨)

 

(¸.•´ (¸.•` * ¸.•´¸.•*´¨)

 

(¸.•´ (¸.•` ¸.•´ ¸.•´¸.•*´¨)

 

......\~~~~~/......\~~~~~/


.......\~~~~/.......\~~~~/


........\~~~/.........\~~~/


.........\~~/...........\~~/


..........\~/.............\~/


...........||...............||


...........||...............||


...........||...............||


......./****\........../ ****\.




Przepis na udany rok:


Wziąć dwanaście miesięcy,


obmyć je do czysta


z goryczy, chciwości, złości i lęku.


Podzielić każdy miesiąc na 30 albo 31 części tak,


żeby zapasu starczyło akuratnie na cały rok.


Każdy dzionek przyrządza się oddzielnie:


biorąc po jednej części pracy


i dwie części wesołości i humoru.


Dodać należy do tego trzy kopiaste łyżki optymizmu,


łyżeczkę tolerancji,


ziarno ironii i szczyptę taktu.


Następnie masę tę polewa się obficie miłością.


Gotowe danie ozdobić bukiecikami


drobnych uprzejmości.


Podawać je codziennie z pogodą ducha.



Smacznego życzy Justyna


12:02, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
środa, 30 grudnia 2009

Pamiętacie, jak w kwietniu 2009 (zaledwie dziewięć miesięcy temu!) śmiano się z Susan, gdy mówiła, że chciałaby być popularna jak Elaine Paige?

22:07, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Kto to widział i słyszał, żeby o takiej porze reklamacje załatwiać!? ;-)

Właśnie wysłałam maila, bo jeden z zamówionych przeze mnie internetowo prezentów nie dotarł. Sklep raczej solidny. Podejrzewam naszą kochaną pocztę, że Święta ich zaskoczyły. ;-)

Na czym to polega, że w nocy lepiej mi się pracuje? Wielu ludzi tak ma. A rano zero przytomności. ;-(

01:38, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 grudnia 2009

Myć głowę czy pracować? Oto jest pytanie... ;-)))

Świetne dylematy o tej porze, co?

Ale ja właśnie wstałam, bo mnie po południu "ścięło". Wyspałam się, sił nabrałam i czuję, że dziś czeka mnie dłuuugi "dzień" pracy. ;-)))

Naprawdę mam sporo roboty, więc tylko Was pozdrawiam i znikam. Bye... :-)))

21:50, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 grudnia 2009

... Jak to czym? Świętowaniem! ;-))

Ale laba! I czas, żeby pogadać, pośmiać się, pozwierzać, omówić różne sprawy. Telewizora prawie się nie włącza, jeszcze internet przydałoby się odciąć (już słyszę ten krzyk ;-)))).

Przyjechała moja Siostra z rodziną, czyli cztery dodatkowe dorosłe osoby. Więc do stołu siada nas ósemka, w porywach dziewiątka (z moją Teściową). Niezła ekipa!

Niektóre posiłki są wspólne i celebrowane, niektóre samoobsługowe i w dowolnych kombinacjach - jedni wolą np. sałatkę, a inni w tym samym czasie tort. :-)) Spora dowolność.

Chętnych do pomocy w kuchni nie brakuje. Chyba też dlatego, że to właściwie jedno wielkie pomieszczenie z pokojem dziennym. Nikt nie czuje się więc odcięty i poszkodowany, jak coś trzeba w kuchni zrobić.

Nigdy nie byłam zwolenniczką otwartych kuchni, ale przy okazji takich dużych rodzinnych spotkań to się świetnie sprawdza. Gorzej na co dzień, zwłaszcza przy gotowaniu "kontrowersyjnych" zapachowo potraw. Niby dobra wentylacja, ale jednak...

Dobrze tak przystanąć na chwilę. I wsłuchać w innych. I pobyć razem. I żyć dalej z nadzieją, że za rok Tata powie: "Kochani, przeżyliśmy kolejny rok i znowu spotykamy się przy wigilijnym stole. Mamy się z czego cieszyć..."

17:02, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 grudnia 2009

Pocztówki, smsy, telefony, maile, za pośrednictwem naszej-klasy i innych portali, przez Skype, osobiście... Coraz więcej jest sposobów przekazywania życzeń. I korzystajmy z tego! Dziękuję Wszystkim, którzy pamiętali o mnie i w różny sposób złożyli mi bożonarodzeniowe życzenia.

 

Wszystkim moim blogowym i internetowym znajomym życzę pięknych i udanych Świąt.

Osobne życzenia - imieninowe - dla wszystkich Adamów i Ew. :-))

00:07, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
środa, 23 grudnia 2009

Niedawno o wtopie prawdopodobnej pisałam.

Spieszę donieść, że temat rozwinął się w zupełnie niespodziewanym kierunku.

Otóż autor podziękował szczerze za troskę, docenił rzetelność, spostrzegawczość i przyznał wydawnictwu całkowitą rację.

W efekcie robię nie tylko "kosmetyczną" korektę, ale pełne opracowanie redakcyjne plus korektę, a książka pójdzie jeszcze raz do składu. :-)) Bardzo lubię, jak zlecenie "pączkuje", bo za tym idzie "pączkowanie" moich dochodów. ;-))

W obliczu takiego obrotu sprawy, moje zaniechania poszły w niepamięć. Opieprz mnie ominął. :-)

00:42, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 grudnia 2009

Trudno mi przychodzi bycie racjonalną, pogodną i zrównoważoną. "Okoliczności przyrody" też mi nie pomagają.

W tym roku nie planuję Sylwestra - ani u nas, ani jakiegoś wyjścia do znajomych. Nie mam nastroju.

Ze Świętami też zresztą nietęgo. Wolałabym, żeby już było po. Najchętniej poszłabym spać i obudziła się po tych wszystkich "zadymach". Jakoś mi "nie zależy".

Ale jak znam siebie - zmobilizuję się, sprężę, ogarnę i z uśmiechem na ustach ruszę pokonywać swoją apatię, zmęczenie i słabość.

I niektórzy nawet nie zauważą, jaki to dla mnie wysiłek.

Z utęsknieniem wypatruję lepszych dni, lepszych myśli, lepszych wizji. Wierzę, że przyjdą. Tylko nieraz jest tak trudno.

21:42, ju-sty-na
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 grudnia 2009

Trochę mam "kaca". Chyba coś zawaliłam. :-(

Dostałam do korekty książkę. Dużą, prawie 500 stron. Maszynopis miałam już od kilku dni, ale zabrałam się do tego dopiero wczoraj, bo przecież ... zdąąążę...

Problem w tym, że ta książka jest już właściwie przygotowana do druku, czyli "złamana". Więc korekta miała być "kosmetyczna", bez burzenia składu. Jakiś czas temu widziałam już fragment książki i wówczas oceniłam, że nie jest źle. Ale jak wczoraj zaczęłam czytać dokładnie, poprawki zaczęły mi się mnożyć. Nie tylko korektorskie, redakcyjne też. Yyyyy...

I teraz pluję sobie w brodę, bo już przy pierwszym kontakcie z tekstem powinnam to sprawdzić dokładniej niż to zrobiłam i wychwycić błędy. A teraz też nie powinnam się za to zabierać tak późno i już kilka dni temu należało zgłosić wydawnictwu, że jest problem.

Ciekawe, jak temat się rozwinie? Będą "zjebki" czy nie będą? Naczelny już wie o sprawie.

00:48, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 grudnia 2009

Blogosfera - modne słowo. Im dłużej prowadzimy własny blog, tym bardziej stajemy się jej częścią. Czyli czego? To nie tylko "świat wirtualny". To chyba już ... "życie równoległe".

Piszemy, czytamy, komentujemy. Dzielimy radości i smutki z ludźmi często zupełnie nieznanymi. Bywa, że wiemy o nich i ich sprawach więcej niż o własnej rodzinie. Co porabiają, dokąd jadą, co ich obecnie absorbuje, jakie mają plany.

Uświadomiłam sobie, że bliskiej kuzynki nie widziałam ze trzy lata i zupełnie nie wiem, co się u niej dzieje, a wiem na przykład, że Żaba jechała z mężem i córkami na Święta do Polski, albo, że u Iksińskiej pogoda strasznie dawała się we znaki podczas kampanii buraczanej.

O znajomych z "równoległego świata" dowiadujemy się nieraz spraw bardzo smutnych. I przeżywamy je tak, jakby dotyczyły nas osobiście. Śmierć czyjejś Mamy, choroba i śmierć czyjegoś Męża, czyjaś próba samobójcza czy samobójstwo, zaginięcie i śmierć czyjegoś kota, choroba, utrata pracy, zamieszanie w jakiś "przekręt"...

Współczujemy, pocieszamy, staramy się podnieść na duchu i okazuje się, że te "wirtualne przytulenia" są dla przeżywających swoją tragedię bardzo ważne.

Internetowi powierzamy coraz więcej naszych spraw i naszych tajemnic. Takich, o których często nie potrafimy rozmawiać twarzą w twarz nawet z najbliższymi.

Jakiejś mądrej pointy nie będzie. Po prostu, kilka smutnych wydarzeń u moich internetowych znajomych, skłoniło mnie do takiej refleksji.

00:47, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3