RSS
sobota, 29 grudnia 2007

Chyba tak, bo kto normalny zaprosiłby gości na SYLWESTRA-PARAPETÓWĘ do domu, w którym łazienka i kuchnia będą dopiero robione (nasze, bo u rodziców już są), duża część dobytku mieszka jeszcze w kartonach, przez dwa tygodnie goszczą cztery dodatkowe dorosłe osoby, a koty dopiero od wczoraj uczą się korzystać z "kocich drzwi" zamontowanych w drzwiach od łazienki (tam stoi ich kuweta). No i jeszcze jeden "drobiazg" - gospodyni imprezy choruje na SM!

A tymczasem...

My dajemy lokal, stół, zastawę, produkty podstawowe - chleb, masło, herbatę, kawę itd. Inni przynoszą swoje "dania flagowe" - bigos, pasztet, ciasto, mniej lub bardziej wymyślne sałatki, sery itp. Do tego panowie organizują alkohol - nikt z naszych znajomych dużo nie pije. Moja mama zadeklarowała, że dania na ciepło podamy po północy na parterze, bo tam można je podgrzać.

Z głodu więc nie umrzemy. Moim zdaniem na imprezach najważniejszy jest dobry nastrój, a jedzonko jest tylko dodatkiem. Chodzi przecież głównie o to, żeby spotkać się w sympatycznym gronie. A że w samym środku zadymy remontowo - przeprowadzkowej? - Nie szkodzi, przynajmniej będziemy tę imprezę lepiej pamiętać!

A SM? - Akurat to grono znajomych wie o chorobie i na pewno nie dadzą mi zginąć - po prostu pomogą.

12:07, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 grudnia 2007

Moja siostra Kasia, jej mąż Boguś i dzieci - Magda i Michał od osiemnastu lat mieszkają w Niemczech. A teraz przyjechali na całe dwa tygodnie, żeby pomóc dziadkom rozpakować się i zagospodarować w nowym domu. Bardzo dobrze im to idzie. Boguś i Michał to "złote rączki", a i dziewczynom prace domowe nie straszne. Mają wprawę, bo sami przeprowadzali się kilka razy. A poza tym - oni to po prostu lubią! W przeciwieństwie do Adama, o którym zwykło się mówić w rodzinie, że "jeżeli coś nie jest komputerem - to jest zbyt skomplikowane". Ot, taki paradoks!

Kują, wiercą, wieszają obrazy, półki i firany, zagospodarowują szafy, a my... mamy dwa tygodnie luzu od tych spraw i po pół roku wreszcie możemy zająć się czymś innym niź dom. Jest super!

11:03, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 grudnia 2007

Były wspaniałe. Pierwsze w naszym nowym domu. Do wigilijnej wieczerzy usiedliśmy w dziewięć osób: rodzice, siostra z mężem i dwójką dorosłych już dzieci, teściowa, mój mąż i ja. Było wzruszająco, leniwie i miło. Czas płynął jakby wolniej. Mogliśmy nagadać się za wszystkie czasy. W pierwsze święto byliśmy na weselu kuzynki. Szliśmy tam, bo wypadało, ale wesele, głównie dzięki fajnym ludziom, okazało się bardzo udane. Nawet Tata dotrwał do oczepin.

Właśnie uświadomiłam sobie, że przez święta właściwie prawie nic nie oglądaliśmy w telewizji! Czyżby to było tajemnicą sukcesu?

Zdrowotnie też nie najgorzej. Już ponad miesiąc biorę zastrzyki Copaxone. Zainteresowani wiedzą, że to octan glatirameru, wokół finansowania którego rozpętała się ostatnio burza. Ja miałam szczęscie, bo rozpoczęłam kurację w tym roku, ale co z innymi? A i tak przeżyłam parę dni horroru, zanim zyskałam pewność, że rozpoczęte już kuracje będą kontynuowane. To przerażające, jak łatwo można jedną decyzją administracyjną odebrać człowiekowi nadzieję!
Jak się czuję po Copaxone? Na pewno mniej sztywna i obolała. Mam też więcej siły i energii. Każdy, kto zna temat SM wie, że to bardzo dużo. Wczoraj byłam z mężem na spacerze. Bez laski, tylko pod ramię z nim. Dałam radę przejść około kilometra i jeszcze mogłam jako tako ustać na nogach. Przed zastrzykami były już takie dni, że miałam kłopoty z pokonaniem kilkudziesięciu metrów. Pani Minister! - Proszę o tym pomyśleć na spacerze!

14:45, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 grudnia 2007
... z utęsknieniem na internet w domu. Przez te przeprowadzkowe zadymy nie dopilnowaliśmy tematu i sprawa będzie załatwiona dopiero w styczniu. Na szczęście w pracy "hulaj dusza". Tylko, że przed pracownikami muszę się kryć, bo to demoralizujące. No i zdecydowanie spadła moja pracowitość.
15:45, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
Weszłam wczoraj do domu i poczułam ... zapach fajki. Dla naszej rodziny to sygnał jednoznaczny - Tata ma dobry humor! Szok poprzeprowadzkowy ustępuje. Rodzice się powoli rozpakowują i co najważniejsze - wreszcie dociera do nich, że nie wszystko naraz jest niezbędne, że z zapakowanymi jeszcze rzeczami też można żyć. Zaczyna ich cieszyć urządzanie, meblowanie i przestawianie. No i jeszcze jedno - nasze kotki już śmiało schodzą na parter i bezczelnie się łaszą. Są przy tym takie urocze, że nie można się nie uśmiechnąć.
15:24, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2007

Wczoraj był "dzień zero". Po 38 latach rodzice wyprowadzili się ze swojego mieszkania. Przeżycie i wzruszenie wielkie. Były też łzy (obojga!). Bardzo mi ich żal, ale muszę się trzymać i "grać twardziela".

Spali już w naszym wspólnym domu, a teraz "przystosowują otoczenie". Chcieliby, żeby wszystko od razu miało swoje miejsce i trudno im przetłumaczyć, że to musi trochę potrwać. Ja już do tego przywykłam, ale oni nie mogą pojąć, że przedmioty potrafią zmienić swoje miejsce nawet kilka razy.

Rodzice chcieliby, żeby ich znany, poukładany świat trwał, a tu same nowości i ogólna rewolucja. Pocieszam się tym, że w sumie będzie im lepiej, bo metraż dwa razy większy, parter bez barier, ogród na wyciągnięcie ręki, no i my pod bokiem. 

12:30, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 grudnia 2007

Jest piątkowy wieczór, a ja jeszcze siedzę w pracy. Od rana. Bez obiadu (tylko 2 drożdżówki!). Rozsądne to nie jest i wiem o tym. Ale:

1. Listopad - grudzień  to najgorętszy okres w naszej branży (poligrafia).

2. Równocześnie organizujemy przeprowadzkę rodziców, a to też pochłania czas.

3. Muszę jakoś wspomóc Adama, bo spraw ma tyle, że powinien się sklonować jeszcze przynajmniej w dwóch egzemplarzach.

A ja według lekarzy mam prowadzić oszczędzający, bezstresowy, ustabilizowany tryb życia!

Nie, nie Panowie i Panie! Ja się do tego nie nadaję! A z SM-em to już w ogóle mi nie po drodze!

Mój żywioł to praca, tak zwana akcyjność, załatwianie czegoś "na wczoraj". Wtedy wiem, że żyję. Nie umiem i nie chcę być "zawodowym chorym" i każdego dnia to sobie powtarzam, jak mantrę. Dopóki SM nie położy mnie na obie łopatki, dopóty chcę żyć "na maksa"!

Ja nie walczę z chorobą, tylko staram się z nią żyć, więc i SM niech ze mną nie walczy, tylko pozwoli mi żyć tak jak chcę!

19:26, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
środa, 05 grudnia 2007

Czyli mój mąż. Znamy się już 24 lata, a małżeństwem jesteśmy od 17. Dziwna to była początkowo znajomość. Trochę chodziliśmy ze sobą, potem zrywaliśmy i każde szło w swoją stronę. Mieliśmy nowe sympatie, nie spotykaliśmy się, a po jakimś czasie znów do siebie wracaliśmy. I tak kilka razy. Wreszcie nasi znajomi orzekli, że mamy tylko dwa wyjścia - albo się pozabijamy, albo pobierzemy! No i...pobraliśmy się! Jeden z naszych ślubnych świadków, gdy dowiedział się, że znamy się od 7 lat, powiedział wręcz, że po tylu latach to już kazirodztwo!

Lew i Wodnik - to nasze znaki zodiaku, podobno kompletnie do siebie nie pasujące. Astrologię traktuję z przymrużeniem oka. Gwiazdy sobie, a ludzie sobie. Różnie między nami bywało - i dobrze, i źle. Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość, ale wiem jedno - w związku z drugą osobą nie można patrzeć tylko na siebie. Trzeba też patrzeć w tę samą stronę. To banał, ale nam wiele razy to pomogło.

16:59, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
Bardzo dawno tutaj nie pisałam. Esemku! - dziękuję za zmotywowanie do dalszych wpisów. Oj, dzieje się w moim źyciu! Bardzo dużo, ale generalnie dobrze. Po pierwsze - w "Akcji DOM" doszliśmy do etapu pakowania i przeprowadzki moich rodziców. Bardzo to trudne i stresujące, bo przecież "starych drzew się nie przesadza". Na szczęście to zmiana na lepsze i do "oswojonego" już trochę otoczenia, bo ja i mąż mieszkamy w nowym  (=wciąż remontowanym) domku już od sierpnia.
Po drugie - zakwalifikowałam się na dwuletnią kurację octanem glatirameru (COPAXONE).
Na razie za mną 12 zastrzyków z około 730. Kłuć muszę się codziennie i przyjemne to nie jest. Ale czegóż człowiek nie zrobi, jeśli jest choć cień szansy na poprawę, czy choćby spowolnienie choroby!
14:47, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »