RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009

Dużo spraw. Jak tak dalej pójdzie to ... Święta przeoczę. ;-)

Nieee... To mi raczej nie grozi, bo nasza "niemiecka" rodzinka przyjeżdża, czyli Kasia, Bogdan, Michał i Magda. Coś mi się mocno wydaje że ostatni raz w pełnym składzie. Przecież Michał i Magda są już dorosłymi ludźmi, studiują, mają swoje sprawy. Ale jeszcze przyjeżdżają w komplecie. Fajnie, chociaż krótko będą - od Wigilii do poniedziałku po Świętach.

Aha, chyba o tym nie pisałam - Michał po ponad siedmiu latach znajomości rozstał się ze swoją niemiecką dziewczyną Helen. Szok! Moja siostra aż płakała, bo już przyzwyczaiła się do myśli, że to będzie Jej synowa. Ja z kolei mówię, że lepiej teraz, niż tuż po ślubie.

O tym, że Magda zaczęła studia chyba pisałam. A może nie? W każdym razie też niezły numer "starszym" wywinęła. Kilka lat temu przeprowadzili się do Getyngi - uniwersyteckiego miasta, żeby dzieci mogły w miarę wygodnie studiować. Michał faktycznie poszedł na studia w Getyndze, a Magda? Pracowała kilka lat i w tym roku zdecydowała się iść na studia - ale prawie 300 kilometrów od domu!!!

I kieruj się tu człowieku dobrem dzieci!!!

Na ploty mi się zebrało, a chciałam o czymś zupełnie innym... Ale to już chyba przy innej okazji, bo ... łóżko wzywa. ;-)

Dobranoc!

01:17, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2009

Spotkaliśmy się dziś ze znajomym, który jakiś czas temu popadł w duże biznesowe kłopoty. Sytuacja bardzo trudna, sprawy komornicze itd. On - cień dawnego siebie, zagubiony, niepewny, psychicznie zdołowany. Bez jakichkolwiek konkretnych pomysłów na poprawę sytuacji.

Mniejsza o przyczyny tej sytuacji, bo nie o tym chcę pisać.

Znamy się już sporo lat. Był czas, że jego firma świetnie prosperowała. To on - jednoosobowo - zawsze o wszystkim decydował. Tak samo, jak u siebie w domu, chociaż ma żonę i dwie już dorosłe, studiujące córki.

Ważne decyzje podejmował zawsze sam, wszystko spoczywało na jego głowie, nie miał z kim porozmawiać, uzgodnić, podzielić się obawami czy wątpliwościami.

Od dawna obserwowaliśmy kompletny brak zainteresowania lub zaangażowania żony i córek w sprawy firmy. Firmy, dzięki której cała rodzina dobrze żyła.

Wygodnictwo i egoizm - tak ja oceniam postawę jego najbliższych, bo że coś zaczyna się żle dziać, było widać już kilka lat temu. Inna sprawa, że on to skrzętnie przed rodziną krył, trzymał swoje kobiety "pod kloszem" i w błogiej nieświadomości.

Jego rodzina chyba nadal nie jest w pełni świadoma sytuacji, bo on dalej "gra" tatę i męża, który zawsze i wszystko "załatwi". Córki nadal spokojnie studiują na dziennych studiach w obcym mieście, żona nadal nie pracuje...

Życzę temu znajomemu jak najlepiej. Życzę, żeby udało mu się "odrodzić" - jak dziś mówił. Ale myślę, że to nierealne, jeśli wreszcie nie będzie szczery wobec najbliższych, brutalnie szczery.

W rodzinie trzeba rozmawiać, bo to jest ... gra zespołowa. Dobrze jest, gdy możemy i chcemy pokonywać problemy wspólnie.

"Klosz" to nie jest moim zdaniem dobre rozwiązanie, bo zaskoczenie i upadek są chyba wtedy jeszcze boleśniejsze.

21:53, ju-sty-na
Link Komentarze (8) »

Byłam mimowolną słuchaczką rozmowy trzech młodych kobiet: 24, 26 i 28-letniej.

Rozmawiały, a jakże, o facetach. ;-))

Ta najmłodsza opowiadała o swoim "najnowszym".

- A ile ma lat? - spytała któraś z koleżanek.

- No dużo, stary jest. Ma ... 32 lata - odpowiedziała jakby lekko zawstydzona.

- No co ty! O czym ty z nim będziesz gadać? - stwierdziła jedna.

- Przecież on jest za stary! Nie będziecie mieli wspólnych tematów - dodała druga.

A ja zaczęłam się śmiać, bo z perspektywy moich 43 lat, ta rozmowa była bardzo zabawna. ;-)))

00:20, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 listopada 2009

Nie mam ostatnio serca do pisania tutaj. A może nie mam czasu? A może pomysłów? Pewnie wszystkiego po trochu.

Jutro znów piątek i kolejny tydzień za nami. Jakoś coraz szybciej te tygodnie mijają. I wciąż mam poczucie spraw nie załatwionych, zaniedbanych, wiszących nade mną...

Łatwiej byłoby jak w szkole - mija rok szkolny, coś się kończy, porządkujemy papiery, szpargały i ... zamykamy rozdział. Potem wakacje i idziemy do następnej klasy.

W życiu tak nie jest - sprawy się zazębiają, wynikają z siebie nawzajem. Wydarzenie czy decyzja determinują następne. Od życia nie można wziąć wakacji.

Człowiek buduje życie i z tego, co sam zdobył, i z tego, co przyniósł mu los.

Budulec jest więc tylko częściowo wybrany. Duża część trafia do nas "z przydziału".

Różnie sobie z tym budulcem radzimy.

Jedni stworzą wspaniałą budowlę, ale wciąż nie będą zadowoleni z efektów i będą narzekać.

Inni pobudują maleńką, lichą chatynkę, a będą szczęśliwi i dumni.

Chyba na tym polega sztuka życia.

Wracam na budowę. ;-))

23:42, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 21 listopada 2009

...wpadłam na mój blog.

Komputer stoi w pokoju z oknami na południe i zachód, więc teraz pełno słońca. :-) Fajnie!

Jedyny mankament - każdy pyłek widać. ;-(

Wczoraj jacyś goście, przedwczoraj - do póżna "biznesowa nasiadówa". Konkretna "burza mózgów". A wszystko po to, by póki się da, nie być tylko "na rencie", ale robić coś więcej. Mieć konkretne obowiązki, zadania, czymś się absorbować, zainteresować, mieć o czym myśleć i rozmawiać. Żeby nie "zgnuśnieć".

Nie tak, jak kiedyś - na full, bo nie dam rady i racjonalnie muszę to przyznać, ale w miarę swoich możliwości, a najlepiej jeszcze trochę ponad, bo to daje dobrą adrenalinkę. I satysfakcję też. :-))

14:44, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009

Na zapas się cieszyłam, że już się z tą robotą uporałam. :-( Miał być luzacki weekend, a był ciąg dalszy wyrypy. "Dopieszczanie autorów" to cięęężkie zadanie. ;-(( Ślimaczyło się to aż do wczoraj. I od razu wskoczyły nowe prace, więc perspektywa leniwego życia znowu mi się odsunęła.

Od kilku dni mamy w ciągu dnia piękną, słoneczną jesień, a wieczorami mgłę jak mleko. Znajoma, która chodzi na doszkalające lekcje jazdy samochodem, opowiadała o wczorajszej jeździe:

"Instruktor - Proszę na rondzie skręcić w lewo.

Ona - A gdzie jest rondo?

Instruktor - Cierpliwości, za chwilę się wyłoni." :-)))

Mało mnie ostatnio na blogu, ale tyle się dzieje, że ... nie mam czasu. Na Wasze blogi też rzadko ostatnio zaglądam i już nawet tęsknię.

Uśmiechnięte pozdrowienia dla wszystkich moich "czytaczy". :-)))

20:11, ju-sty-na
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 listopada 2009

Zrobiłam, zrobiłam...!!! :-)))

Skończyłam terminową robótkę nad dosyć trudną książką. Reszta w rękach składu i drukarni.

Adam pojechał właśnie odwieźć moje "dzieło", a ja wreszcie mogę odpocząć. Bo to super-express i inter-city w jednym było.

Pod presją czasu nie pracuje się źle, ale ... bez przesady. Od środy siedziałam nad robotą jak ... pracoholik jakiś. ;-((

W weekend muszę to sobie jakoś "odbić". :-))

19:14, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 listopada 2009

Jestem niereformowalna. ;-)

Dopóki byłam przekonana, że jutro będziemy gościć koleżankę, jakoś miałam rozplanowaną pozostałą robotę. Jak się okazało, że jej coś wypadło i luzik jutro będziemy mieli - "harmonogram" mi się rozjechał. ;-(( Bo przecież zdąąążę. Wrrr... Jaka głupia cecha charakteru!

Nawet głowy dziś nie umyłam, a chciałam. :-(

23:50, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 listopada 2009

..., taki cały tydzień? Nieee... Lepiej nie, bo kompletnie mnie rozłożyła dzisiejsza pogoda. Taka ... "zgniła". Błeee...

Nie wiem, jak inni esemowcy, ale ja w takich "okolicznościach przyrody" jestem bardzo obolała i sztywna - stawy, mięśnie, siła=0. Lekarze badali mnie nawet w kierunku chorób reumatoidalnych, czy czasami takiego "bonusa" nie mam. Na szczęście nie - mam "tylko" SM. ;-))

Zaczęłam dziś kolejny cykl zabiegów w przychodni rehabilitacyjnej. Tak mnie to umordowało, że po powrocie przespałam dwie godziny, zjadłam obiad, a potem przespałam jeszcze półtorej.

Rany! Do "świata żywych dotarłam" gdzieś koło 19. No i teraz pewnie nocne siedzenie się szykuje, bo mam trochę roboty. I wyspana jestem, i energiczna. ;-)) I głodna - więc chyba najpierw kolacja. :-)) Idę na łowy. Bye!

20:14, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2009

Kochana Mag napisała mi w komentarzu: "Justynko, jeśli lekarze zdecydują, że Copaxon nadal będzie wskazany, będziemy się zrzucać na lek dla Ciebie:)". Dziękuję, wzruszyłaś mnie.

Mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne, że wywalczę dalsze leczenie. Ale nasza służba zdrowia jest ... jaka jest. (Jak Michał Wiśniewski - "Jestem, jaki jestem" ;-))).

Pisałam dziś komentarz na blogu Majki, której lekarka zaproponowała kurację interferonem. I tak sobie myślę, że jeden z moich argumentów za braniem leku jest porażający: "Zysk z bycia w "programie" jest jeszcze taki, że ma się w razie czego zdecydowanie łatwiejszy dostęp do specjalistów. Sami dbają o to, by człowiek miał robione badania, np. rezonans, bo muszą te kuracje dobrze udokumentować. Przy stanie naszej służby zdrowia to fantastyczna "wartość dodana"."

Przecież to straszne, że takie sprawy mają wpływ na naszą decyzję.

17:56, ju-sty-na
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2