RSS
niedziela, 30 listopada 2008

...mam ochotę! Sążniście, krwiście, nawet z użyciem słów "płciowych"!

Czy ten p...y SM nie może sobie odpuścić!?

Chodzi mi o Ethel. Jej wpisy z ostatnich dni bardzo mnie niepokoją (zgrabny eufemizm).

Czy to choróbsko musi ją tak "ćwiczyć"!?

Pytania bez odpowiedzi - wiem. Ale choć trochę rozładowałam swoje emocje.

22:37, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Rzadko oglądam coś w TV. Ale się zdarzyło. I blok reklamowy też się trafił. Dowiedziałam się z niego, co jest mi niezbędne do szczęścia i życia. O rany...!!!

Lichy ze mnie klient. Kompletnie niepodatna jestem na ten reklamowy bełkot. A tak się starają! :-)

Niektórzy wierzą i ulegają. Pół biedy, gdy ich na to stać. Gorzej, gdy "bajeczne zakupy" są na kredyt. A o to w "przedświątecznym opętaniu" nietrudno.

01:29, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2008

Tak się czuję w tej chwili. Oczy mi się same zamykają. Ręką i nogą ruszyć nie mam siły. Chyba nawet oddychać mi się nie chce. ;-)

Ewidentne "zmęczenie materiału".

Może kawkę? Muszę spróbować, bo ... jestem jeszcze w pracy. Do osiemnastej. A potem LENIWY WEEKEND. :-) Aż mi się gębusia śmieje na samą myśl!

Kawę już zalałam. Sypaną i parzoną "po turecku". Rzadko taką piję, ale teraz potrzebowałam tego aromatu. Mmmm ... REWELACJA!

Czy mogę zaprosić?

 

17:00, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008

Przeczytałam moje wpisy: Ten i Ten.

Tyle w nich zrozumienia, wiary i nadziei. Dłuuugo "ćwiczyłam" takie podejście do choroby.

Był płacz, rozpacz i bunt. Pytanie bez odpowiedzi: "Dlaczego ja?". Była depresja i deklaracja: "Ja nie chcę tak żyć!".

I udało się to pokonać!

Ale tylko ja wiem, jak nieraz trudno o optymizm. Ile pracy i wewnętrznej walki to wymaga. Tym bardziej, że mam naturę dosyć introwertyczną i podatną na emocjonalne huśtawki.

Wiem też, że nie ma nic na zawsze i że ta moja SIŁA jest bardzo krucha. Dlatego wciąż nad nią pracuję. Oby z dobrym skutkiem.

 

23:13, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
wtorek, 25 listopada 2008

..., że za miesiąc będziemy już w połowie Świąt???!!!

Właśnie to sobie uświadomiłam.

Przygotowania czas zacząć!

21:15, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 listopada 2008

Strach przełamany. Opony już zimowe.

To na razie tyle. cdn :-)

17:32, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 listopada 2008

Wszystko przez pogodę. Wciąż pada śnieg, a ja jestem skazana na "samochód zastępczy" - na letnich oponach, bez wspomagania kierownicy, "zajeżdżony" przez zmieniających się co chwilę kierowców.

A jutro dużo spraw do załatwienia.

Nie ukrywam - mam stracha!

23:54, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Aż nie chce się wierzyć, ale właśnie mija rok od pierwszego zastrzyku.

Dla niewtajemniczonych: COPAXONE (octan glatirameru) to jeden z tak zwanych leków immunomodulujących, stosowanych w SM. Jego zadaniem jest powstrzymanie lub choćby spowolnienie procesu niszczenia osłonki mielinowej przez własny układ odpornościowy. Gdy mielina zostaje uszkodzona, układ nerwowy przestaje prawidłowo działać. Zupełnie jak przewody elektryczne pozbawione izolacji.

Rok. Codzienne kłucie. Często ból, opuchlizna, siniaki, zrosty. Ale ... nie żałuję! Ani jednego dnia, ani jednego zastrzyku! Bo nie jest gorzej!!!

A w SM to bardzo dużo.

Jeszcze przynajmniej rok zastrzyków przede mną (w ramach refundacji). A co potem?

Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem" mówiła: "Pomyślę o tym jutro".

Chyba zastosuję jej metodę i pomyślę o tym później. Pewnie nie jutro, ale też nie dopiero za rok. Bo to przecież moje życie i jeśli cokolwiek może mi pomóc, to muszę o to walczyć.

W polskich realiach - pewnie głównie z NFZ.

20:50, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 listopada 2008

Pół dnia chodzę z tymi myślami. Przeczytałam blog Ani i ruszyło mnie.

Należę do grupy szczęśliwców (ok. 15% chorujących), którzy mają tak zwany łagodny przebieg stwardnienia rozsianego. Czyli rzuty w odstępach nawet kilkuletnich i stosunkowo niewielkie po nich pozostałości. Plus bardzo rozłożone w czasie ogólne upośledzenie organizmu.

Pierwsze objawy choroby miałam 21 lat temu, a pierwsze bardzo poważne 15 lat temu. A nadal chodzę, pracuję, prowadzę samochód i radzę sobie z większością codziennych czynności. Nie świetnie, ale jednak!

Ania pisze, że esemowiec żyje na bombie. Ja też. W tej chorobie nie ma nic przewidywalnego. Nie wiadomo kiedy i jak ta bomba wybuchnie. U mnie też może. Nawet "łagodne" SM może się nagle "zezłośliwić".

SM dał mi czas - na naukę, studia, pracę, podróże, miłość, małżeństwo, przyjaźnie, młodość, dorosłość, zainteresowania, zabawę... Czyli - na życie!

SM dał mi też czas na "oswojenie się" z nim i jego "urokami". Dał mi czas, bym dorosła.

Właściwie - mam mu za co dziękować!

23:49, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 listopada 2008

Podobno "natura nie znosi próżni". Ale czy u mnie jest "próżnia"?!?!?!

Coś się wciąż dzieje, sprawy i problemy wręcz mnie "boksują", nudzić się nie mam czasu.

A dziś jeszcze i to - facet wjechał mi w tył samochodu! Solidnie. Yyyyy...

Ręce opadają! Mojej winy żadnej. Gościu się spieszył i zagapił się.

Niby tylko zderzak, ale uderzenia w tył samochodu bywają bardzo zdradliwe. Faktyczne szkody widać dopiero po zdjęciu zderzaka. Autko u blacharza, "miliony" telefonów wykonane, stosy papierów przede mną. Emocje już trochę "odespałam".

Początkowo próbowaliśmy wezwać policję, ale nas "olali". Deklarowali przyjazd najwcześniej za dwie godziny, bo ... nie mają ludzi. Proponowali, że możemy sami przyjechać na komisariat. :-0

To już jakaś paranoja! Kto przy zdrowych zmysłach sam przyjedzie po punkty karne i mandat?!

Na szczęście facet nie wypierał się, że jest sprawcą, kajał się, przepraszał i oświadczenie napisał.

Jutro dostanę samochód zastępczy. Na szczęście, bo bez niego naprawdę jestem chora. Z samochodem inaczej - podjechać, załatwić, przywieźć - łatwiej wierzyć, że daję radę, że mogę, że potrafię, że jestem zdrowa, że to przecież takie "nic".

Przy okazji, naszły mnie takie myśli: Jeżdżę samochodem bez żadnych przeróbek i udogodnień dla osoby niepełnosprawnej, bo na razie takich nie potrzebuję. Samochód zastępczy też dostanę "normalny". A co, gdybym potrzebowała zastępczego-przerobionego? Czy są w ogóle takie możliwości? Chyba nie. Pewnie wtedy ubezpieczyciel oddaje za taksówki. Może ktoś wie coś na ten temat?

20:45, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3