RSS
środa, 29 lutego 2012

Odkryłam, że znowu pisze swój blog, więc natychmiast uzupełniam moją podręczną listę blogów. Cieszę się, że wróciła, bo lubię Ją czytać. Witaj Czarownico, nie taka znów zła! ;-)))

23:42, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Adamowi i mnie niewiele do śmiechu potrzeba.

Mecz Polska-Portugalia podsumowałam tak:

– Bramek nie strzelali, bo im kazali murawę oszczędzać. Jeszcze się dobrze nie ukorzeniła. :-))

Na to mój mąż – poważny pan w średnim wieku:

– No, zabronili im biegać po trawie. ;-))

Niby takie nic, a nas to już rozśmieszyło. Czy my jesteśmy normalni???

23:14, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Rozmawiałam jeszcze z koleżanką przez telefon. Chciałam ją podpytać jak się czuje, może trochę pocieszyć, może złagodzić moją pierwszą, trochę "kanciastą", reakcję na wiadomość o śmierci J.

I wiecie co? Chyba moje przemyślenia na temat żałoby nie mają zastosowania w przypadku małżeństwa po rozwodzie. Przynajmniej tego.

Nie znam (na szczęście!) osobiście tych emocji ani psychicznych interakcji, które towarzyszą rozpadowi związku, ale widzę, że jest to doznanie bardzo szczególne. I moje teorie oparte na "zdrowomałżeńskich" zasadach są tutaj zupełnie nieprzydatne.

21:55, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Zastanawiam się nad kwestią żałoby po byłym mężu. Nie chodzi mi o czarny czy mniej czarny strój, ale o żałobę wewnętrzną, psychiczną. Bo to jest dziwna sytuacja. Z jednej strony zmarł człowiek z którym kiedyś było się bardzo, bardzo blisko. Ale coś się nie udało, więc decyzja, że koniec wspólnego życia, wyrok sądowy i finito. Każde poszło w swoją stronę, ale przecież wspólnych lat nie da się wykreślić i powiedzieć, że ich nie było.

Im dłużej o tym myślę, coraz bardziej jestem przekonana, że moja koleżanka będzie w żałobie, tej wewnętrznej właśnie. Bo wraz ze śmiercią J. teraz już tak naprawdę i nieodwracalnie zamknął się pewien rozdział Jej życia.

20:36, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Gdyby moja koleżanka nie była już od dziewięciu lat rozwiedziona, to właśnie zostałaby wdową – dziś na zawał zmarł jej były mąż. Zadzwoniła do mnie z taką wiadomością. Aż zgłupiałam, bo jak na taką wieść zareagować? Złożyć kondolencje? Przecież byli rozwiedzeni i nie bez powodu. Nigdy Go szczególnie nie lubiłam i z wzajemnością. Trudna sprawa. Pogadałyśmy trochę o Nim i Jego życiu po ich rozwodzie: nie mieli dzieci, więc nikogo nie osierocił, koleżanka kilka lat temu wyprowadziła się z miasta, w którym razem mieszkali, a On był już w nowym związku…

Komentarz Adama: "No kurczę, już zaczyna zabierać z naszej półki!" Smutna refleksja.

[*]

20:01, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012

Hmmm… Dotychczas nosiłam buty w rozmiarze 38, a ostatnio któreś z rzędu 38 są mi przyciasne. Czyżby stópki mi się rozczłapały? ;-)

17:02, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Jeszcze jeden dowód na to, że idzie wiosna:

OBIE kocice spędziły sporą część dnia na dworze. Nasz piecuch też! ;-) TAKA wyszła nawet bez szczególnego zachęcania, a po powrocie padła spać "pijana powietrzem". :-))

00:48, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Od czwartku po Środzie Popielcowej rozsypał się u nas worek ze spotkaniami towarzyskimi. W karnawale było cicho i spokojnie, za to teraz… No masz babo placek! ;-)) Nie są to "zabawy huczne", a poza tym jesteśmy wyznawcami zasady, że przeginanie w żadną stronę nie jest dobre, więc cieszymy się tym ożywieniem towarzyskim w naszym domu.

Pogoda też sprzyja. Zaraz inny duch nastał. I planować, i marzyć jakoś łatwiej. Zdecydowanie – idzie wiosna! :-)

00:34, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 lutego 2012

Zdarza Wam się iść do kibelka podczas rozmowy telefonicznej? Bo mi owszem.

Gdy osławiony pęcherz neurogenny się odezwie to muszę, bo się… nie, nie uduszę, ale posiusiam. ;-) Esemowcy wiedzą, o czym piszę, inni niech przyjmą na wiarę – jak zachce się siusiu, to po prostu TRZEBA!!! Teraz i ani minutki później, bo inaczej KATASTROFA!!!

Dzisiaj zadzwoniła gadatliwa koleżanka i rozmowa z nią tak się przeciągnęła, że nie przerywając połączenia poszłam ze słuchawką przy uchu do łazienki, po drodze żywo reagując na jej opowieści: "no co ty powiesz!", "aha!", "ojej!". ;-) Następnie jedną ręką ściągnęłam gatki, zrobiłam swoje i wróciłam do pokoju. A to wszystko z chodzikiem na kółkach, trzymając się go jedną ręką i modląc, żeby mnie za bardzo z trajektorii nie wyrzuciło. ;-)))

Dałam radę! Zakończyć rozmowę też – to było nawet trudniejsze. :-))

Uwagi techniczne:

pierwsze primo) w łazience lepiej nic nie mówić, bo w telefonie robi się pogłos – "Justyna, gdzie ty jesteś?" :-)))

drugie primo) nie spuszczać wody!!! – "Hallo, hallo! Co to było?" ;-)))

16:52, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
sobota, 18 lutego 2012

Ostatni weekend karnawału uczciliśmy moją zaległą imprezą urodzinową. Nic wielkiego, tylko bardziej świąteczny obiad (pierś gęsia z modrą kapustą) i domowy torcik na ciemnym biszkopcie autorstwa mojej teściowej. Wszystko baaardzo mniam…

Już po imprezie, bo kondycja "starszaków" nie pozwala na długie posiady. Poimprezowy bałagan sprzątnięty, teściowa odwieziona do domu, a Adam i ja już "u siebie", czyli na naszym pięterku. Zaraz za nami przywlokły się też kocice. Mówią, że koty nie przywiązują się do człowieka, ale nasze są chyba jakieś inne, bo łażą zwykle za nami. Gdzie my, tam i one. :-)) Chyba chcą wiedzieć, co w domu się dzieje. A może nas pilnują? ;-))

22:10, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2