RSS
wtorek, 26 lutego 2008

Luty, a przyroda wariuje. Tylko, żeby zima nie chciała jeszcze wrócić!

Postanowiliśmy, że do 30 kwietnia, czyli do dnia pierwszej rocznicy oglądania domu, tolerujemy jeszcze ewentualnych fachowców-remontowców, ale potem dom będzie już tylko nasz i ... wara! Wstęp tylko za zaproszeniami!

Ciekawe, jak to będzie z ogrodem przy domu i lasem po drugiej stronie ulicy? Chciałabym jak najwięcej spacerować, pooddychać świeżym powietrzem ... Ale równocześnie - boję się tego! Boję się swojej słabości, plączących się nóg, bolącego kręgosłupa, słabych mięśni. Boję się, że nie dam rady korzystać z tego, co jest tak blisko.

Niedaleko jest też rowerowa trasa nad kanałem, ale ja ... nie umiem jeździć na rowerze! Nigdy nie udało mi się nauczyć, bo nie mogłam utrzymać równowagi. Może to już był jakiś symptom mojej choroby?

Na stronach YouTube znalazłam coś, co może byłoby dla mnie jakimś rozwiązaniem - trójkołowy rower napędzany siłą mięśni rąk i nóg równocześnie. Ale jest drogi i raczej niedostępny w Polsce. Tutaj

Oj, pojeździłabym czymś takim! Okolica, w której mieszkamy świetnie by się nadawała do tego typu wypraw. Może Adam kupiłby sobie rower i udałoby się pojeździć we dwójkę? Cóż, pomarzyć można!

15:43, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 lutego 2008

Wreszcie mamy skończoną łazienkę. To już trzecia, którą urządzaliśmy. Wszystkie były ładne, bo nasze, ale nie zawsze do końca funkcjonalne. Podobno dopiero trzeci dom buduje się dobrze, więc może łazienkę też. Na pewno uniknęliśmy wielu błędów, jak np. biała podłoga z białą fugą czy bardzo ciemne, błyszczące kafelki. Ale dopiero używanie pokaże, czy nasze pomysły były dobre. Na razie jestem pod wrażeniem prysznica-deszczowni z olbrzymim talerzem-sitkiem zamontowanym na stałe nad głową. Dla mnie REWELACJA! Obie ręce wolne, strumień wody na całego człowieka, więc się nie marznie. Nie kupiliśmy, na szczęście, panela prysznicowego z dyszami do masaźu, bo po pierwsze - kto by miał czas na takie "pieszczoty" i po drugie (chyba ważniejsze) - byłyby to bardzo anemiczne masaże, bo nie mamy odpowiednio dużego ciśnienia wody. Nie daliśmy brodzika, tylko odpowiednio wyprofilowaną podłogę. Bałam się, że będzie ślisko, ale malutka mozaika, która kosztowała zresztą majątek, bo prawie 200 zł za metr kwadratowy, okazała się SUPER. Po zmoczeniu nie jest w ogóle śliska, więc nie trzeba kłaść żadnych mat czy dywaników. Spokojnie można stać bezpośrednio na podłodze. Jeszcze nie mam krzesełka pod prysznić, ale na pewno kupię, raczej wolnostojące, bo odklapywane, montowane na ścianie chyba jest mniej wygodne - takie jest w łazience moich rodziców.

Kolejny raz odczuwam brak aparatu cyfrowego. Trzeba wreszcie kupić, bo chętnie naszą łazienką pochwaliłabym się publicznie. 

10:58, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 lutego 2008

... a ja w pracy. Na szczęście tylko cztery godzinki. Zleci szybko. Tym bardziej, że mam sporo papierów do obrobienia. Jestem juź po spotkaniu z bardzo "gadulastą" pośredniczką, w sprawie naszej działki. Siedziała ponad godzinę. Teraz kawusia i internet, a potem intensywna praca, żeby nie zmarnować tego dnia.

"Rewelacyjną" mamy pogodę tej zimy! Burza z piorunami w lutym?! No i ten wiatr w nocy! Strach się bać! Wahnięcie zasilania o mało nie schrzaniło czegoś bardzo ważnego w komputerze Adama (chyba mówił o płycie głównej). Na szczęście skończyło się na strachu.

12:02, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lutego 2008

Nie samo. Nie, nie, aż tak dobrze nie ma! Pomaga nam zaprzyjaźniony Dawid - pedant, złota rączka i fachowiec naprawdę wszechstronny. Takiego sprzątania ten dom chyba jeszcze nie widział! Na razie "na tip-top" sprzątnięta jest sypialnia. Robione było dosłownie wszystko, nawet odkurzane ściany. Meble poziomowane, czyszczone na mokro i sucho, przyklejane filcowe łapki pod ich nogi. Po prostu cudeńka! No, ale do takich "zabaw" potrzebna jest męska siła i sprawność. Adam i Dawid tworzą zgrany zespół, więc idzie to wszystko nieźle. Dla mnie zostawili tylko powkładanie do szaf ciuchów, pościeli, obrusów, ręczników itd. Niektóre rzeczy, zwłaszcza ciemne, były tak "zapylone", że nadawały się tylko do prania. Dzisiaj łazienka, bo wreszcie prawie wszystko jest zrobione, ale podobno "PRAWIE robi wielką różnicę"! Zaczną też pewnie duży pokój. Na szczęście nie ma w nim zbyt wielu mebli, ale za to jest dużo okien.

Jutro robimy casting na sprzątaczkę. Znalazłam agencję, która zajmuje się werbowaniem opiekunek do dzieci, dla osób starszych, chorych, pomocy domowych, spzątaczek itp. Zobaczymy, kogo nam przyślą. To jednak duży dom. Mama i ja nie dajemy rady regularnie ogarnąć tego wszystkiego. Ktoś musi nam pomóc, chociaż kilka godzin w tygodniu. 

09:31, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2008

Mój mąż idzie na urlop! Brzmi dobrze, ale nic miłego, niestety, nie oznacza.

Doszliśmy do wniosku, że nie uda się zrobić "porządnego porządku w domu i zagrodzie", jeśli będziemy oboje chodzili do pracy.

No i padło na Adama. To on będzie dowodził tą akcją. Na szczęście, do większości prac będzie miał "podwykonawców".

A ja zajmę się sprawami firmowymi. Też jest tego niemało, bo formalnie każde z nas ma po dwie firmy - swoją działalność i trzyosobową spółkę z naszym kolegą. Już samych dokumentów jest sporo, a jeszcze trzeba to wszystko opanować organizacyjnie.

Damy radę! Nie takie rewolucje przechodziliśmy.

Już wyobrażam sobie, jak miło będzie wracać do lśniącego czystością, aż pachnącego domu ... Miodzio!!! 

Początek akcji już jutro i wszystko musi się rozegrać w tydzień, bo tyle urlopu zaplanował Adam.

Myślę, że oderwanie na parę dni od spraw firmowych, w sumie wyjdzie mu na dobre. Może choć trochę odpocznie. Może zajmie się sprawami, na które nigdy nie ma czasu i stale odkłada je "na później".

14:22, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lutego 2008

Jeszcze nie zamknęliśmy tematu łazienki. Epoksydowe, wodoszczelne fugi na podłodze schły i schły. Nie można więc było wieszać urządzeń. Ale dziś, najdalej jutro wreszcie "oddziewiczymy" naszą łazienkę!

Weekend spędziliśmy głównie na sprzątaniu. Na razie zgrubnym, bo na szczegółowe przyjdzie czas po OSTATECZNYM ZAKOŃCZENIU robót. Oj, będzie co sprzątać! Pył i kurz jest wszędzie, nawet na półkach w zamykanych szafach.

Ja nie bardzo mam siłę na takie prace, Adam jest alergikiem i przy takich robotach psika, kicha i leje łzy. Musimy znależć kogoś, kto się zajmie tym sprzątnięciem, bo sami raczej nie damy rady.

Wkurza mnie to, bo wolałabym SAMA, ale nie bardzo już się do tego nadaję. DEPRYMUJĄCE!

Trudno pogodzić się z tym, że nie dam rady, nie mogę, nie mam siły ... 

Zawsze byłam bardzo samodzielna, niezależna, rzadko prosiłam o jakąkolwiek pomoc, a teraz, niestety, zdarza się to coraz częsciej. To boli!

11:01, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008

Dziękuję wszystkim, którzy złożyli mi życzenia urodzinowe. Ewie, która zadzwoniła o 23,30 (!!!), też. Już prawie zasypiałam, ale co tam, miło było ją usłyszeć i wiedzieć, źe pamięta.

Dziś rano kafelkarz połoźył ostatnie płytki w naszej łazience. Zostało fugowanie, malowanie góry ścian i sufitu, no i montaż armatury i akcesoriów. Myślę, że w weekend będziemy mogli wreszcie wykąpać się u siebie! Aż drżę, czy nasze pomysły będą wygodne w użyciu. Ze względu na mnie, już trochę na zapas, nie będzie wanny, tylko prysznic i to bez brodzika. Będzie też bidet, bo to wygodniejsze niż miska. Wanna się nie zmieściła, bo staraliśmy się nie zagracić łazienki i zostawić jak najwięcej wolnego miejsca, też "na zapas". Z jednej strony staram się wierzyć, że SM mnie oszczędzi, ale z drugiej - jak mówi znajoma pani Halinka - "nie kopie się studni, gdy pali się dom". 

 

14:32, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2008

To juź dziś.

Urodziłam się o godzinie szóstej rano, ale rannym ptaszkiem absolutnie nie jestem.

Urodziłam się w niedzielę, ale raczej nie mam "dwóch lewych rąk do roboty".

Urodziłam się trzynastego, ale nie jestem przesądna.

Od rana przyjmuję życzenia. Wszyscy życzą mi przede wszystkim zdrowia - i słusznie, bo ONO jest najważniejsze.

Kupiłam sobie obiecany "zmysłowy zapach". Wybrałam My INSOLENCE Guerlain. Nie znałam go, jest niezły.

Pracuję dziś "na pół gwizdka", bo przecież mam święto. Niedługo jadę do domu, ale obchodzić będziemy dopiero wieczorem i raczej delikatnie. Rodzice mieli wczoraj gości i właściwie do dziś jesteśmy wszyscy najedzeni i zasłodzeni. Teściowej nie ma, bo wyjechała do swojej siostry. Kafelkarz "wykańcza" naszą łazienkę (i nas też!), więc znajomych nie zapraszamy, bo remont.  Wypijemy toaścik, zjemy jakieś pychotki i to wszystko.

A jutro - DO ROBOTY!!! Papierzyska się piętrzą, brudne ciuchy też, że o zakurzonym domu nie wspomnę.

No, ale jutro są WALENTYNKI!!!  I jak tu pracować?!?!?! 

16:35, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 lutego 2008

Jakoś nie chce mi się dzisiaj pracować.Mam duźo spraw do załatwienia, ale wszystko odkładam na później. Jak mówiła moja Babcia: "Jutro, jutro, byłe nie dziś, mówią wszyscy leniwi ludzie".

Muszę się przyznać, że zamiast pracować, buszuję po internecie!

Bałagan jest w nim niewyobraźalny. Miliardy założonych i zapomnianych stron czy blogów. Dane firm, które już dawno nie istnieją, informacje o nowościach i aktualnych wydarzeniach np. z ... 2000 roku.

Umiejętność selekcji, podziału na WAŻNE i NIEWAŻNE, oddzielenia "ziarna od plew" - to musi umieć "rasowy" internauta, bo w internetowym szumie i labiryncie zgubić się łatwo.

Ale ze mnie odkrywca!

15:30, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Myślę o nich coraz częściej, bo coraz bardziej dają mi się we znaki. Zgrabne są, nie powiem, ale zwinne już dawno przestały być.

Przy okazji przeprowadzki pozbyłam się stosu spódniczek mini, które kiedyś bardzo chętnie nosiłam. Do tego rajstopki z lycrą, buty na wysokich obcasach, króciutki płaszczyk ... Ale się rozmarzyłam! Zgrabna laska byłam. Zdarzyło mi się nawet zbajerować księdza! A czy to moja wina, że jechał pociągiem zupełnie w cywilu, nawet bez koloratki?! Facet przystojny, wysoki, siedziałam w przedziałe naprzeciw niego i na sympatycznej rozmowie szybko mijała podróż. Ja oczywiście w króciutkim mini, zgrabnych czółenkach i jak w piosence "... wartości swej świadoma, że hej ...". Gdy od słowa do słowa dowiedziałam się, z kim tak miło konwersuję, nie powiem, wcięło mnie!

Fajnie mieć takie wspomnienia!

Potem coraz częściej nosiłam spodnie lub dłuższe, odpowiednio wygodne spódnice (nie za wąskie, żeby nie utrudniały chodzenia, ale i niezbyt falbaniaste; nie za krótkie, ale i nie za długie, żeby nie nadepnąć np. przy wchodzeniu po schodach). Po prostu WYGODNE!!!

Nie lubię tego słowa! WYGODNE buty, WYGODNE ciuchy, WYGODNA torba, WYGODNA ... !!! Aż zgrzytam zębami ze złości.

Teraz nogi bolą, rwą, sztywnieją, słabną, plączą się, szurają, chudną w łydkach, drżą w kolanach. Nie chcą ze mną współpracować, poruszać się sprężyście, z gracją i energią równocześnie. Jednak kilku par butów na obcasach nie wyrzuciłam. Może jeszcze się przydadzą.

 

12:17, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2