RSS
sobota, 21 lipca 2018

Nie myślałam, że aż tak za mojego życia zatoczy koło sytuacja polityczna w Polsce.

Oto ja, urodzona w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, dorastająca w PRL-u, ze wszystkimi jego negatywnymi przejawami, pamiętająca jako nastolatka stan wojenny, ja, która w dorosłość wchodziłam w 1989 roku, kiedy nastała Rzeczpospolita Polska, zderzam się z polityką ostatnich trzech lat, a zwłaszcza z polityką ostatnich dni.

Jestem zdruzgotana i pewnie jeszcze długo z tego stanu nie wyjdę.

01:39, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2018

Przed północą obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Psa.

Fajne święto.

Dopóki bezpańskich i niechcianych psów będzie więcej niż tych, które mają swój dom i kochających je ludzi, nie uwierzę, że "człowiek - to brzmi dumnie".

00:49, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2018

Pod koniec stycznia znajomi pożegnali swojego "prawie jamnika" – czternastoletnią Diunę. Rozpacz była wielka.

Dopiero po kilku tygodniach odważyłam się ich zapytać, czy dopuszczają myśli o nowym psie. Opowiedzieli, że bardzo im pusto i smętnie w domu, że tak, jak najbardziej rozważają, ale czas nie jest dobry, bo koleżanka niedługo ma planowaną poważną operację, że może później, jeśli wszystko zdrowotnie dobrze się ułoży…

Najchętniej chcieliby szczeniaczka, jamnikowatego, raczej suczkę. Przy okazji dali mi "zielone światło", że gdybym gdzieś takiego wypatrzyła, to mam im powiedzieć. Kolega dodał jeszcze żartobliwie, że fajnie by było, gdyby miał dłuższe nogi niż Diuna, bo ją musieli ze schodów znosić.

Operacja koleżanki, po konsultacjach z lekarzami, została zastąpiona zdecydowanie mniej inwazyjnym zabiegiem i już po trzech dniach wypisano ją do domu. To było w środę 7 marca.

Następnego dnia rekonwalescentka, podobnie jak inne baby (i ja też ;-) ), obchodziła Dzień Kobiet. A 9 marca zaczęła się Akcja PIES:

Na Facebooku wyświetlił mi się wpis jednej z fundacji, że mała psinka imieniem Fruzia zaczyna szukać stałego domu. Było też zdjęcie:

Fruzia została wyrzucona na mróz jako dwumiesięczne szczenię. Cud, że nie zamarzła. Odchorowała to bardzo, ale była już zdrowa. Miała ok. 4 miesięcy. Co myślę o tym, który takie maleństwo wyrzucił na mróz wolę nie pisać, bo bez niecenzuralnych słów by się nie obeszło.

Gdy koleżanka zobaczyła jej zdjęcie, stwierdziła, że mała wygląda identycznie jak ich Diuna, kiedy była szczeniakiem. A gdy się jeszcze okazało, że Fruzia jest w filii fundacji niedaleko naszego miasta, sprawa była właściwie przesądzona.

Mąż koleżanki opowiadał, że gdy wrócił z pracy zastał ją zalaną łzami i szlochającą nad smartfonem. Nie pozwoliła mu nawet dobrze wejść do domu, ale od razu zarzuciła go historią małej Fruzi. Nie trwało długo, a siedzieli oboje przy komputerze i wypełniali ankietę adopcyjną.

Tego samego wieczora zadzwoniono do nich z fundacji. Po emocjonalnej rozmowie, fontannie łez, opowieściach o Diunie i o tym, jak Fruzia jest do niej podobna, opiekunka psinki umówiła się, że następnego dnia przyjedzie do nich z koleżanką na tzw. wizytę przedadopcyjną.

W sobotę dostałam info: "Przywiozły ją. Została u nas!"

Okazało się, że już rozmowa telefoniczna – tak emocjonalne podejście do psiej adopcji, a przede wszystkim historia Diuny, która była pieskiem bardzo chorym i tylko dzięki naszym znajomym żyła tak długo i godnie, przekonała panie z fundacji, że można im zaufać i że to jest dobry dom dla ich podopiecznej. Dlatego już na wizytę przedadopcyjną, choć zazwyczaj tego nie robią, przywiozły Fruzię.

Diuna miała cukrzycę – znajomi przez ponad 6 lat robili jej zastrzyki z insuliny, była też codziennie inhalowana, bo miała problemy z oddychaniem, a dodatkowo pod koniec życia prawie nie widziała. Znajomi dbali i walczyli o nią bardzo. Jak sami mówili – to był pies specjalnej troski.

Tak więc Fruzia, która teraz ma na imię Arwena, do lepszego domu chyba trafić nie mogła.

Minęły już prawie trzy miesiące odkąd to małe "Słoneczko" (tak mówi na nią mama koleżanki) trafiło do ich domu. Arwena dała się poznać jako psinka bardzo sympatyczna, przymilna, ale też uparta. Jak to zwykle ze szczeniakami bywa, uwielbia zabawki i bieganie. Kopanie dołków też – bo ma w sobie coś z jamnika. Koleżanka mówi, że to "jamnikopinczer". Z pinczera ma dłuższe nogi – spełniło się w ten sposób życzenie kolegi. ;-)) Młoda skacze jak piłeczka i schody nie są dla niej żadnym problemem.

Arwena rozkochała w sobie swoją nową rodzinę i urzeka właściwie wszystkich, którzy mają okazję ją poznać.

A ja zostałam mianowana jej chrzestną, bo ją wypatrzyłam. Póki co w prezencie dostała ode mnie sporą paczkę podkładów jednorazowych. Chętnie z nich korzystała. ;-))

02:07, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 02 maja 2018

I tak oto mamy maj. Niesamowite, ale prawdziwe: im człowiek starszy, tym szybciej pędzi czas.

Obiecuję, że już niedługo opowiem Wam sympatyczną historię psa imieniem Arwena (a może Fruzia?). Bądźcie czujni!!! ;-)))

03:21, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 kwietnia 2018

... fajnie jest, jak kilka osób, niezależnie od siebie, powie 52-letniej kobiecie, że ma... "na pewno nie więcej niż 40 lat". :-)))))))))))))))

Jestem pod wrażeniem. ;-))

23:51, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 lutego 2018

Ja jeszcze w związku z Facebookiem:

Jestem w szoku ciężkim, bo sporo moich koleżanek jest już… babciami.

A dla mnie zawsze będą niewypierzonymi szkrabami z zerówki, rozkrzyczanymi dzieciakami z podstawówki, czupurnymi, buntowniczymi nastolatkami ze szkoły średniej lub aspirującymi i wierzącymi, że zmienią świat studentkami. ;-)))

00:12, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 lutego 2018

W styczniu nie pisałam, bo Facebook mnie pochłonął. ;-)))

Opierałam mu się długo, ale musiałam w końcu ulec, założyć konto i poznać choć z grubsza sposób funkcjonowania tego pochłaniacza czasu i energii, żeby w razie czego pomóc mojej mamie. Bo to ona, paradoksalnie, najwięcej się na fejsie udziela. :-))

Uff… Przebrnęłam przez to i już mniej więcej wiem "co z czym". :-)))

Mam już nawet znajomych na Facebooku i trochę lajków. ;-)))

Nadal jednak są tematy, których na Facebooku, pod swoim imieniem i nazwiskiem, ze swoim zdjęciem nawet, nie podejmę, bo są zbyt osobiste i zbyt bolesne.

Trafiłam dziś na taką sprawę i poczułam, że muszę się wygadać na blogu.

Dotarłam dziś do profilu mojego kolegi z podstawówki, który podobnie jak ja, choruje na stwardnienie rozsiane. Niejednokrotnie spotykaliśmy się w szpitalu i rozmawialiśmy. On był czymś tam leczony, ja też czymś... Jakoś w miarę oboje się czuliśmy...

Dzisiejsze spojrzenie na jego profil zdruzgotało mnie!!! Aktualnie jest leżący i czterokończynowo sparaliżowany.

Pozbierać się nie mogę.

01:00, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 grudnia 2017

No to mamy Wigilię.

Niedługo zasiądziemy do naszej wieczerzy: Mama, teściowa, Adam i ja. Już wszystko przygotowane. Adam za chwilę jedzie po teściową.

Wszystkim, którzy tutaj zaglądają życzę:

Wesołych i Zdrowych Świąt!

17:56, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 listopada 2017

W sklepach już święta, w reklamach święta, w internecie święta, to i u mnie święta. A raczej trochę przedświątecznego uśmiechu.

Dzisiaj coś dla tych, którzy mieszkają z kotem lub z kotami – jak my na przykład:

Czyż to nie jest genialne? ;-)))

23:47, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 22 listopada 2017

… ale jeszcze w prezencie ode mnie przeciwwaga do listopadowego nastroju:

00:16, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 105