Zakładki:
MOJA MUZYKA
NAPISZ DO MNIE
NIECH BĘDĄ POD RĘKĄ
O SM
ONI TEŻ ZNAJĄ TEMAT
|
niedziela, 29 stycznia 2012
O nie!!! Pas! Więcej nie robię!
Wymiękłam, chociaż nie były to ciężkie zadania: składanie wyprasowanych t-shirtów i upychanie ciuchów i ręczników do szaf. Plus porządkowanie papierów.
Ale na to wszystko przyszła Mama i przyniosła wiadomość, że zmarł nasz sąsiad z domu obok – miał 61 lat. Był postawnym, prawie dwumetrowym mężczyzną, rak dał mu zaledwie miesiąc. :-(( Nie powiem, ruszyło nas. Nie przyjaźniliśmy się jakoś szczególnie, to był taki sąsiad na "Dzień dobry" i przyjazne machnięcie ręką, gdy mijaliśmy się samochodami, ale trudno się otrząsnąć. Jeszcze niedawno widziałam go na spacerze z jego wiernym sznaucerem.
Po tej wiadomości coś jeszcze próbowałam robić, ale … myśli nie pozwoliły. Więc odpuszczam.
Ech, Panie Andrzeju! Wieczny odpoczynek!
wtorek, 24 stycznia 2012
Skusiłam Was tytułem notki, co? ;-)))
A prawdę piszę – odsłoniłam, przed panem doktorem onkologiem, bo byłam na kontrolnych badaniach. Wszystko w porządku, mam się pokazać jesienią, tym razem bez wcześniejszego USG piersi (teraz miałam – w listopadzie). Zawsze denerwuję się przed tymi wizytami, bo a nuż coś… Ale jeszcze bardziej bałabym się, gdybym w miarę systematycznie nie chodziła na kontrole.
Pił ktoś czystą wódkę o smaku… waniiowym? Ludzie, jak to pić???
Moja Mama, wielki… khm, khm… "fachowiec" od alkoholi przez pomyłkę i z rozpędu kupiła takie "coś". Śmiechu trochę było. ;-)) Po otwarciu zaleciało… ciastem. Domowe chłopy nie chcą tego tykać, dla bab trochę "przymocne" i wanilia strasznie w nos idzie.
Oj bida, bida z tą wódeczką! Chyba skończy jako "nasączenie" do ciasta. ;-))
A tak swoją drogą – trzeba mieć pomyślunek, żeby taki "specyjał" wymyślić.
niedziela, 22 stycznia 2012
Czytam właśnie, że kilka dużych firm produkcyjnych z mojego miasta lada dzień będzie zwalniać grupowo pracowników. I myślę sobie tak: kiedyś byliśmy miastem głównie przemysłowym, w ostatnich latach zaczyna dominować handel – markety mnożą się jak grzyby po deszczu – i to na dłuższą metę nie jest dobre. Gdzie jest produkcja? Gdzie przemysł?
Jeszcze trochę i nawet osławione "produkty regionalne" typu oscypki czy góralskie kierpce będą produkowane w… Chinach. :-//
Czytam ostatnie wpisy na pewnym blogu i… kręcę głową z zadziwienia. Ale może ja po prochach przymulona jestem i czegoś nie rozumiem? A zresztą, niech każdy wierzy w co chce, jeżeli mu to pomoże. Byle choć trochę konsekwentnie, a nie dziś w to, jutro w tamto, a pojutrze jeszcze w coś innego. Bo wtedy człowiek staje się niewiarygodny i trudno uwierzyć w jego szczerość.
Czuję, że spokojniejsza jestem i mniej depresyjna. Inna sprawa, że chyba i sytuacja w domu trochę się uspokoiła. Na chwilę, bo niebawem Mama na kolejne szpitalne badania się wybiera.
Ostatnie "zawirowania" odbiły się niestety na moim stanie neurologicznym. Czuję, że gorzej chodzę i jestem mniej stabilna. Mam nadzieję, że to przejściowe.
Kończę pisanie, bo osłabiona jestem – pewnie przez prochy, ale trochę też przez pogodę. Ulewa w styczniu? To nie jest normalne!
sobota, 21 stycznia 2012
Przeczytałam ten wywiad i nabrałam ochoty na przeczytanie tej książki.
Przeglądam, które blogi przeszły dalej w onetowym konkursie na Blog Roku. Nie przeszedł żaden "esemowy". Cóż, chore dzieci bardziej chwytają za serce.
A w ogóle dziwny ten konkurs. Żadnej wstępnej selekcji, wygrywa ten, kto ma dostęp do… większej ilości numerów komórkowych. Blog Roku? To kpina!
I wiecie co – współczuję jurorom!
czwartek, 19 stycznia 2012
Obecna sytuacja i nastroje w domu wpędzają mnie w permanentne poczucie winy. I co z tego, że na rozum wiem, że niesłusznie? Nie mogę sobie z tym poradzić – sięgnęłam po antydepresyjne prochy.
Czuję się jak "worek treningowy". :-(
Już po północy, a ja dopiero mam chwilę na podsumowanie środy. To był aktywny dzień. Kilka spraw się zbiegło, więc trzeba było główkować, żeby z wszystkim zdążyć. Udało się. Ja załatwiłam przekładaną już kontrolną wizytę u ginekologa, odebraliśmy Mamę ze szpitala, Tacie zorganizowaliśmy na kilka godzin opiekę w postaci mojej Teściowej (żeby nam pomóc zrezygnowała z wizyty u dentysty). U Taty był też rehabilitant, w międzyczasie obiad, a właściwie dwa, bo Adam musiał zjeść coś "na szybko" i jechać dalej…
Uff… Teraz już spokojniej.
Mamę bez konkretnego rozpoznania wypisali ze szpitala z przekierowaniem do kolejnego – tym razem na kardiologię. Od rana zaczniemy się tym zajmować. Z rana będzie też pielęgniarka u Taty, żeby pobrać materiał do cyklicznych analiz. Co 2-3 tygodnie przychodzi…
Sumując: życie kręci nam się wokół spraw chorobowo-medycznych. A ostatnie dni to już jakieś apogeum. Litości!!! Ja chcę zająć się czymś innym!
|