Blog > Komentarze do wpisu

Akcja PIES

Pod koniec stycznia znajomi pożegnali swojego "prawie jamnika" – czternastoletnią Diunę. Rozpacz była wielka.

Dopiero po kilku tygodniach odważyłam się ich zapytać, czy dopuszczają myśli o nowym psie. Opowiedzieli, że bardzo im pusto i smętnie w domu, że tak, jak najbardziej rozważają, ale czas nie jest dobry, bo koleżanka niedługo ma planowaną poważną operację, że może później, jeśli wszystko zdrowotnie dobrze się ułoży…

Najchętniej chcieliby szczeniaczka, jamnikowatego, raczej suczkę. Przy okazji dali mi "zielone światło", że gdybym gdzieś takiego wypatrzyła, to mam im powiedzieć. Kolega dodał jeszcze żartobliwie, że fajnie by było, gdyby miał dłuższe nogi niż Diuna, bo ją musieli ze schodów znosić.

Operacja koleżanki, po konsultacjach z lekarzami, została zastąpiona zdecydowanie mniej inwazyjnym zabiegiem i już po trzech dniach wypisano ją do domu. To było w środę 7 marca.

Następnego dnia rekonwalescentka, podobnie jak inne baby (i ja też ;-) ), obchodziła Dzień Kobiet. A 9 marca zaczęła się Akcja PIES:

Na Facebooku wyświetlił mi się wpis jednej z fundacji, że mała psinka imieniem Fruzia zaczyna szukać stałego domu. Było też zdjęcie:

Fruzia została wyrzucona na mróz jako dwumiesięczne szczenię. Cud, że nie zamarzła. Odchorowała to bardzo, ale była już zdrowa. Miała ok. 4 miesięcy. Co myślę o tym, który takie maleństwo wyrzucił na mróz wolę nie pisać, bo bez niecenzuralnych słów by się nie obeszło.

Gdy koleżanka zobaczyła jej zdjęcie, stwierdziła, że mała wygląda identycznie jak ich Diuna, kiedy była szczeniakiem. A gdy się jeszcze okazało, że Fruzia jest w filii fundacji niedaleko naszego miasta, sprawa była właściwie przesądzona.

Mąż koleżanki opowiadał, że gdy wrócił z pracy zastał ją zalaną łzami i szlochającą nad smartfonem. Nie pozwoliła mu nawet dobrze wejść do domu, ale od razu zarzuciła go historią małej Fruzi. Nie trwało długo, a siedzieli oboje przy komputerze i wypełniali ankietę adopcyjną.

Tego samego wieczora zadzwoniono do nich z fundacji. Po emocjonalnej rozmowie, fontannie łez, opowieściach o Diunie i o tym, jak Fruzia jest do niej podobna, opiekunka psinki umówiła się, że następnego dnia przyjedzie do nich z koleżanką na tzw. wizytę przedadopcyjną.

W sobotę dostałam info: "Przywiozły ją. Została u nas!"

Okazało się, że już rozmowa telefoniczna – tak emocjonalne podejście do psiej adopcji, a przede wszystkim historia Diuny, która była pieskiem bardzo chorym i tylko dzięki naszym znajomym żyła tak długo i godnie, przekonała panie z fundacji, że można im zaufać i że to jest dobry dom dla ich podopiecznej. Dlatego już na wizytę przedadopcyjną, choć zazwyczaj tego nie robią, przywiozły Fruzię.

Diuna miała cukrzycę – znajomi przez ponad 6 lat robili jej zastrzyki z insuliny, była też codziennie inhalowana, bo miała problemy z oddychaniem, a dodatkowo pod koniec życia prawie nie widziała. Znajomi dbali i walczyli o nią bardzo. Jak sami mówili – to był pies specjalnej troski.

Tak więc Fruzia, która teraz ma na imię Arwena, do lepszego domu chyba trafić nie mogła.

Minęły już prawie trzy miesiące odkąd to małe "Słoneczko" (tak mówi na nią mama koleżanki) trafiło do ich domu. Arwena dała się poznać jako psinka bardzo sympatyczna, przymilna, ale też uparta. Jak to zwykle ze szczeniakami bywa, uwielbia zabawki i bieganie. Kopanie dołków też – bo ma w sobie coś z jamnika. Koleżanka mówi, że to "jamnikopinczer". Z pinczera ma dłuższe nogi – spełniło się w ten sposób życzenie kolegi. ;-)) Młoda skacze jak piłeczka i schody nie są dla niej żadnym problemem.

Arwena rozkochała w sobie swoją nową rodzinę i urzeka właściwie wszystkich, którzy mają okazję ją poznać.

A ja zostałam mianowana jej chrzestną, bo ją wypatrzyłam. Póki co w prezencie dostała ode mnie sporą paczkę podkładów jednorazowych. Chętnie z nich korzystała. ;-))

niedziela, 03 czerwca 2018, ju-sty-na

Polecane wpisy

  • Rzeczy fajne i głupie

    Głupie i szczeniackie to wg mnie np. wwożenie ludzi na teren Sejmu w bagażniku samochodu. Albo graffiti na elewacji Sejmu – to zwykły wandalizm. Ale nie w

  • * * *

    Nie myślałam, że aż tak za mojego życia zatoczy koło sytuacja polityczna w Polsce. Oto ja, urodzona w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, dorastająca w PRL-u

  • Nie, no...

    ... fajnie jest, jak kilka osób, niezależnie od siebie, powie 52-letniej kobiecie, że ma... "na pewno nie więcej niż 40 lat". :-))))))))))))))) Jestem pod wraże

Komentarze
2018/06/04 08:06:33
Wzruszający i ciekawy wpis. Są na świecie ludzie dobrzy i niestety źli.
-
Gość: Imienniczka Ethel, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/06/04 13:24:42
Uwielbiam tak przy porannej kawie (to taki żart z ta poranną, bo poparzyłam na zegarek), czytać takie wpisy. Morda mi się śmieje :)
-
2018/06/06 18:24:05
LUBIĘ TO, bardzo lubię :-)